Jezusa westchnienie głębokie!

13 lutego 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Otrzymamy od Jezusa ważne pouczenie o traktowaniu Boga – Jego sposobu działania w naszym świecie. Pouczenie to, jak zobaczymy, wybrzmi mocno. Uwydatni je i, zda się, wyjątkowo głębokie westchnienie Jezusa, i pytanie skłaniające do zadumy, a także Jego mocne oświadczenie oraz gest szybkiego odpłynięcia…

Znalezione obrazy dla zapytania zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę (Mk 8, 11-13).

Faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął głęboko w duszy i rzekł: «Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu». I zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę (Mk 8, 11-13).

Święty Marek, jak zwykle zwięzły i precyzyjny, wprowadza nas w sam środek spotkania faryzeuszy z Jezusem. Z miejsca dowiadujemy się, że faryzeusze wywierają presję, by Jezus uwierzytelnił siebie i swoją naukę jakimś wyjątkowym działaniem, przez nich wskazanym. Parę zdań dzisiejszej perykopy wystarczy, by stwierdzić, że Jezus – czyniący przecież tak wiele znaków, świadczących o wyjątkowości Jego Osoby i Misji – doświadczył żądań, które uznał za wysoce niestosowne. Nie przystał na to, żeby ludzie dowolnie Nim dyrygowali, bezczelnie wystawiając Go na próbę! Stopień Jezusowej dezaprobaty wobec poczynań faryzeuszy (a i naszych, jeśli są podobne) wyraźnie jest widoczny między innymi w tym, że westchnął głęboko w duszy i rzekł: «Czemu to plemię domaga się znaku?

 Od czasu demonicznego kuszenia i dramatycznego upadku w raju, człowiek mozolnie uczy się, jak w właściwy sposób ma się odnosić do swego Stwórcy, Pana i Ojca. Cała Biblia, będąca zapisem dziejów relacji między człowiekiem (ludem) i Bogiem, dostarcza bardzo ważnej wiedzy i wskazań na temat właściwego myślenia i odnoszenia się do naszego Stwórcy i Ojca. Dzięki doświadczeniu wielu pokoleń wierzących i skumulowanej refleksji na temat więzi łączących nas ludzi z Bogiem, możemy uniknąć wielu błędów i tak skrócić naszą drogę do świętości i zjednoczenia z naszym Panem.

  • Niestety, patrząc na ludzkie dzieje opisane w Piśmie Świętym, niemal natychmiast spostrzegamy, jak od samego początku człowiek był kuszony do zwątpienia o dobroci i pięknie więzi ze swym Stwórcą. Wielki i życzliwy Dobroczyńca miał się stać – w procesie kuszenia i upadania – kimś podejrzanym i podlegającym weryfikacji według wskazań i kryteriów „węża”, upadłego anioła (por. Rdz 3). Na początku, w raju pierwsi rodzice szybko odkryli swój fatalny błąd (grzech) i weszli na drogę pokuty, uchwycili się też na nowo Bożej Obietnicy i zawsze większej Dobroci Stwórcy… Większy (poniekąd) dramat rozegra się w czasach nowożytnych i naszych. Lucyfer pomoże „tęgim umysłom”, filozofom „wyhodować” sobie (i hołubić) mniemanie, ba, przekonanie, że człowiek sam dla siebie jest panem! Że sam sobie wystarcza. Że sam siebie kreuje. Że sam nadaje sobie sens, który – nie może być inaczej – szybko okazuje się bezsensem. Na gruncie (cóż to za grunt?) buntu i odstępstwa od Boga Stwórcy rozkwitać może jedynie nihilizm, poczucie absurdu, totalnej „pomyłki”… Zanim przyjdzie wielki smutek i nieuchronna rozpacz, można się oddawać różnym ulotnym kultom życia, które jest jeszcze w garści człowieka-pana. Pana, który postanowił się wyemancypować od bytowej i miłosnej relacji ze swym Stwórcą.
  • Radykalne roszczenie człowieka może przyjąć jeszcze inny kształt; zda się jednak znacznie „łagodniejszy”, bo jest w nim odniesienie do Boga! Ale jakie? Właśnie, w tym typie myślenia o sobie i o Bogu, człowiek – za sprawą kusiciela czy sam z siebie – uważa, że sam wszystko wie najlepiej. Wie zwłaszcza, jak powinno wyglądać jego życie! Znakomitą częścią tej „najlepszej wiedzy” jest pewność (mówiąc nieco ironicznie) co do tego, jak Pan Bóg powinien z nami postępować; co powinien a czego nie powinien czynić czy dopuszczać… Mniemanie (przekonanie) o swej „najlepszej wiedzy” na własny temat każe przedkładać swoje roszczenia i (niemal) żądania pod adresem Boga – ponad Jego objawioną Wolę. Mówiąc konkretniej i przykładowo, poważamy się w roszczeniowym czy ultymatywnym tonie wystawiać na próbę miłość Boga do nas! Mówimy wtedy tak: «Niech On mi udowodni, że mnie kocha, czyniąc dla mnie „to i to”! Właśnie to. Dokładnie to. Niech usunie z mego życia tę oto dolegliwą trudność, a w jej miejsce da mi „to i to”… Dopiero wtedy zasłuży On sobie na moje zaufanie!».  

