JEZUS – przykład POKORY do naśladowania

8 kwietnia 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Niedziela Palmowa streszcza to, co jeszcze raz przeżyjemy w Wielkim Tygodniu, a zwłaszcza podczas Triduum Paschalnego. „Zwali się” na nas ogrom Jezusowej Męki, ale też spłynie ogrom Radości – najpierw Jego, a w ślad za Nim – naszej, osobiście przeżywanej…

Słowo Boże da nam najpierw przedsmak radości, gdy towarzyszyć będziemy Jezusowi uroczyście wjeżdżającemu (na oślęciu) do Jerozolimy, a potem zatopimy się w Męce Pana naszego Jezusa Chrystusa. Udzieli się nam smutek Jego duszy, ale też po paru dniach współcierpienia ze Zbawicielem doświadczymy, że ostatnim zdaniem Boga w naszym poranionym świecie jest radosny śpiew wobec wielkiego i ostatecznego zwycięstwa Boskiej Mocy i Życia nad grzechem, śmiercią i szatanem!  

My wszyscy, tworzący mistyczne Ciało Chrystusa, mamy coraz jaśniejszą świadomość, że przez resztę życia będą się nam przeplatać smutek i radość…; może nawet częściej będzie bolało z powodu podlegania prawu obumierania i dobrowolnie podejmowanej ofiarnej służby… Jednak dzięki Jezusowi Chrystusowi i Dniom Paschy nabieramy pewności, że pisane nam jest – u kresu drogi – pełne radości i wiecznego pokoju Alleluja! Amen. Alleluja…

Wszechmogący, wieczny Boże,
aby dać ludziom przykład pokory do naśladowania,
sprawiłeś, że nasz Zbawiciel przyjął ciało i poniósł śmierć na krzyżu;
daj nam pojąć naukę płynącą z Jego Męki
i zasłużyć na udział w Jego zmartwychwstaniu  – Kolekta z Niedzieli Palmowej.

Zima i Wiosna

Znowu powraca wiosna i znów przeżyjemy Wielkanocne Święta. W świecie otaczającej nas przyrody z każdym dniem robi się coraz piękniej. Od szeregu lat mówię sobie, że warto żyć kolejny rok (znosząc różne trudy i przeciwności), by móc ponownie przeżyć wiosnę i nacieszyć się cudem odradzającego się życia. Istotnie, jest to jakiś rodzaj prekatechezy i preewangelizacji, gdy się co rok ogląda potęgę Słońca i Wiosny! I gdy widać, jak życie bierze górę nad zimową śmiercią.

  • Kto zna dobrą nowinę o Miłości Boga i Zmartwychwstaniu Jezusa (i naszym), ten tym bardziej wie, że to Wiosna ma rację, a nie zima! Że do wiosny należy ostatnie zdanie, a nie do zimy. Że racja jest przy Życiu i wszechogarniającej Radości, a nie przy śmierci i smutku.

Kolejna wiosna i jeszcze jedna Wielkanoc byłyby naprawdę piękne i radosne, gdyby nie potoki łez, które jeszcze codziennie płyną po niezliczonych twarzach w każdym zakątku Ziemi. Powody do płaczu są różne i każdego dopadną, nawet jeśli nie w jednym czasie i w tym samym stopniu. Odrobina szczerej rozmowy na ogół kończy się stwierdzeniem, że gdzie się nie popatrzy, to wszędzie widać tyle nierozwiązywalnych problemów, nieuchronnego cierpienia. Tak, nie braknie nam powodów do obaw i trwogi, strapienia i łez. A jednak mimo wszystko wraca Wiosna i czas Wielkiego Postu, którego kulminacyjnym punktem jest nie tylko Krzyż, Śmierć, Grób, ale przede wszystkim Zmartwychwstały Jezus!

