Rodzina Jezusa

24 stycznia 2017, autor: Krzysztof Osuch SJ

Nawet jeśli już raz znaleźliśmy skarb Boga, którego skrywają i objawiają ewangelijne „opowieści”, to i tak (dość łatwo) dajemy sobie ten Skarb odebrać… Czasem byle błyskotka jawi się jako rzecz cenniejsza i ważniejsza niż słowa Boga. Niekiedy ulegamy tak mocnej fascynacji czymś tam (choćby wiadomościami z prasy codziennej), że nie zauważamy mniej lub bardziej świadomej zdrady wobec Słowa Bożego. I tak na jakiś czas, czasem na bardzo długo, zamykamy drzwi przed Jezusem i znów każemy Mu stać u drzwi i kołatać (por. Ap 3, 20).

Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką (Mt 12, 46-50).
Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie. Odpowiedział im: Któż jest moją matką i /którzy/ są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką (Mk 3,31-35).

(Mk 3,20-21)
Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: Odszedł od zmysłów.

Ewangelie fascynują

Skoro już niejedno czytaliśmy, to zapytam, która z czytanych dotąd książek wydała się nam najbardziej pasjonująca i najważniejsza? Każdy święty kanonizowany i wielu chrześcijan powiedziałoby zapewne, że to Ewangelie są lekturą najważniejszą i najbardziej pasjonującą. Czy my należymy do grona osób zafascynowanych Ewangeliami? I czy jesteśmy pewni, że to w roli czterech Ewangelii jest ukryty największy skarb, najpiękniejsza perła?

Wspaniałość i ważność tego, co zawierają Ewangelie, już pewno do nas dotarła, choćby jeden raz i na krótko… Na ogół tak jednak bywa, że nawet jeśli już raz znaleźliśmy skarb Boga, którego skrywają i objawiają ewangelijne „opowieści”, to i tak (dość łatwo) dajemy sobie ten Skarb odebrać… Czasem byle błyskotka jawi się jako rzecz cenniejsza i ważniejsza niż słowa Boga. Niekiedy ulegamy tak mocnej fascynacji czymś tam (choćby świeżymi wiadomościami z prasy codziennej), że nie zauważamy mniej lub bardziej świadomej zdrady wobec Słowa Bożego. I tak na jakiś czas, czasem na bardzo długo, zamykamy drzwi przed Jezusem i znów każemy Mu stać u drzwi i kołatać (por. Ap 3, 20).

Zważywszy na naszą niestałość i niewierność w odniesieniu do Najwyższego Dobra, winniśmy utrwalić nawyk codziennego sprawdzania gotowości do kontaktowania się z Jezusem obecnym w Ewangeliach. Eucharystia, w której uczestniczymy zdaje się wyrażać taką naszą gotowość. Szukajmy zatem Jezusa w przeczytanej perykopie.

Rady rodziny dla Jezusa

Oto oczyma wyobraźni zobaczmy najpierw Jezusa otoczonego rzeszą ludzi, którzy chętnie Go słuchają. Jezus wydaje się być bez reszty oddany misji powierzonej Mu przez Boga Ojca. Tymczasem nieoczekiwanie przychodzi Jego rodzina i chce się z Nim spotkać. Chcą porozmawiać. Powołują się na więzy krwi. Prawdopodobnie chcą wpłynąć na Jezusa. Powoduje nimi troska o Jezusa; obawiają się o Jego zagrożone życie. Tego się domyślamy, gdyż niespodziewana wizyta rodziny ma miejsce wtedy, gdy elity religijne w Jerozolimie zaczęły postrzegać Jezusa jako kogoś kontrowersyjnego. Podejrzewają Go o najgorsze rzeczy (por. Mt 20, 24). Śledzą Go i podsłuchują; zadają Mu podchwytliwe pytania, zaś faryzeusze odbyli już naradę przeciw Jezusowi, zastanawiając się, „w jaki sposób Go zgładzić”(por. Mt 12, 14).

Do rodziny Jezusa dotarło, że atmosfera wokół umiłowanego Syna Maryi zagęszcza się i staje się bardzo niebezpieczna; stąd ta ich próba ochronienia Jezusa przed niebezpieczeństwem i wpłynięcia na Niego. Bliscy chcą Go ostrzec i dać Mu kilka dobrych rad… Można przypuszczać, że byłyby to rady w stylu Piotra, który po zapowiedzi Męki zapewniał Jezusa dobrodusznie: „Nie przyjdzie to na Ciebie!” Pamiętamy, co Piotr usłyszał wtedy z ust Mistrza (por. Mt 16, 23).

