Egzorcyzm wyjątkowo utrudniony! Mk 9, 14- 29

20 lutego 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Właściwie powinienem uprzedzić: sceny dziejące się w dzisiejszej perykopie mogą „oglądać” osoby o … mocnych nerwach i pełnoletnie. Dziś powiedziano by, że takich scen nie wolno filmować! Mam na myśli to, że w epoce łatwo dostępnych kamer w zasadzie nie wolno filmować, a zwłaszcza upubliczniać, np. w telewizji, tego, co dzieje się z opętanym podczas faktycznego egzorcyzmu (co innego aktorskie odegranie scen opętania i uwolnienia, jak np. w filmie o Annelise Michel). – A teraz zobaczmy, jak (bez cenzury i ograniczeń) wygląda w Markowym opisie sytuacja opętanego chłopca i jak przebiega egzorcyzm, najpierw w wykonaniu uczniów Jezusa, a następnie samego Mistrza!

Gdy przyszli do uczniów, ujrzeli wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go. On ich zapytał: „O czym rozprawiacie z nimi?” Odpowiedział Mu jeden z tłumu: „Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli. On zaś rzekł do nich: „O plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie! I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: „Od jak dawna to mu się zdarza? Ten zaś odrzekł: „Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam!” Jezus mu odrzekł: „Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: „Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego!” A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: „On umarł”. Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. Gdy przyszedł do domu, uczniowie Go pytali na osobności: „Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?” Rzekł im: „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem” (Mk 9, 14- 29).

Bezpośrednim kontekstem, poprzedzającym opisany egzorcyzm, jest Przemienienie Jezusa na Taborze. Trzej uczniowie wraz z Jezusem wracają do reszty uczniów. Czują się napełnieni widokiem chwały przemienionego Mistrza. Towarzyszą im wzniosłe uczucia… Ale oto czeka ich wyjątkowa konfrontacja z innym „wymiarem” duchowej rzeczywistości. Choć nie jest to dla nich pierwszyzna, to jednak tym razem manifestacje wywołane przez złego ducha są wyjątkowe. Wyjątkowe są cierpienie opętanego i  współcierpienie jego bliskich. Zatrważająca okazała się bezradność uczniów Jezusa wobec tego „przypadku”!

Od razu zróbmy to odniesienie do naszego życia. Otóż my także, idąc za Chrystusem, poruszamy się w tym samym polu oddziaływań. Na nas też oddziałują duchy radykalnie sobie przeciwstawione i skonfliktowane w taki sposób, że nie ma między nimi żadnego pojednania. Mamy naprzeciwko siebie Jezusa Chrystusa, który odsłania nam Boski świat Ojca i Ducha Świętego; wiele mówi o dobroci Ojca oraz o Jego ostatecznym i wiecznym władaniu, zwanym Królestwem Bożym… Ten sam Chrystus uświadamia nam, że na tej ziemi wciąż będziemy mieć do czynienia z duchami przeciwnymi Bogu i ludzkiemu powołaniu do szczęścia! Św. Paweł jasno stwierdzi, że jako uczniowie Chrystusa musimy codziennie przywdziewać zbroję Bożą i świadomie walczyć „przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6, 12).

– To nie jest kwestia ścierania się w nas jedynie wewnętrznych dynamizmów i dążeń o charakterze psychicznym. I św. Marek, i św. Paweł uświadamiają nam, że uczestniczymy w duchowej walce, której nie wolno bagatelizować czy sprowadzać do wsobnego konfliktu dążeń.

  • Warto zauważyć, że rekolekcje ignacjańskie są szczególnym czasem i metodą, która pole duchowej walki znakomicie nam rozjaśnia i pomaga trafnie rozpoznawać, kiedy i jaki duch na nas oddziałuje. Kolejnym krokiem jest już świadomie decydowanie, z kim chce się współpracować, a kogo chce się zdecydowanie odrzucić czy szerokim łukiem ominąć. Z całą pewnością – po zorientowaniu się w sytuacji – nie ma miejsca na szukanie kompromisów. W coraz wyraźniej uświadamianej walce duchów o nasze dusze (o ich doczesne i wieczne szczęście) kompromisy czy uniki są rzeczą najmniej wskazaną. Wskazana jest jasność co do duchowej sytuacji, a także jednoznaczność i konsekwencja w opowiedzeniu się za Tym, który z Miłości stwarza nas i zbawia!

 ***

Wydarzenie opisane przez św. Marka (9, 14- 29) jest pełne znaczeń, dających nam wiele do myślenia. Oto niektóre pouczenia, które nam, słabym i grzesznym, mogą się przydać w naszych kontaktach z Panem Jezusem.

Rzeczą poniekąd najważniejszą jest to, że Jezus z wielką troską zajął się biednym chłopcem. Po zorientowaniu się w sytuacji i wyrażeniu karcącego zniecierpliwienia z powodu niewiary uczniów (O plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć?) – Jezus kazał przyprowadzić chłopca do siebie: Przyprowadźcie go do Mnie! I przywiedli go do Niego. I oto dzieje się rzecz (delikatnie mówiąc) zaskakująca: Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. – Co za widok! Co za myśli i emocje musiały pojawić się w świadkach tej sceny!

