Upomnienie i nawrócenie

8 marca 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Najpierw sam Jonasz musiał pokonać w sobie wielki opór, by podjąć głoszenie upomnienia mieszkańcom Niniwy, pogrążonym w grzechach. Gdyby nie jego misja i pozytywna odpowiedź napominanych, doszłoby do zapowiadanego zburzenia miasta! To zwrot wprost do Boga, ze szczerą skruchą w sercu, oddalił zagrożenie.

Czy dzisiaj, gdy stoimy wobec wielkich zagrożeń (wielu mówi o groźbie wojny), misja napominania nie powinna być bardziej doceniana i promowana? Dzisiaj też najbardziej potrzeba nam wszystkim zwrotu wprost do Boga, modlitwy (różańcowej i innej), pokuty i woli  budowania życia społecznego na gruncie Bożego Prawa Miłości i sprawiedliwości! Broń (choćby najnowocześniejsza) i sojusze (nawet gdyby zostały dotrzymane) to zdecydowanie za mało.

Czy jeszcze z wyrazistością dostrzegamy Boży punkt widzenia? Nasz Stwórca i Ojciec, szanując ludzką wolność, wskazuje drogę ocalenia. I pyta, co wybieramy: niechybną katastrofę czy ocalenie?

 

Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam. Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak powiedział Pan. Niniwa była miastem bardzo rozległym – na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. (…)Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej (Jon 3,1-10).

 

Upominani tyle razy

 Z osobistego doświadczenia wiemy, co znaczy upominać i być upominanym. Na dźwięk słowa upomnienie budzą się w nas różne uczucia: od niechęci po szczerą wdzięczność. Zapewne upominano nas w domu rodzinnym, w szkole, w takiej czy innej wspólnocie, w pracy… Niektóre upomnienia pamiętamy do dziś. Jedne wspominamy z wdzięcznością, inne ze smutkiem i być może ze (słuszną lub nie) odrazą… Upomnienia miały uczynić nas lepszymi i ustrzec przed złem.

 Bywa jednak i tak, że od upomnień (źle zaaplikowanych lub źle przyjmowanych) czasem brzydnie komuś życie. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy upominającemu brakuje życzliwości i szacunku, a motywem napominania jest żądza władzy, górowania i poniżania. Problem może być też po stronie upominanego. Będzie o tym dalej.

Bóg nas upomina

 Nie tylko Księga Jonasza, ale wiele innych miejsc w Piśmie Świętym uświadamia nam, że w naszych relacjach z Bogiem trzeba być przygotowanym na upomnienia. Biblia jest pełna Bożych upomnień i wezwań do nawrócenia. Nie da się ich łatwo zneutralizować. Raczej trzeba nauczyć się je przyjmować, gdyż najwidoczniej mają one wielkie znaczenie w prostowaniu naszej drogi do Boga!

 Czytając Księgi Proroków, zauważamy, że Bóg żywo i mocno reaguje na pogrążanie się ludzi w złości grzechów. Bóg niestrudzenie napomina i upomina się o każdego człowieka. Czyni to najpierw w głębi serca błądzącego człowieka. To mocne działanie Boga walczącego o nas przejawia się jako głos sumienia, który wyraźnie i mocno napomina. Ten Głos czyni wyrzuty, a nawet „gryzie”.

  •  Bóg przychodzi z upomnieniem także od zewnątrz. Na przestrzeni Historii Zbawienia angażuje różnych ludzi i każe im być Jego ustami. Każe im mówić w swoim imieniu. Dla „zatrudnionych” przez Boga proroków oznacza to wielką godność, ale i wielki trud. Miło jest w imieniu Boga obwieszczać wielkie obietnice. Przykro jest napominać i wieścić nieszczęścia, które przyjdą niechybnie, jeśli napominani nie odwrócą się od złego postępowania. Prawdziwy prorok, polegając na Bogu, gotów jest przyjąć zarówno słodycz jak i gorycz, wpisane w jego misję i służbę.

Jonasz nie chce upominać

Jonasz, syna Amittaja, jest jednym z tych, który otrzymał od Boga polecenie: „Wstań, idź do Niniwy – wielkiego miasta – i upomnij ją, albowiem nieprawość jej dotarła przed moje oblicze” (Jon 1, 1). Jonasz wcale nie kwapił się, by wypełnić zleconą mu misję. Wiele uczynił, by się wywinąć: „A Jonasz wstał, aby uciec do Tarszisz przed Panem”. Reakcja Jonasza pokazuje, że niełatwo jest podjąć zadanie upominania, a następnie wiernie ją wypełnić. Jonasz mniema, że łatwiej będzie sprzeciwić się Bogu i uciec daleko od Niego.