Ogień Miłości

Jezus, którego oglądamy w Ewangeliach, jest całkowicie oddany sprawie Ojca. Słucha Go i jest w Niego wpatrzony. Wszelkimi sposobami (nauczaniem, cudami) odsłania Jego łaskawy Zamysł wobec ludzkiej rodziny. On wie, że to Wola Ojca – miłośnie i potężnie ogarniająca cały Wszechświat, Ziemię i wszystkich ludzi – jest najważniejszym projektem. I to on winien być przez ludzi poznany i realizowany z wielkim zaangażowaniem. Jezus daje wyjątkowy przykład tego zaangażowania.

W tym kontekście warto przypomnieć pewną, pełną żaru wypowiedź Jezusa: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął (Łk 12, 49). Słowo ogień pojawia się w Biblii aż 234 razy. Użyte jest ono w różnych kontekstach; nierzadko w połączeniu z gniewem Boga, który karaniem (dobrze pojętym) chce zwrócić uwagę Swego ludu na ważność Jego Osoby i Jego Woli! – W przytoczonej wypowiedzi Jezusa chodzi oczywiście o ogień Miłości; Miłości, która już płonie w Bosko-ludzkim Sercu Jezusa, a nie widać jej jeszcze we wszystkich ludzkich sercach.

Żarliwa Miłość do każdego człowieka i do całej ludzkiej rodziny – każe Jezusowi manifestacyjnie trzymać na dystans swoją ziemską rodzinę. Jezus nie daje się niczym ograniczyć ani związać. Jezus zachowuje się jako Ktoś z Innego Świata. „Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. – Świadkowie zdarzenia poczuli się zapewne bardzo dowartościowani, gdy usłyszeli, że Jezus nadaje im „status” spokrewnionych z Nim. I to przez sam fakt słuchania Go, a potem starania się o wypełnienie woli Ojca.

Spokrewnić się z Jezusem

Czy łatwo jest spokrewnić się z Jezusem? I tak, i nie! I łatwo, i trudno.

Najpierwsze jest to, by pragnąć poznać wolę Boga Ojca, a poznawszy ją uznać, że jest ona wspaniała, absolutnie dobra i bez cienia wątpliwości przyjazna nam! Wspaniałość woli Ojca wyraża się w tym przede wszystkim, że Bóg – potężny Stwórca wszystkiego – jest nie tylko naszym właśnie Stworzycielem, ale jest także naszym najlepszym, najserdeczniejszym Ojcem. Wszyscy zatem jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi i tworzymy jedną wielką Rodzinę dzieci Bożych! – Nie jest to wszystko, gdyż mając fundamentalną świadomość obdarowania i godności oraz bezpieczeństwa, winniśmy z kolei rozmiłować się w poznawaniu i wypełnianiu woli Ojca w różnych jej przejawach bardziej szczegółowych – poczynając od Dekalogu (całego i niezmienionego w demokratycznych procedurach i manipulacjach), a na Kazaniu Jezusa na Górze kończąc.

Tak, Jezus przyszedł na naszą ziemię z ogniem Boskiej Miłości. Można zatem i należy pytać: czy ten ogień płonie już w naszych sercach? W moim sercu? A co powiemy, patrząc szerzej, także na Polskę, Europę, na pozostałe kontynenty i na cały świat?

W rekolekcjach zajmujemy się najpierw samymi sobą; pragniemy, by ogień Boskiej Miłości zapłonął najprzód w naszych sercach (taka jest oczywista kolej rzeczy). W kolejnych etapach rekolekcji ignacjańskich to właśnie stopniowo się dokonuje; zapalamy się od ognia Boskiej Miłości. „Zajmujemy się ogniem”, który winien być podtrzymywany, pielęgnowany w latach życia, które dzielą nas od przejścia do Domu Ojca.

