Prowokujący BÓL SERCA

19 marca 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Święty Józef, tak dyskretnie obecny w tajemnicy Wcielenia i Zbawienia, jest w Kościele coraz bardziej poznawany i ceniony. A dzisiaj, za sprawą ewangelii, spotykamy go w wyjątkowym „momencie” (to aż dni). Józef, choć był tylko przybranym ojcem Jezusa, to jednak czuł się tym bardziej odpowiedzialny za wychowanie i bezpieczeństwo dziecka tak wyjątkowego.

– I oto wydarzyło się coś, co nie miało się prawa zdarzyć. Syn zaginął. Nie wiadomo, gdzie teraz jest, czy jest bezpieczny i czy w ogóle się odnajdzie! Józefa i Maryję zalewały fale uczuć: narastający niepokój, trwoga, poczucie winy, modlitwy słane do Boga, nadzieja… A gdy wszystko szczęśliwie się zakończyło (bo Jezus został znaleziony), to i tak na resztę życia pozostało przejmujące dreszczem wspomnienie, a także zaduma, co to właściwie miało znaczyć.

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany (Łk 2,41-51a).

Być może w całym wydarzeniu najbardziej bulwersuje nas to, że Jezus zadał swym Rodzicom wielki ból.

Matka powiedziała Mu to wprost: rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. W zwykłej ludzkiej sytuacji spodziewalibyśmy się pewno, zwłaszcza po dobrze … wychowanym dziecku, że przeprosi, że spróbuje załagodzić; i obieca, że to pierwszy i ostatni raz. Ale w tym przypadku nic takiego nie słyszymy.

  • Żadnych przeprosin czy obietnic …poprawy! Za odpowiedź i wyjaśnienie starczyć muszą dwa (raczej nie retoryczne) pytania: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?
  • To jakiś prognostyk dla wszystkich trudnych spraw między Bogiem i człowiekiem. Zamiast precyzyjnych wyjaśnień pojawia się odesłanie, najpierw, do osobistej głębszej refleksji nad tym, co się wydarzyło; a następnie zostaje zaakcentowany prymat Boga! I, chciałoby się powiedzieć, koniec dyskusji. Jeśli Bóg Ojciec o coś prosi, to należy to wykonać, nie bacząc na konwenanse, niedogodności czy ból temu towarzyszący.

A my dzisiaj, już z innej perspektywy, wciąż odczuwamy zdumienie i podziw, że tak potrafił zachować się (i tak Matce odpowiedzieć) Jezus mający zaledwie dwanaście lat! Za kolejne dwadzieścia jeden lat, u kresu drogi, Jezus „uzupełni” i niejako doprecyzuje dzisiejszą odpowiedź. Jako w pełni dojrzały, powie w Wieczerniku: Niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak mi Ojciec nakazał (J 14, 31).

  • Czasem szukamy klucza do interpretacji i rozumienia jakiegoś dzieła czy czyjegoś życia i dokonań.
  • Jeśli szukamy takiego klucza, by rozumieć Jezusowe Serce i wszystkie Jego czyny, to właśnie dostaliśmy go do ręki.
  • Jezus ponad wszystko umiłował Ojca, a wszystkie Jego czyny są doskonale uzgodnione z Nim!

Czy Maryja i Józef – tak nieoczekiwanie „zderzeni” z Wolą Ojca, która naraża na ból (i Syna, i Jego Rodziców) – poddadzą się tej Woli natychmiast, ufnie i pokornie? Czy uczynią to w wielkim stylu Syna, który miał w sercu jedno: miłość i radykalne posłuszeństwo wobec Ojca? Nikt z ludzi nie może równać się z świętością i doskonałością Jezusa, jednak również Maryja i Józef cieszyli się pełnią łaski. Oboje – dzięki uprzedzającej łasce – uwierzyli Bogu i bezgraniczne Mu zaufali; chętnie też odpowiedzieli na Jego zaproszenie do współdziałania w dziele zbawienia. Maryja otrzymała to zaproszenie na jawie – w Zwiastowaniu Anioła (por. Łk 1, 26-38); Józef otrzymał je w tajemniczym śnie (por. Mt 1, 18-25).