  • Niedziela Palmowa jest swoistym streszczeniem tego, co będziemy przeżywać w całym Wielkim Tygodniu, a zwłaszcza w czasie Triduum Paschalnego: będzie ogrom Męki i ogrom Radości. W liturgii słowa z Niedzieli Palmowej mamy jedno i drugie, ale jakby w odwrotnej kolejności: najpierw jest radość z towarzyszenia Jezusowi wjeżdżającemu na oślęciu do Jerozolimy, a zaraz potem jest długi opis Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa. Na radosne Alleluja Wigilii Paschalnej i Wielkanocy poczekamy zaledwie kilka dni. Jednak w życiu nas wszystkich, którzy jesteśmy Ciałem Chrystusa, jeszcze (pewno) dość długo potrwa czas obumierania, wyniszczenia, ofiarnej służby, męki, cierpienia… – zanim z całego serca zaśpiewamy radosne Alleluja, gdy osobiście doświadczymy chwały Zmartwychwstania.

Po tym wstępnym „ustaleniu” zobaczmy nieco dokładniej, co nas gnębi i rewoltuje… I jak Jezus uczy nas pokornego podążania do Nieba, do Zmartwychwstania.

Pana chwalić czy ganić?

Wszyscy żyjemy tym samym człowieczym życiem. Temu nikt nie zaprzeczy. Jest w tym pełna zgoda. Nasz los jest wspólny. Okazuje się jednak, że jedni za to człowiecze życie Pana Boga chwalą i mają nadzieję na Pełnię życia w Nim, natomiast inni – czują się z Bogiem skłóceni. Są z życia niezadowoleni, gdyż doświadczają osamotnienia. Braki i cierpienia wpisane w człowiecze życie „każą się” im przeciw swemu Stwórcy zrewoltować. Nie mogą się pogodzić z tym, że Bóg, przecież wszechmocny i kochający, zdaje się stać z boku i (natychmiast) nie odmienia ich trudnego losu.

Jeśli jest prawdą, że wszyscy jesteśmy grzesznikami, to i wszyscy jesteśmy kuszeni do podejrzewania Boga i sprawdzania, czy On kocha nas rzeczywiście i czy jest dość wszechmocny, by odmienić nasz los. I czy możemy na Niego liczyć oraz wydać się w Jego ręce? Mało tego. Wszyscy jesteśmy kuszeni, by buntować się przeciw Bogu, choć może niekoniecznie w sposób w otwarty, jawny. „Nasz bunt przeciwko Bogu zawsze maskujemy. Jesteśmy zbyt przeszkoleni i wytrenowani pod względem religijnym, aby buntować się otwarcie” (Piet van Breemen SJ).

  • Jakże bardzo potrzebny jest nam ktoś – bardzo wielki i z wielką siłą perswazji – kto nam pewne trudne rzeczy wytłumaczy i przekona nas do trudnej i niepojętej Woli Boga Ojca!
  • I kto będąc większym od nas, uświadomi nam granice naszego intelektu oraz da nam przekonujący i porywający „przykład pokory”.
  • Wreszcie, kto ukoi nasze serca i uciszy gwałtowne emocje, gotowe na oślep niszczyć Boga, siebie samych, innych, Boży Ład i wielki Zamysł Boga Stwórcy.

– Kimś Takim jest jedynie Jezus Chrystus.

Pokornie przyjął ciało i poniósł śmierć

Jakże pięknie i trafnie mówi dziś Kościół o swym Zbawicielu – Jezusie:

Wszechmogący, wieczny Boże,

aby dać ludziom przykład pokory do naśladowania,

sprawiłeś, że nasz Zbawiciel przyjął ciało i poniósł śmierć na krzyżu;

daj nam pojąć naukę płynącą z Jego Męki i zasłużyć na udział w Jego zmartwychwstaniu.

Tak, być może (a nawet na pewno), to są te dwie najtrudniejsze „rzeczy”, na które godzimy się z wielkim trudem: ciałośmierć; dokładniej ciało po grzechu pierworodnym i śmierć, która weszła na świat przez zawiść diabła (por. Mdr 2, 24).