 My dziś różnie zapatrujemy się na biblijne upomnienia i prorockie zadania. Jednak nasze zapatrywania nie są tu rozstrzygające. Najważniejsze jest to, także w naszych czasach, by zauważyć i uznać, że to sam Bóg widzi powody do napominania tych, którzy lekceważą Jego Miłość i zbawczy plan. I że to On posyła z misją upominania. I że, w istocie, jest to Jego dar dla błądzących, a nie zamach na ludzką wolność.

 Języka napomnień używał nie tylko Jonasz i wielu innych proroków, aż po Jana Chrzciciela (por. Mt 14, 4). Także Jezus niejednokrotnie upominał tych, którzy udawali pobożnych (Łk 11, 39; 20, 20), a jednocześnie czynili różne nieprawości. Jezus napominał mocno tych, którzy zamykali się na wyjątkowość i jedyność Jego Osoby i misji.

Upominanie źle widziane

Upominanie innych i przyjmowanie upomnień nigdy nie było czymś łatwym i oczywistym. Prorocy byli mocno kontestowani, a nawet zabijani. Dzisiaj jest podobnie. Wciąż trudno – a nawet coraz trudniej – jest nam uznać, że upominanie to jeden z najważniejszych elementów życia religijnego i autentycznego życia duchowego. Wielu (może tylko niektórzy) chciałoby zamknąć usta tym, którzy upominają, choć powołują się na autorytet i nakaz samego Boga. Chciano by posługę upominania napiętnować jako coś nagannego i nieprzystającego do zabsolutyzowanej wolności człowieka.

  • Tymczasem, tak naprawdę, to nie posługę upominania należy wyeliminować! Wyeliminować i napiętnować należy panoszącą się (zawsze i z definicji głupią) pychę, która szerzy się jak zaraza i każe obronnie krzyczeć: «Nikt nie ma prawa mnie upominać! Wara od mojej wolności». Pycha ma to do siebie, że zaślepia i fałszuje rzeczywistość. Pycha zawsze uruchamia siły, które niszczą i samego pysznego i innych wokół niego. Pycha wyniośle od-pycha upominającego i po-pycha upominanego do fałszywej i wręcz przewrotnej oceny sytuacji.

Zawsze przystoi nam pokora

 Bóg w podejściu do nas jest zawsze pokorny. Autentyczna miłość jest zawsze pokorna i delikatna. Widać to w całym uniżeniu Jezusa Chrystusa.

 Skoro tak, to i nam także przystoi pokora. A człowiek pokorny gasi w sobie odruch pychy, która odpycha i przewrotnie objaśnia rzeczywistość. Pokora każe samemu sobie perswadować łagodnie (a jak trzeba, to i z mocą):

«Jestem tu na ziemi od niedawna i całe życie jestem nowicjuszem, gdy chodzi o rozumienie Tajemnicy Boga, tajemnicy człowieka, sensu życia i jego fundamentalnych praw. Właściwie wciąż jestem niedouczony. Bywam kuszony przez atrakcje grzechu i upadam!»

 Zatem jest dobrze (a nawet bardzo dobrze), gdy Bóg swoim Słowem czy także bliźni – w Kościele i w innych społecznych kontekstach – chcą mi zaofiarowywać upomnienie! Czyż nie potrzeba, bym się po wielekroć w życiu opamiętywał i porzucał różne iluzje i ułudy szczęścia? To prawdziwy dar, gdy dociera do mnie – w różnej postaci – napomnienie. To dobrze, że upominający pragnie mojego dobra, sprzyja mi i troszczy się o to, bym zwracał się do Boga całym sercem i czynił dobro»…

  •  Pokora w przyjmowaniu daru napomnień przystoi nam w każdym wieku i w każdym stanie życia. Także status społeczny nie ma tu znaczenia. Naszą pokorną otwartość na upomnienia zwiększa świadomość tego, że dzisiaj za sprawą potęgi mediów i globalizmu grożą nam uwiedzenia i błędy na wielką skalę! Można im ulec niemal bezwiednie. A gdy ktoś nam to wytyka, to tak łatwo jest schować się za parawan obowiązującej poprawności czy zdania sondażowo ustalonej większości.