  • Treść obu usłyszanych zwiastowań nie była – po ludzku – ani oczywista, ani łatwa w realizacji.
  • Pozytywna i całożyciowa odpowiedź domagała się przekroczenia miar ludzkiej wyobraźni i ludzkiego rozumu.
  • Konsekwentne okazywanie posłuszeństwa woli Ojca domagało się od Maryi i Józefa (nie mówiąc już o samym Jezusie) postawy heroicznej. Jeśli nie codziennie, to w niemałej liczbie krytycznych momentów wielkiej próby (aż po Krzyż)…  

Przyjrzyjmy się nieco dokładniej wydarzeniu z dzisiejszej perykopy. Razem z Maryją i Józefem pytajmy, co Jezus i Jego Przedwieczny Ojciec chcą w tym wydarzeniu powiedzieć o naszej relacji z Bogiem.

Najpierw powiedzmy, że zaskakujące zachowanie dwunastoletniego Jezusa nie było jakimś „wyskokiem” czy przejawem zwykłego kryzysu tożsamości, właściwego nastolatkom. To z pozoru samowolne pozostanie Jezusa w świątyni miało charakter całkiem inny. Z Jezusowej odpowiedzi, danej Matce, jasno wynika, że nastoletni Jezus z natchnienia Ducha Świętego „zamanifestował” tak mocno (wkalkulowując w to koszt bólu), Kim jest, Skąd pochodzi i Dokąd podąża!

  • Młodzieniec Jezus dobitnie pokazał, że całe Jego życie osobowe powinno być – i rzeczywiście jest – skierowane wprost ku Ojcu!
  • I że cała reszta Jego ziemskiego życia będzie upływać pod znakiem wsłuchiwania się w głos Ojca i pełnienia Jego woli!
  • Jezusową tożsamość w tym (najważniejszym) względzie znakomicie wyrażają dwa (jest ich więcej) Jezusowe oświadczenia, utrwalone w Janowej Ewangelii: Ja żyję dla Ojca (J 6, 57). Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba (J 8, 29).

W naszym świecie skażonym bałwochwalczym egocentryzmem jest całkowitą nowością i niepokojącą prowokacją to, że Jezus zawsze żyje dla Ojca i zawsze spełnia Jego pragnienia! Wola Ojca nie jawi Mu się jako zagrożenie, lecz jest dla Niego niczym pokarm. Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał (J 4, 34). Z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał (J 6, 38).

 To, co dla Jezusa było olśniewającą oczywistością, wynikającą z intymnej relacji miłości z Ojcem, a także uskrzydlającą pasją w całym ziemskim życiu – i to już (co najmniej) od 12 roku życia – to dla nas staje się takie, niemal z zasady, znacznie później! Nawet po wielu latach bycia chrześcijaninem wcale nie jest pewne, że dorastamy do poziomu Jezusa-młodzieńca, gdy chodzi o relację z Ojcem.

  • Korzystajmy dziś ze sposobności, by wraz z Maryją i Józefem zdumiewać się wymową pierwszych słów Jezusa odnotowanych w Ewangeliach: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (Łk 2, 41-50).
  • Niech nas zachwyca to, że Jezus jest naprawdę cały zwrócony do Ojca!
  • I że daje temu dobitny wyraz już tak wcześnie!

A ile lat zajmie nam jeszcze dochodzenie do Jego wrażliwości? Może już z wielką gorliwością i miłością żyjemy dla Ojca? Czy zatem miłe i drogie jest nam zastanawianie się nad tym, co się Ojcu podoba?

  • Jakie skojarzenia myślowe i pierwsze odczucia wywołują w nas te dwa słowa: Wola Boga?
  • Czy przynajmniej czasem przeczuwamy wspaniałość Rzeczywistości, która skrywa się za tymi słowami: Wola Boga, Wola Ojca?