Nikomu z nas nie jest łatwo zgodzić się z Bożą Mądrością, która stanowi, że do Nieba wchodzi się tylko z Ziemi; i że dzieci Boże muszą znosić tyle ograniczeń, niewygód, zła, cierpień, zanim zaznają pełni szczęścia w Domu Ojca. Wszyscy czujemy się wystawieni na wielką próbę i na wiele demonicznych kuszeń – w związku z tym, że taka właśnie jest nasza droga do Nieba. Człowiek, „wsparty” inteligentnymi radami kusiciela, niestrudzenie wymyśla własne drogi, inne i różne od tej, którą proponuje nam Bóg Ojciec…

  • Tak naprawdę tylko pokora Syna Bożego, który przyjął ciało i poniósł śmierć na krzyżu, potrafi nas zreflektować i zawrócić z drogi niezgody, obrażania się i buntu wobec Boga Ojca.
  • Tylko kontemplując pokorę Jezusa, tracimy ochotę, by nieustannie powątpiewać, zniechęcać się i załamywać w obliczu drogi, którą trzeba nam przebyć od poczęcia i narodzin aż do ostatniego dnia, w którym oddamy ducha Bogu a ciało ziemi.

Tak, stracimy wszystkie argumenty na rzecz wadzeniem się z Bogiem, gdy poważnie weźmiemy sobie do serca to, że:

  • Wszechmogący i wieczny Bóg sprawił, że nasz Zbawiciel przyjął ciało i poniósł śmierć na krzyżu;
  • że uczynił to po to, aby dać nam, ludziom, przykład pokory do naśladowania.

Wszystkie korzenie naszej pychy, arogancji, szemrania, a także wątpienia, rozgoryczenia i smutku oraz duchowej depresji powinny zostać w nas podcięte, gdy dobrze rozważymy dwa przejmujące fragmenty, natchnione  przez Ducha Świętego:

Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem.
Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę.
Nie zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem.
Pan Bóg mnie wspomaga,
dlatego jestem nieczuły na obelgi,
dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz
i wiem, że wstydu nie doznam (Iz 50,5-7).

Te zdania odnoszą się przede wszystkim do Cierpiącego Sługi Jahwe – Jezusa. Niemal każdy w nich czasownik opisuje pokorę Jezusa, Jego poleganie na Bogu Ojcu, a także wielką nadzieję i wręcz pewność zwycięstwa: wstydu nie doznam.

– … Chciałoby się zakrzyknąć: „Co za straszny los! Ja tak się nie upokorzę!” Jednak zamiast takich okrzyków lepiej jest powiedzieć: Nie mam się co rozczulać. Trzeba mi stać się człowiekiem swoiście biernym wobec wszystkiego, co chce zastraszyć i sponiewierać godność dziecka Bożego we mnie… A z drugiej strony należy być maksymalnie aktywnym, mobilizując wszystkie duchowe siły, by zwrócić się do Boga i od Niego oczekiwać ocalenia.

  • Czy Bóg nas zawiedzie? Zostawi obojętnie? Odwróci swą twarz? – Nie. Po stokroć nie.
  • A co uczyni ze swym Synem upokorzonym – we wcieleniu i śmierci krzyżowej?

Odpowiedź daje poniższy hymn.

Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi.
A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka,
uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci,
i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko
i darował Mu imię ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych,
i aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca (Flp 2,6-11).

Co Bóg Ojciec uczyni z NAMIswymi umiłowanymi DZIEĆMI – też upokorzonymi…?

To powinno być – dla mnie chrześcijanina – już jasne! Choć może jeszcze nie całkiem… Zatem tak prośmy:

Boże Ojcze, daj nam pojąć naukę płynącą z Męki Twego Syna

i zasłużyć na udział w Jego zmartwychwstaniu.