Fatalna obojętność

Nie miejmy jednak złudzeń, że będzie to łatwe! Czeka nas we współczesnym świecie niejedna batalia o ocalanie ognia Bożej Miłości w naszych sercach. Zagrożenia przyjdą z różnych stron. Kościół ustami Papieży i Biskupów, a także Kapłanów przestrzega nas przed różnymi zagrożeniami i atakami na naszą wiarę w Miłość Boga do nas. Jedne ataki bywają dość oczywiste i brutalne, inne – zamaskowane i wyrafinowane.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na jedno zagrożenie; to, któremu na imię obojętność.

Bardzo celnie napisał o niej William Barclay, komentując Jezusowe „biada!” wobec dwóch miast – Korozain i Betsaidy. Te miasta nie nawróciły się, choć dokonało się w nich najwięcej cudów (por. Mt 11, 20 nn). Przyczyną ich zamknięcia na Jezusa była obojętność i lekceważenie Rabbiego czyniącego wielkie znaki.

Tak, można nie być wrogiem Chrystusa i chrześcijaństwa, można nie chcieć go niszczyć, ale poddanie się „najzwyklejszej obojętności” okazuje się w skutkach równie, a nawet jeszcze bardziej groźne. To bardzo niebezpieczne, gdyChrystusa zalicza się do szeregu tych, którzy się nie liczą. Pamiętajmy, że obojętność jest również grzechem, jednym z najgorszych, ponieważ potrafi zabić. Obojętność nie pali religii na stosie, obojętność zamraża ją na śmierć. Nie skazuje na ścięcie, lecz na powolne uduszenie” (W. Barclay, Ewangelia św. Mateusza, Warszawa 1978, t. II, s. 142).
Warto się nad tym porządnie zastanawiać i często krytycznie pytać, które dzisiejsze mody myślowe i ideologie, wzmacniane zabiegami socjotechnicznymi i presją różnorakiej w treści poprawności politycznej – intensywnie pracują nad upowszechnianiem ducha lekceważenia i obojętności wobec Jezusa i Jego Kościoła. Owszem, nie skazują formalnie na ścięcie i nie palą na stosie, ale to wystarczy, by zamrozić na śmierć i udusić powoli. – Kogo? Co? – No właśnie!

Obyśmy nie wchodzili w „koło szyderców”, o których mówi Psalmista (por. Ps 1, 1). Obyśmy nie dostali się w krąg obojętności i lekceważenia najwyższego dobra, jakim jest Jezus i Jego Ewangelia. Także Jego Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa.

o. Krzysztof Osuch SJ

***

Powyższe rozważanie – przeredagowane i rozwinięte – weszło w treść mojej książki: Przed tobą jest DAL.

PRZED TOBĄ JEST DAL

Dodany tam podrozdział:

Czas konfrontacji i próby

A co odpowiedzieć, gdy patrzymy szerzej: na Polskę, na Europę, na pozostałe kontynenty i na cały świat? Odpowiedzi wymagają namysłu i mogą zabrzmieć dramatycznie.

W udzieleniu odpowiedzi niech nam pomoże najpierw Jan Paweł II, który jeszcze jako kardynał Karol Wojtyła tak mówił już w roku 1976 podczas pobytu w USA:

  • „Stoimy dziś w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżywała ludzkość. Nie przypuszczam, by szerokie kręgi społeczeństwa amerykańskiego ani najszersze kręgi wspólnot chrześcijańskich zdawały sobie z tego w pełni sprawę. Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem a anty-Kościołem, Prawdą a anty-Prawdą, Ewangelią a jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja została wpisana w plany Boskiej Opatrzności; jest to czas próby, w który musi wejść cały Kościół, a polski w szczególności. Jest to próba nie tylko naszego narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią kulturę i cywilizację chrześcijańską, ze wszystkimi jej konsekwencjami: ludzką godnością, prawami osoby, prawami społeczeństw i narodów”.

Echo proroczej wypowiedzi Kardynała spotkałem ostatnio w jednej z rozmów z o. Jackiem Salijem OP:

  • „Lękam się o przyszłość polskiego Kościoła, bo stał się on w Europie wyspą otoczoną niemal morzem niewiary. Musimy się bardzo modlić o odrodzenie religijne Europy, bo takiej różnicy ciśnień na dłuższą metę możemy nie wytrzymać. Do tego należy dodać ciśnienie cywilizacyjne, które zapewne będzie wzrastać w wyniku coraz większej różnicy cywilizacyjnej w stosunku do krajów najbardziej rozwiniętych, a zarazem głęboko zlaicyzowanych” (Wierność i obietnica. 65 rozmów).