Być może wciąż najdroższa jest nam jedynie wola własna? A takie usposobienie oznacza, w praktyce, podążanie nie za tym, co duchowe, Boże, relacyjne, miłosne, wieczne i niebieskie, ale za tym, co cielesne, światowe, niechybnie rozczarowujące. I co w końcu od… Złego pochodzi (i do niego …przyprowadza?)!

Można by – stając wobec Jezusa posłusznego Ojcu, a także przez wiele lat okazującego posłuszeństwo Józefowi i Maryi – pytać: Ile jest w nas szczerego, a ile jedynie udawanego zaangażowania w poznawanie i pełnienie Woli Boga?

Być może ciągle fascynuje nas i zagarnia egocentryczny rodzaj życia? Czy chociaż szczerze pragniemy, by olśniła nas cudność i piękno Woli Ojca? Co czynimy, by tak się stało?

  • Pewno, koniec końców (poza wszelkimi spostrzeżeniami), najważniejsze jest uważne przypatrywanie się Jezusowi…
  • To modlitewna i nabożna kontemplacja Osoby Jezusa w prosty sposób pokazuje i przekonuje nas o tym, że nasz Pan i Zbawiciel czerpał wielką radość z miłosnego i posłusznego odnoszenia się do swojego Ojca.

Jezus odczuwał też radosne wzruszenie, podziwiając „styl” działania Ojca (por. Łk 10, 21). Żywiąc wobec Ojca podziw, deklarował pokornie: Ojciec mój jest większy od wszystkich (J 10, 29). To potężna Miłość Ojca czyniła Go wolnym wobec krytyk, sprzeciwów i zdrad (por. J 8, 29; 16, 32). Z wewnętrzną swobodą przezwyciężał lęk wobec zagrożeń (por. J 12, 27).

Jezus wszystko odnosił do Ojca i wszystko czynił „relatywnym” – a przez to lżejszym i niepomiernie mniej znaczącym niż … Ojciec!

  •  Jeszcze raz z podziwem zauważmy, że Jezus tak wcześnie wiedział, kim jest i czego chce.
  • Skontrastujmy to z naszą wieloletnią niepewnością co do swej tożsamości i wielkiej godności dzieci Bożych.

Jest dziś dobry moment, by w Uroczystość św. Józefa poprosić go o wstawienie się za nami u Osób Jemu najdroższych, bo tak nam jeszcze daleko do dwunastoletniego Jezusa.

Częstochowa, 19 marca 2014     AMDG et BVMH  Krzysztof Osuch SJ   

Komentarze

komentarzy 7 do wpisu “Prowokujący BÓL SERCA”
  1. Katarzyna pisze:

    Do św. Józefa można podobno skierować bardzo skuteczną modlitwę – telegram do św. Józefa:

    http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,3398,telegram-do-sw-jozefa-prosba-o-szybki-ratunek.html

  2. s. Maria pisze:

    „Jest dziś dobry moment, by w Uroczystość św. Józefa poprosić go o wstawienie się za nami u Osób Jemu najdroższych, bo tak nam jeszcze daleko do dwunastoletniego Jezusa”.
    (O. Krzysztof Osuch SJ)

    W Uroczystość św. Józefa pragnę podzielić kilka myśli z rozważania o Matce Bożej, pt. „Mocna Panienka”, rozważania napisanego przez dr. Monikę Waluś.
    Autorka bazując na prawdzie, że „Bóg chce być w nas jak w Maryi i to właśnie jest przyczyną naszej radości”, zaprasza, aby czasem, gdy modlimy się Litanią Loretańską, to powtarzane po każdym wezwaniu „módl się za nami” – przez co chcemy niejako wypowiedzieć: „Tak, jesteś wspaniała, zajmij się mną”; że warto czasami modlić się: „uczyń serce me według serca Twego” albo „uczyń mnie podobną”..