Klarowne upomnienia bardzo potrzebne

 W ostatnich dekadach widzimy, jak wielkie błędy antropologiczne i bez-bożne stanowienie praw szerzą się tak szybko jak pożary w wysuszonych regionach Europy. „Apostołowie” nowej cybernetycznej cywilizacji i nowej (zlaicyzowanej) wizji człowieka stają przed nami pewnie i bezczelnie. Zdają się nie mieć żadnych wątpliwości i wyrzutów sumienia.

 Jak to dobrze, że wciąż – z taktem i precyzją – mówią o tym wszystkim Pasterze Kościoła, zwłaszcza papieże, Jan Paweł II i Benedykt XVI (dziś dodajmy, także Franciszek). Można by cytować wiele ich krytycznych wypowiedzi, które są Jonaszowym upomnieniem na nasze czasy. Jednak na koniec przywołam wypowiedź świeckiego człowieka, Andre Frossarda, nawróconego francuskiego żyda, w którym też widać jasną myśl i prorocki charyzmat.

 Tak pisał on przed kilkunastu laty (1994)w 55-ciu stronicowej książeczce, znamiennie zatytułowanej Słuchaj, Izraelu:

„Jeśli chodzi o stan świata, to jest on mniej więcej taki, jaki był w przeddzień potopu: gwałty, grabieże, kłamstwa, chorobliwa pycha, pogarda dla słabych, rozmaite okrucieństwa, skryta niechęć do niewinności”.

 – A skąd wzięło się to tsunami zła? Prorok ma jasną odpowiedź: z szaleństwa, jakim jest grzech odstępstwa od Boga. Autor gorzko i ironicznie stwierdza:

„Zjedliśmy nie tylko owoc zakazany, o którym jest mowa w Księdze [Rodzaju], ale połknęliśmy całe drzewo, z liśćmi, gałęziami i pniem aż po korzeń. ‘Będziecie jako bogowie znając dobro i zło’ – obiecywał wówczas diabeł, by zachęcić nas do spożycia tego owocu. I oto spójrzcie: jakimi pięknymi staliśmy się bożkami! Jesteśmy zamrażani, instrumentalizowani, niszczeni zależnie od prawa podaży i popytu. Jutro za matkę i ojca będziemy mieli próbówkę i strzykawkę; uprawia się nas w roztworze molekuł zielonej małpy, klonuje w laboratoriach, co dotychczas praktykowano tylko z myślą o bydłu i rzeźni. Mamy korzystnych zastępców w postaci elektronicznych pastylek, tak, że zamiast »bogów« pewnego dnia będziemy wołami lub pchłami” (A. Frossard, Słuchaj, Izraelu, Wyd. Palabra, Warszawa 1995, ss. 54 i 53).

 Rekolekcje Ignacjańskie, które jezuici wszystkim proponują jako najcenniejsze dobro, dotykają różnych obszarów ludzkiego serca i życia we współczesnym świecie. Stanowią one wieloraki dar. Jednym z nich jest otwarcie się na upomnienie, które kieruje do nas Bóg Ojciec w swoim Synu Jezusie Chrystusie. Jest ono zazwyczaj łagodne i dostosowane do duszy, do osoby, która pragnie, by Bóg wyprostował drogi, ogarnął swą Miłością i usposobił do lepszej służby Jemu.

Częstochowa, 12 marca 2014 AMDG et BVMH o. Krzysztof Osuch SJ

Komentarze

komentarze 4 do wpisu “Upomnienie i nawrócenie”
  1. Radek pisze:

    Bóg w swej miłości i wspaniałomyślności przygotował dla nas łaskę upokorzeń. Należy tu koniecznie podkreślić słowo: „łaskę”, gdyż upokorzenie właśnie jest łaską. Zawsze kiedy pycha zaczyna unosić mnie w górę, kiedy zaczynam chodzić z głową w chmurach dostaję od Boga klapsa, który jest namacalnym dowodem Jego ojcowskiej miłości i troski. Po tym klapsie czuję się fatalnie, często nawet płaczę, ale dzięki temu na nowo staję się dzieckiem, które nagle zrozumiało, że spsociło i należy przyjść do Ojca i go przeprosić rzucając się w Jego ramiona i tuląc się do Jego serca.

