Twoja wiara cię ocaliła!

30 stycznia 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Właściwie każdy człowiek (jakoś) wie w głębi swego serca, że stworzony i powołany jest do „życia niczym nie umniejszonego”, do życia w pokoju, szczęściu, radości. Człowiek nie może pogodzić się z tym, by nie mieć przynajmniej nadziei na trwałe posiadanie tych cennych dóbr! A gdy jest zagrożony – odruchowo szuka gruntu, po którym znów będzie mógł stąpać pewnie i z nadzieją.

Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał.

A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!

Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść (Mk 5,21-43).

 

1. Beznadziejne sytuacje

Św. Marek, w rozważanym fragmencie (Mk 5, 21-43), przedstawia nam dwa „przypadki”, po ludzku patrząc, najzupełniej beznadziejne.

Pierwsza sytuacja: córka Jaira dogorywa; jej ojciec jest zrozpaczony. Druga: pewna kobieta po dwunastu latach cierpień i po utracie całego mienia „ma się jeszcze gorzej”. Nic jej dotąd nie pomogło. Lekarze okazali się bezradni. Mężczyzna i kobieta, Jair i kobieta nieznana z imienia, dopiero wtedy odzyskali to, co utracili i czego tak bardzo pragnęli, gdy przyszli do Jezusa. W Nim spotkali Kogoś, kto potrafił pomóc w sytuacji całkiem beznadziejnej.

Właściwie każdy człowiek (jakoś) wie w głębi swego serca, że stworzony i powołany jest do „życia niczym nie umniejszonego”, do życia w pokoju, szczęściu, radości. Człowiek nie może pogodzić się z tym, by nie mieć przynajmniej nadziei na trwałe posiadanie tych cennych dóbr! A gdy jest zagrożony – odruchowo szuka gruntu, po którym znów będzie mógł stąpać pewnie i z nadzieją.

Niewiasta z Ewangelii długo szukała kogoś, kto jej pomoże; żywiła nadzieję, nie poddawała się.

  • Doceńmy w człowieku, w sobie, ten duchowy dynamizm, który chroni nas przed natychmiastowym poddaniem się, rezygnacją, i każe nam wytrwale szukać lekarstwa na strapienie, na samotność, na niepokój, na bezsens. To dobrze, że czujemy się od wewnątrz przynaglani, by próbować odzyskać utraconą radość życia, pokój, zadowolenie i sens życia.

Przypomnę sobie najtrudniejsze sytuacje w moim dotychczasowym życiu… Pewno już tak bywało, że traciłem jakieś cenne dobro lub było ono bardzo zagrożone. Jak się wtedy czułem, gdy życie nagle traciło sens, znikały pokój i radość…

  • Środki zaradcze, przez nas stosowane, nie zawsze okazywały się pomocne czy wystarczające. Bywało może i tak, że po zaaplikowaniu „lekarstwa” miewaliśmy się jeszcze gorzej, tak jak ta kobieta cierpiąca na krwotok…
  • Po jakie lekarstwa sięgałem, gdy byłem strapiony, smutny, cierpiący?
  • Czym i jak próbowałem siebie pocieszyć? Jakie to bywały mocniejsze wrażenia, przyjemności, powierzchowne kontakty, wejście w rolę sędziego wszystkiego i wszystkich? Rozrywki, które miały niejako „rozerwać” i jakby odwieść od bólu moją duszę?

Ta sytuacja mieć się jeszcze gorzej po zaaplikowaniu lekarstwa – nie oznacza końca wszystkiego. Przeciwnie, często dopiero głębsze rozczarowanie i głębszy namysł naprowadzają na Jezusa jako „deskę ratunku” ostatnią i niezawodną… 

2. Orędzie Jezusa

Kontemplując Jezusa, pomagającego w sytuacjach skrajnego zagrożenia i bezsilności, pytajmy, jakie Orędzie, jaka dobra nowina jest tu do odkrycia i przyjęcia.

a- Dobroć Jezusa

Można by wziąć po kolei cztery Ewangelie i zatrzymując się na każdej stronie sprawdzać, czy nie jest tak, że ze wszystkich słów i czynów Jezusa promieniuje Jego Dobroć, życzliwość Boga dla człowieka, dla nas, dla mnie.