    Ten sam sposób modlitwy można zastosować podobnie i do Litanii św. Józefa (w myśl prawdy, że święci nie są nam dani po to, aby ich tylko oklaskiwać, ale dani są nam jako wzór do naśladowania). Więc można modlić się:
    /…/ – Oblubieńcze Bogurodzicy – uczyń mnie podobną,
    – Troskliwy Obrońco Chrystusa – uczyń mnie podobną, /../
    – Józefie najsprawiedliwszy – uczyń mnie podobną,
    – Józefie najroztropniejszy – uczyń mnie podobną,
    – Józefie najmężniejszy – uczyń mnie podobną,
    – Józefie najposłuszniejszy – uczyń mnie podobną,
    – Józefie najwierniejszy – uczyń mnie podobną,
    – Zwierciadło cierpliwości – uczyń mnie podobną itd.

    Modlitwa taka, to niebywałe przeżycie dla ducha!

  3. W wersji trochę zmienionej (graficznie i treściowo, tu i ówdzie) można znaleźć rozważanie o tym samym tytule TUTAJ:
    http://mateusz.pl/mt/ko/Krzysztof-Osuch-SJ-Bol-serca-Jozefa-i-Maryi.htm

  4. Justyna pisze:

    Ciągle się zmagam w poszukiwaniu Jezusa, może dlatego że dobrze już pamiętam, że znaleźć Go mogę tylko w sprawach i woli Ojca? Jaśnieje mi Jezus jako Syn, ale gdy mi przychodzi zgodzić się na trudny zamysł Boskiego Taty okazuje się że Jezusa gubię, lub raczej sama się od Niego oddalam. Czuję, że tylko szukanie Jezusa Chrystusa w tym wymiarze paschalnym jest zaczynem spotkania i to nie koniecznie pełnego zrozumienia. On zgadza się na mój każdy wyrzut, bylebym tylko przyszła i znalazła Go pośrodku tego wszystkiego w moim życiu co niezrozumiałe, bolesne do przyjęcia. Wciąż widzę Jezusa, który się modli trzy dni w świątyni zanosząc mnie Ojcu, już tu w Jerozolimie a później tam w Ogrójcu i na Golgocie. Pragnę być w Jego modlitwie

  5. agnes pisze:

    Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.

    W życiu świętej rodziny nastąpiło pierwsze, bolesne zderzenie rzeczywistości boskiej i ziemskiej.
    Rodzice po Święcie Paschy jakby „przełączyli się” na ziemski tryb życia. Nie zrozumieli odpowiedzi Syna, bo przez 12 lat od Jego narodzenia umknęło ich pamięci, że wychowują Mesjasza. A Mesjasz osiągnął właśnie pewien wiek dojrzałości, jak pokazało opisane zdarzenie nie tylko tej ziemskiej.
    Maryja nie pamiętała w tym momencie, że przed laty jako świeżo zaślubiona Józefowi (chyba w podobnym wieku ok.12 lat), również nikogo się nie radząc (sam Bóg uznał, że jest wystarczająco dojrzała) odpowiedziała FIAT na zwiastowanie anioła Gabriela. Postąpiła więc podobnie jak Jezus: przedłożyła Wolę Ojca nad jakiekolwiek zobowiązania ziemskie.

    • Dziękuję za refleksje pogłębiające rozumienie kontemplowanego wydarzenia. Zapraszam także inne osoby do dzielenia się owocami swej refleksji i modlitwy. Jakby nie było zaglądają tu także (może nawet w przewadze) osoby po różnych Tygodniach Ćwiczeń duchownych św. Ignacego, zatem mają czym się podzielić. OK

      • Radek pisze:

        „Czemuście Mnie szukali ? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? ” – to także wypomnienie nam naszej obawy, że Bóg mógłby nas opuścić, a zarazem jednoczesne wskazanie przestrzeni, w której zawsze przebywa. On zawsze jest z nami, bo jest w nas, czyli w tym co należy do Ojca.

Zostaw odpowiedź