 Dobrze pamiętamy, że Żydzi wędrujący przez pustynię do Ziemi Obiecanej niejednokrotnie wystawiali Boga na próbę. Bóg zaś, z właściwą sobie cierpliwością i miłosierdziem, starał się ich za każdym razem otrzeźwić i przekonać, że źle robią, odwracając role (por. np. Ps 106).

Właśnie faryzeusze czynili dokładnie to samo wobec Jezusa. Żądali od Niego określonych znaków. Jakby całkiem (oprócz chwalebnych wyjątków) nie zważali na to, że Pan Jezus dawał cennych i wyrazistych znaków – wskazujących na wyjątkowy charakter Jego osoby i misji – wiele, bardzo dużo, rzec można co niemiara. Oni jednak – mimo „zderzenia” z tak licznymi Jezusowymi cudami-znakami – woleli ich nie traktować z należytą powagą i starannością. Z jakichś powodów nie interpretowali (objaśniali) ich na gruncie trzeźwego umysłu i prostego serca. Przeciwnie, grożąc zlekceważeniem i odrzuceniem, faryzeusze żądali od Jezusa znaków coraz to nowych i „większych”, spektakularnych. Prawdopodobnie (tak twierdzą niektórzy komentatorzy) oczekiwali znaków fantastycznych, kosmicznych, widocznych gdzieś tam wysoko na niebie… Jezus jednak, z całym spokojem i konsekwencją, czynił i dawał te znaki, które uważał za właściwe i wystarczające. A więc takie, które dostarczały – dawnym i dzisiejszym – świadkom Jego życia wystarczająco mocnych motywów, by obdarzyć Go wiarą i zaufaniem!  

  • Możemy być pewni tego, że Boży Wcielony Syn – sam darzący Ojca bezgranicznym i cudnym zaufaniem – czynił wszystko, by to zaufanie odbudować w ludzkich sercach. Chciał (oddał tej sprawie wszystko, aż do ostatniej kropli krwi) udrożnić duchowy kanał, przez który swobodnie (bez blokujących zastrzeżeń i wątpliwości) popłynie Miłość Boga do człowieka; i od człowieka do Boga!
  • Dokładnie o to samo zabiega Pan Jezus w naszym życiu! A nasuwające się pytania, sprawdzające stan naszych serc (ufnej wiary, przepływu Miłości), są chyba dość oczywiste… Zadajmy je sobie, pamiętając o tym, że utrata ufnej wiary wobec kogoś najbardziej na nią zasługującego – wobec samego Boga Stwórcy i Ojca – jest największą katastrofą ludzkiego ducha.

Zależnie zatem od naszych odkryć i „ustaleń” rozmówmy się z naszym Panem i Zbawicielem. Przychodźmy do Niego nie z roszczeniami; nie z wolą próbowania Go według swoich małych koncepcji i wyobrażeń… Raczej wejdźmy ufnie i pokornie, dziecięco prosto, w Jego wielki świat. W Jego wielką misję zbawienia nas – pojednania nas z Ojcem, z samymi sobą, z naszą niełatwą historią życia, z bliźnimi…

Częstochowa, poniedziałek, 16 lutego 2015    AMDG et BVMH   o. Krzysztof Osuch SJ

Komentarze

Jedna odpowiedź do wpisu “Jezusa westchnienie głębokie!”

Zostaw odpowiedź