 Jezus jest dobry dla wszystkich. Jego życzliwość, pełna współczucia, uwidacznia się szczególniej w zetknięciu z ludzką biedą i w obliczu „najwyższego ubóstwa duchowego”. Jezus przed nikim nie zamyka swego Serca… Ewangelie są pełne świadectw o współczującej życzliwości Pana Jezusa.

Jego współczucie nie jest bezsilne, lecz pełne mocy.

b- Pochwała wiary

To, co uderza w kontemplowanych scenach, to wielkie znaczenie wiary. Jezus podkreśla rolę, znaczenie wiary. To akt wiary w Jezusa otwiera przed człowiekiem zupełnie nowe możliwości. Wiara jest aktem ducha, który otwiera całą ludzką osobę na Boże działanie. Akt-czyn wiary jest czynem wybitnie relacyjnym, międzyosobowym – czy jeszcze dokładniej mówiąc – jest czynem religijnym. Akt wiary, którą Jezus wzbudza, chwali i wychowuje, nie polega na autosugestii i uruchomieniu w sobie własnej energii psychicznej (choć zapewne ten wymiar też ma swe miejsce i znaczenie).

  • Wiara jako fundamentalny i szczytowy akt człowieka otwiera wnętrze osoby i kontaktuje je dobroczynnie z Bogiem, ze źródłem życia i wszelkiego dobra.
  • Uzdrowienie człowieka płynie od Jezusa (Pan Jezus znamiennie to uwydatnia), a nie z jakiegoś własnego rezerwuaru samoleczącej energii, którą akt wiary jedynie wyzwala.

Być może, że w wyobrażeniach niewiasty, „potajemnie”dotykającej Jezusa, była niejasność i pewne pomieszanie czystej wiary w Jezusa z wiarą w działanie czegoś na kształt (modnych dzisiaj) bioprądów. To może dlatego Jezus zadaje pytanie: Kto się dotknął mojego płaszcza? – Uczniowie jako pierwsi odpowiadają; uświadamiają Jezusowi daremność takiego „dochodzenia:

Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. Jezus nie ustępuje: On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. – Poszukiwanie Jezusa okazało się skuteczne: Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę.– W tym momencie pada najważniejsze zdanie: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!

  • Sytuacja została wyklarowana. Jezus odsłonił głębszy sens tego, co się wydarzyło. Uzdrowionej kobiecie i uczniom uświadomił, że to Boża moc uzdrawia człowieka. Tej Bożej mocy uzdrawiającej nie da się wziąć ukradkiem i użyć według własnych potrzeb. To Jezus używa tej mocy świadomie i dobrowolnie, a człowiek otwiera się na nią w akcie prośby, pełnej ufnej wiary w moc i dobroć Jezusa. 
  • Słowa Jezusa: Córko twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości – są jak pieczęć, którą Jezus kładzie na tym uzdrowieniu. Do daru uzdrowienia Jezus dokłada jeszcze dar pokoju.

3. Duchowy pożytek 

Jezus jednoznacznie chwali wiarę niewiasty. Pokazuje, że to ufna wiara w Niego jest tą dyspozycją serca, która najpewniej kontaktuje człowieka z Bożą mocą i dobrocią. W akcie ufnej wiary (każdy) człowiek przestaje być sam ze swoją bezsilnością, ze swoją biedą…

Sprawdźmy, ile w nas jest mocnej wiary w bezgraniczną życzliwość Jezusa wobec nas?

  • Czy mam pewność, że Jezus zawsze mi pomoże? I że zwracając się do Niego odzyskam pokój ducha?
  • Nie wypada, byśmy dzisiaj byli mniej pewni Dobroci i Mocy Jezusa, niż ta chora kobieta wtedy.