  • Tak, pierwszy skutek bliskości: Jezusa i chłopca – mógł wszystkich zaskoczyć i zniechęcić! Wszystkich, ale nie Jezusa. Jezus dobrze wie, że Jego bliskość wywołuje w złym duchu popłoch i wściekłość. Zły – przeczuwając, że za moment będzie wyrzucony – demonstruje (jak się okaże nie aż tak wielką) siłę i złość. Na wszystkich (z wyjątkiem Jezusa) chce on zrobić mocne wrażenie. Liczy na to, że świadkowie jego manifestacji poczują przypływ strachu. A przede wszystkim, że (choćby jeszcze przez kilka najbliższych chwil) pomyślą sobie (powątpiewając o mocy Jezusa), że lepiej byłoby chłopca zostawić w spokoju… Że lepiej by było w tym momencie odwrócić się na pięcie i oddalić się (także) od Jezusa, aby nie pomnażać już więcej cierpień i upokorzeń chłopca…
  • Wolno powiedzieć, że z czymś podobnym mamy do czynienia w naszym życiu. To prawda, nie doznajemy fatalnych skutków opętania, ale ciążą nam nieraz własne grzechy i bolą nas rany, zadane naszej psychice, sercu. I oto, gdy z tą naszą biedą (grzechów i ran) zaczynamy zbliżać się do Jezusa, to wtedy bardzo często doświadczamy, jak ktoś tajemniczy zaczyna nas „szarpać”, kłuć i paraliżować naszą odwagę i wzmagać oskarżenia oraz groźby… Zdaje się mówić (czy wręcz, grożąc wrzeszczeć): «Zobaczysz, jak On cię potraktuje! On cię na pewno pozbawi czegoś dla ciebie miłego, przyjemnego, ważnego». Gdy zbliżamy się do Jezusa, to przeciwnik Boga i człowieka stara się uprzykrzyć nam życie, ile się tylko da. Czasem posuwa się aż do groźby: «Jak się do Niego zbliżysz, to ja cię zabiję!». (Współczesne świadectwa osób poddających się nieraz długotrwałym egzorcyzmom potwierdzają aż takie groźby).
  • Demony pozostają niezmiennie zaprzysięgłymi wrogami udręczonego człowieka i nigdy łatwo nie puszczają wolno swej ofiary.
  • Poza tym zły duch, udając kogoś lepiej poinformowanego i oczywiście (a jakże) życzliwego, jest tak naprawdę bezczelnym i wyrafinowanym kłamcą. Najpierw zawsze kłamie, gdy namawiając do grzesznych czynów, przedstawia je jako źródło szczęścia i bramę do raju „wyższej klasy” niż ten Raj, który wiąże się z pełną miłości i zaufania relacją z naszym Stwórcą i Ojcem! Zły duch kłamie i wywiera presję (jak wyżej było powiedziane) także wtedy, gdy my, już nieraz dokumentnie oszukani, podejmujemy decyzję, by ze swym nieszczęściem przyjść do Jezusa, który przebacza, oczyszcza i uzdrawia.
  • Żeby to jeszcze raz podkreślić. Szatan wszelkimi sposobami próbuje nas najpierw zwieść fałszywymi obietnicami (że będzie „bosko” dla zmysłów, intelektu i ducha), a następnie utrzymuje w przekonaniu o (rzekomej) nieodwracalności zaistniałej sytuacji. Jego strategicznym celem zawsze jest to jedno: oderwać nas od naszego Boga Ojca, a także odgrodzić od zapraszającego nas do Siebie Jezusa – Zbawiciela! Dziełem złego (a także jego mniej lub bardziej świadomych współpracowników) jest obrzydzanie i dezawuowanie Kościoła, jako środowiska, które chroni życie (we wszystkich wymiarach) i pielęgnuje godność ludzkiej osoby. Pełny sukces demonów ma miejsce wtedy, gdy skutecznie uniemożliwi człowiekowi otwarcie się i szukanie pomocy, którą Jezus Chrystus zaofiarowuje z Miłością i delikatnością w Kościele – prasakramencie zbawienia!

***

W zakończeniu ewangelii znajdujemy odpowiedź na pytanie, które uczniów Jezusa mocno intrygowało. Gdy [Jezus] przyszedł do domu, uczniowie Go pytali na osobności: „Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić? – Fatalna porażka nie dawała uczniom spokoju. Trudno powiedzieć, czy powodowała nimi bardziej ambicja czy raczej i przede wszystkim pragnienie, by w przyszłości móc skuteczniej pełnić zbawczą misję Jezusa wobec potrzebujących. W każdym bądź razie chcieli dociec, dlaczego okazali się bezsilni i nieskuteczni, choć przecież „jakoś” do Mistrza się odwoływali.

Jako najważniejszą przyczynę porażki Jezus wskazał im niewiarę, czyli brak realnego odniesienia bezsilnego ducha ludzkiego do potęgi Boskiego Ducha! Chyba rozumiemy, o co w tej niewierze może chodzić… Jakże często bywa tak, że człowiek (niby to wierzący) zamiast „porządnie” odnieść się do Boga, to tak naprawdę sam coś kombinuje, myśląc sobie w skrytości serca, że właściwie (jednak) sam potrafi dokonać czegoś wielkiego! Wydaje mu się, że stosując jakąś podpatrzoną czy wypracowaną „technikę” skutecznego działania, sam dokona rzeczy Bogu zarezerwowanej.

Drugą przyczynę porażki Jezus wskazał w tym stwierdzeniu: „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem” (Mk 9, 14- 29). Z wielu świadectw dawanych przez egzorcystów i osoby wspierające wiemy, że do żywej wiary często trzeba dołączać długotrwałą modlitwę i post.

 

 

Częstochowa, poniedziałek, 24 lutego 2014  AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

Zostaw odpowiedź