*****+++++*****+++++*****+++++*****+++++*****+++++*****+++++*****+++++*****+++++*******************

Powyższe rozważanie (nieco przeredagowane) jest także w książce:

BÓG TAK WYSOKO CIĘ CENI. Rozważania na niełatwe tematy

powiększ okładkę

Komentarze

komentarze 4 do wpisu “JEZUS – przykład POKORY do naśladowania”
  1. s.ludmila pisze:

    Ojcze Krzysztofie, bardzo dziękuję za bogactwo SŁOWA, MYŚLI, z których możemy czerpać obficie! Męka Syna Bożego jest moja Mocą i wszystko wyjaśnia. Dzisiaj kiedy rozważam Mękę Jezusa, dotyka mnie JEGO MIŁOŚĆ w cierpieniu, w milczeniu w zjednoczeniu z OJCEM. To mnie osadza, inspiruje, wzbudza i wzmacnia zaufanie JEGO MIŁOŚCI! ZAWSZE wdzięczna w modlitwie.

  2. Na pytanie o to, jaki jest sensowny cel życia, dr Wanda Półtawska odpowiada:

    Nie według mnie, według kościoła katolickiego i antropologii chrześcijańskiej. Człowiek żyje po to, żeby umrzeć. Karol Wojtyła, stawszy się papieżem, w Paryżu powiedział do młodzieży: pamiętajcie, że życie tu, na ziemi jest drogą i tylko drogą. Niczym więcej. Jest drogą do nieba, bo człowiek nie jest stworzony dla ziemi, tylko dla nieba. (…) Celem życia ludzkiego jest szczęśliwa śmierć. Przejście – tak, jak się napisało o Janie Pawle II, że poszedł do domu ojca – przejście na drugi wymiar, w który trzeba wierzyć oczywiście. Nie wierzysz, no to jest pustka, nihilizm i dlatego się szerzy to, co się szerzy. Ludzie szukają i nie wiedzą czego.

    Pytana o to, czy papież Franciszek wprowadzi zmiany w Kościele, przypomina, że „Kościół nie może zmienić zasad i dogmatów wiary”.

    Mam w uszach zdanie, które powiedział mi Jan Paweł II w styczniu 2005 roku: pamiętaj, Pan Bóg rządzi światem. Wam się wydaje ludzie, że wy rządzicie światem. Naiwni

    — wspomina i dodaje:

    Ja młodzieży powtarzam zawsze zdanie, które Jan Paweł II powiedział w Toronto: nie zadowalajcie się miernotą. Wy dążcie do ideału. A jeżeli nikt tego od was nie wymaga, to wy sami wymagajcie od siebie.
    ZA

    • Radek pisze:

      „Człowiek żyje po to żeby umrzeć…” – ostatecznie tak, ale po drodze jest obumieranie i to ono ma największe znaczenie. Obumieranie jest drogą do naszego Ojca, a żebyśmy wiedzieli, którą drogą podążać Ojciec dał nam swojego syna, który powiedział: ” …Ja jestem drogą…”. Nie ma więc innej drogi jak podążanie za Jezusem i obumieranie dla Niego, dla bliźnich, żony, dzieci, rodziców. Obumieranie rozumiane jako oddawanie swojego życia, każdej jego chwili, minuty, godziny – bo czy nie dawanie sprawia największą radość ? 🙂

  3. 28 marca 1515 roku w Avila przyszła na świat Teresa de Ahumada. Dziś 500. rocznica jej urodzin. Św. Teresy od Jezusa to mistrzyni życia duchowego i mistyczka. 27 września 1970 roku, jako pierwsza kobieta w historii, razem ze św. Katarzyną ze Sieny, została ogłoszona doktorem Kościoła.

    Prawie 100 karmelitanek bosych z 24 krajów świata, nie wychodząc z klauzurowych klasztorów, bracia i osoby świeckie stworzyło niesamowity wirtualny chór. Zakonnice czciły w ten sposób 500. rocznicę urodzin św. Teresy z Avila. Łącząc się za pomocą internetu nagrały dwa utwory „Nada Te Turbe” i „Salve, Regina”.

    „Niech nic cię nie smuci,
    niech nic cię nie przeraża,
    wszystko mija,
    lecz Bóg jest niezmienny.
    Cierpliwością osiągniesz wszystko;
    Temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie.
    Bóg sam wystarczy”.

    TU: Kilka myśli św.Teresy z Avili

Zostaw odpowiedź