 Uderzające jest to, że Jezus wśród podstawowych celów swego zbawczego działania umieszcza pielęgnowanie wiary.

Jezus troszczy się o przywrócenie wiary człowiekowi; tę wiarę najdosłowniej pielęgnuje, pochyla się nad nią. Natychmiast ją spostrzega, podkreśla jej ważność i pochwala ją. A gdy jest ukryta, jak u niewiasty z dzisiejszej perykopy, to specjalnie wydobywa i wszystkim pokazuje. Jezus nieraz zachęca do wiary, podtrzymuje ją, gdy się w kimś chwieje… Czasem gani tych, którzy mogliby już mieć wiarę mocniejszą, a jeszcze jej nie mają. Niekiedy Jezus okazywał pewne zniecierpliwienie, gdy widział brak wiary u swoich uczniów… 

Komentarze

komentarze 2 do wpisu “Twoja wiara cię ocaliła!”
  1. s.Krystyna pisze:

    „To akt wiary w Jezusa otwiera przed człowiekiem zupełnie nowe możliwości. Wiara jest aktem ducha, który otwiera całą ludzką osobę na Boże działanie. Akt-czyn wiary jest czynem wybitnie relacyjnym, międzyosobowym – czy jeszcze dokładniej mówiąc – jest czynem religijnym.”

    Dziękuję Ojcu za głębię myśli, treści o wierze która jest nam dana i zadana.Odwołam się także do ulubionych tomików z „On i ja”które doskonale kształtują wiarę, o ile z wiarą przyjmę prowadzenie Jezusa w życiu codziennym…
    ” Może dla uratowania grzesznika potrzebujesz dziś jeszcze dwóch zębów do wyrwania?Bądź kroplą wody w Kielichu”
    A kiedy otworzyłam książkę na chybił trafił:Będziesz znosiła ciężar winy grzesznika tak jak ja!”
    W nocy: ” Pozwól Mi położyć na twoim bolącym policzku mój policzek uderzony żelazną rękawicą żołnierza”
    Po przeczytaniu rozważań Ojca, tak mi się otworzyło i uznałam że doskonale uzupełniają się treści wiary,w tym codziennych zmagań i radości.
    Szczęść Boże
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Zofia pisze:

    Dziękuję za ten mocny tekst, tak bardzo rozświetlający wagę posiadania i pielęgnowania wiary. Zawiera tyle cudownie umacniających wiarę, pomocnych argumentów, ale ten, że „nie wypada, byśmy dzisiaj byli mniej pewni Dobroci i Mocy Jezusa, niż ta chora kobieta wtedy” wzrusza, przywodząc na myśl dobrego ojca, który już i prośbą i groźbą traktuje swoje dzieci, aby im tylko dopomóc.Zadziwia, że aż na tyle sposobów Dobry Bóg próbuje przekonać nas do tego, by Mu zawierzyć, a my ciągle mamy z tym problem..

    Spośród mnogości argumentów, mających nas nakłonić do zawierzenia Bogu, a otrzymywanych od Niego samego, przychodzą mi szczególnie na myśl jeszcze trzy dodatkowe ‚pomoce’:

    1. Z Biblii szczególnie Psalmy, np. 16 :”Zawsze sobie stawiam Pana przed oczy, On po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje”
    2. Obraz „Jezu ufam Tobie”
    3.Objawienia naszej Matki Maryi

    Właściwie, jak się nad tym zastanawiam, to całe Pismo Święte i wszystkie objawienia prywatne mają nas prowadzić do wiary i ufności w Dobroć naszego Boga. Na dodatek powołuje nam przewodników po tym bogactwie, którzy nie tylko rozświetlają nam Prawdę, ale jeszcze karmią nas Jego Ciałem.. Czy można chcieć więcej.. Dziękuję Ojcu!

Zostaw odpowiedź