  2. Jak papież Franciszek zaktualizował misję JONASZA w Meksyku „w mieście śmierci”:

    […] Homilię Papież rozpoczął od przywołania słów św. Ireneusza: „Chwałą Boga jest żyjący człowiek”. Wskazał, że słowa te nadal rozbrzmiewają w sercu Kościoła. „Chwałą Ojca jest życie Jego dzieci. Nie ma dla ojca większej chwały, niż widzieć spełnienie się jego najbliższych; nie ma większego zadowolenia, niż widzieć, jak kroczą one naprzód, jak wzrastają i rozwijają się” – mówił Franciszek.

    Nawiązał następnie do pierwszego czytania liturgicznego z Księgi Jonasza. Wskazał, że Bóg posłał proroka z konkretnym zadaniem. Ma iść pomóc zrozumieć ludowi, że jego sposób postępowania, załatwiania spraw i organizowania się rodzi jedynie śmierć i zniszczenie, cierpienie i ucisk. „Idź i głoś, że tak przywykli do zniszczenia, iż zatracili wrażliwość w obliczu bólu. Idź i powiedz im, że niesprawiedliwość opanowała ich spojrzenia. Dlatego Jonasz wychodzi” – mówił Franciszek.

    „I w tym tekście stajemy w obliczu tajemnicy miłosierdzia Bożego. Miłosierdzie zawsze odrzuca nikczemność, traktując bardzo poważnie istotę ludzką. Odwołuje się zawsze do dobroci każdego, nawet jeśli jest on uśpiony, znieczulony. Miłosierdzie bynajmniej nie niszczy, jak często my usiłujemy czy chcemy działać, ale zbliża się do każdej sytuacji, aby przemienić ją od wewnątrz. To właśnie jest tajemnicą miłosierdzia Bożego. Zbliża się, wzywa do nawrócenia, do pokuty, do tego, by zauważyć szkodę, jaką wyrządza się na wszystkich płaszczyznach. Miłosierdzie wchodzi zawsze w zło, aby je przemienić” – powiedział Franciszek.

    Papież zauważył, że mieszkańcy Niniwy zareagowali właściwie i rozpoczęli pokutę. Miłosierdzie Boże wkroczyło do ich serc, objawiając i ukazując to, co jest naszą pewnością i naszą nadzieją: że zawsze istnieje możliwość przemiany. Miłosierdzie Boże jest bowiem naszą tarczą i naszą twierdzą.

    „Jonasz pomógł dostrzec, obudzić sumienie. Zaraz potem jego wołanie trafia do ludzi zdolnych do pokuty, do płaczu. Do tego, by płakać z powodu niesprawiedliwości, poniżenia, ucisku. Są to łzy, które mogą otworzyć drogę do przemiany, są to łzy, które mogą zmiękczyć serce, są to łzy, które mogą oczyścić spojrzenie i pomóc dostrzec spiralę grzechu, w którą wielokrotnie jesteśmy wciągnięci. Są to łzy, które potrafią uwrażliwić spojrzenie i postawę zatwardziałą, zwłaszcza uśpioną na cierpienia innych. Są to łzy, które mogą zrodzić przełom, zdolny otworzyć nas na nawrócenie” – powiedział Franciszek.

    Papeż wskazał, że słowo to rozbrzmiewa z mocą także dzisiaj. Dodał, że w Roku Miłosierdzia chce w tym miejscu przywołać miłosierdzie Boże oraz prosić o dar łez i dar nawrócenia.

    „Tu, w Ciudad Juárez, jak i w innych strefach przygranicznych, skupiają się tysiące migrantów z Ameryki Środkowej i z innych krajów, nie mówiąc o licznych Meksykanach, którzy także usiłują przejść «na drugą stronę». Jest to przejście, droga obciążona strasznymi aktami niesprawiedliwości: wielu naszych braci – zniewolonych, porywanych, zmuszanych do płacenia haraczu – jest przedmiotem handlu ludźmi, handlu osobami” – powiedział Franciszek.

    Franciszek kontynuował tę myśl, mówiąc wprost o migracji jako wielkim współczensym kryzysie humanitarnym.

    „Nie możemy zaprzeczyć, że istnieje kryzys humanitarny, który w ostatnich latach oznaczał migrowanie tysięcy ludzi czy to pociągami, czy autostradami, czy też nawet pieszo, przemierzających setki kilometrów przez góry, pustynie, niegościnne drogi. Ta ludzka tragedia, jaką jest przymusowa migracja, stanowi dziś zjawisko globalne. Kryzys ten, który można zmierzyć liczbami, my chcemy mierzyć imionami, ludzkimi historiami, rodzinami. Są to bracia i siostry, którzy wychodzą wypędzeni przez ubóstwo i przemoc, handel narkotykami i zorganizowaną przestępczość. Wobec tak wielu luk prawnych rozciąga się sieć, która zawsze chwyta i niszczy najuboższych. Nie tylko cierpią biedę, ale do tego muszą jeszcze doświadczać tych wszystkich form przemocy. Niesprawiedliwości, która radykalizuje się w młodych: to oni, niczym «mięso armatnie», są prześladowani i zagrożeni, gdy próbują wyjść ze spirali przemocy i piekła narkotyków. A cóż powiedzieć o tylu kobietach, którym niesprawiedliwie odebrano życie!” – powiedział Franciszek.

    Ojciec Święty zachęcał, by modlić się o dar nawrócenia i dar łez, by mieć serca otwarte, jak mieszkańcy Niniwy, na Boże wezwanie wyrażające się w cierpiących twarzach tak wielu ludzi. „Nigdy więcej śmierci i wykorzystywania!” – apelował.

    „Tak, jak stało się w czasach Jonasza, również dzisiaj postawmy na nawrócenie; są znaki, które stają się światłem na drodze i głoszeniem zbawienia. Wiem o pracy licznych organizacji społeczeństwa obywatelskiego, działających na rzecz praw migrantów. Wiem także o pełnej zaangażowania pracy wielu sióstr i braci zakonnych, kapłanów i świeckich, którzy poświęcają się towarzyszeniu i obronie życia. Udzielają pomocy na pierwszej linii, narażając nieraz własne życie. Poprzez swoje życie są prorokami miłosierdzia, są sercem wyrozumiałym i towarzyszącymi stopami Kościoła, który otwiera ramiona i wspiera” – powiedział Papież.

  3. Michał Lorenz zdradził w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”, jak przeżywa okres Wielkiego Postu. Podzielił się też refleksją na temat postępującej sekularyzacji współczesnego świata.

    Znany kompozytor wyznał, że w ramach przygotowania do Świąt Wielkanocnych odcina się od wiadomości, internetu, radia, a telewizora i tak nie posiada. Wszystko po to, aby w tej wyciszonej rzeczywistości lepiej usłyszeć „głos Jonasza w Niniwie”.

    Słychać wtedy wyraźnie to, co mam usłyszeć. Medialny hałas ten głos zniekształca albo zagłusza. Jednak i to nie jest reguła. Bywa i tak, że prawdy o sobie można się dowiedzieć z rysy na ścianie, gestu żony czy z listu gończego

    – twierdzi Lorenc.

    Podkreśla, że nie ma lepszej nowiny niż ta, że Jezus Chrystus umarł za nasze grzechy. Wspomina moment, kiedy to do niego tak naprawdę dotarło.

    Przedtem cała duchowość chrześcijańska była dla mnie rodzajem formułek. Była religią. Nagle dzięki tej wiadomości, że Jezus umarł za moje grzechy, dotarło do mnie, że chrześcijaństwo jest faktem, a nie religią

    – opowiada artysta.

    Winą za to, że świat przeżywa sekularyzację, nie można obarczać mody, UFO, ani Dawkinsa – zauważa Michał Lorenc.

    Duch był inny, kiedy chrześcijaństwo eksplodowało na wybrzeżach Morza Śródziemnego, mimo krwawych represji. W tej chwili z jakichś powodów duch czasu jest zupełnie inny. Może to ja jestem temu winien, że moje przepowiadanie Chrystusa jest tak marne, słabe, zbyt ciche i za mało wiarygodne. Mogę to sobie zarzucić. Ale nikomu więcej. Być może to jest nasza, chrześcijan, wina, że chrześcijaństwo jest tak słabe, że islam dokonuje ekspansji w Europie, a w Afryce dochodzi do równika, że nie ma powołań w Kościele, że coraz mniej misjonarzy jeździ do Afryki. To jest moja wina, nie kardynała Nycza ani papieża Franciszka. To ja za mało dałem innym świadectwa

    – mówi Michał Lorenc

    bzm/”Gość Niedzielny”

  4. rafi pisze:

    Prorok Jonasz nie chciał się podjąć misji wcale nie dlatego, że się obawiał negatywnej reakcji mieszkańców Niniwy. Było dokładnie odwrotnie: bał się, że mieszkańcy Niniwy posłuchają słów proroka, i że się nawrócą. Co też się stało, i Jonasz przez to był obrażony na Boga…

    To pokazuje, że prorocy też nie rodzą się osobami świętymi…

Zostaw odpowiedź