Komentarze

komentarzy 5 do wpisu “Rodzina Jezusa”
  1. Ewa pisze:

    Pragnę podzielić się refleksjami z medytacji dzisiejszej Ewangelii… najkrótszej w ciągu roku, a przecież tak bogatej w treść.
    Pokazuje mi ona jak bardzo Jezus angażuje się w głoszenie Bożego Słowa, w szerzenie Królestwa Bożego – On jest nieustannie cały dla tych, do których jest posłany,ponieważ kocha człowieka Miłością bez granic…a ja wciąż boję się ofiary, wyrzeczenia,zmęczenia…a przecież chcę być do Jezusa podobna!
    Idąc dalej…Jezus za to bycie dla człowieka płaci „wysoka cenę” upokorzenia, odrzucenia, wyśmiania; „Mówiono bowiem: Odszedł od zmysłów.”
    Czy dalej chcę być do Niego podobna? Przecież unikam upokorzenia, odrzucenia…
    A jednak chcę – bo wierzę, że skoro Jezus był cały dla człowieka, jest cały również dla mnie, zawsze mogę przyjść do Niego, a kiedy przychodzę – On już na mnie czeka, On mnie zrozumie, obdarzy Swoją Miłością i Mocą i pomoże mi, abym stawała się do Niego podobna – we wszystkim – Jego Mocą!!
    I pozostają jeszcze „tłumy” wciąż aktualne…ale o tym było rok temu…

  2. Zofia pisze:

    Dziękuję Ojcu za ten ogromnie mobilizujący tekst. Po roku czasu czytam go na nowo i zadziwiam tym, jak krytycznie ważna dla nas wszystkich, a jednak chyba rzadko wypowiadana (przypominana) jest nauka w nim zawarta. Postanawiam więc czytać ten tekst codziennie. Pozwalam sobie też ponownie zamieścić tekst orędzia naszej Matki z 2-go stycznia 2016 (Medugorje), które po raz kolejny (po roku czasu) tak bardzo koresponduje z treścią tego wpisu. Pozdrawiam Ojca serdecznie i wszystkich czytających te słowa!

    „Drogie dzieci, jako Matka, jestem szczęśliwa, że jestem między wami, ponieważ pragnę wam na nowo mówić o słowach mego Syna i o Jego miłości. Mam nadzieję, że przyjmiecie Mnie sercem, ponieważ słowa mojego Syna i Jego miłość, są jedynym światłem i nadzieją w ciemnościach obecnego czasu. To jest jedyna prawda i wy, którzy ją przyjmiecie i będziecie nią żyć, będziecie mieć czyste i pokorne serca. Mój Syn kocha czystych i pokornych. Czyste i pokorne serca ożywiają słowa mojego Syna, żyją nimi, rozpowszechniają je i sprawiają, że wszyscy mogą je usłyszeć. Słowa mojego Syna przywracają życie tym, którzy ich słuchają. Słowa mojego Syna przywracają miłość i nadzieję. Dlatego, Moi umiłowani apostołowie, Moje dzieci, żyjcie słowami mojego Syna. Miłujcie się tak, jak On was umiłował. Miłujcie się w Jego Imię i na Jego pamiątkę. Kościół rozwija się i wzrasta dzięki tym, którzy słuchają słów mego Syna, dzięki tym, którzy kochają, dzięki tym, którzy cierpią w ciszy i w nadziei ostatecznego odkupienia. Dlatego, Moje ukochane dzieci, niech słowa mojego Syna i Jego miłość będą pierwszą i ostatnią myślą waszego dnia. Dziękuję Wam”.

  3. Zofia pisze:

    Medjugorje – Orędzie, 25 stycznia 2015 r.

    Posted by Dzieckonmp w dniu 25 Styczeń 2015

    „Drogie dzieci! Również dziś wzywam was, abyście swoje powołanie przeżyli w modlitwie. Teraz, jak nigdy dotąd, Szatan chce zagłuszyć człowieka i jego duszę zaraźliwym wiatrem nienawiści i niepokoju. W wielu sercach nie ma radości, bo nie ma Boga ani modlitwy. Nienawiść i wojna rosną z dnia na dzień. Dziatki, wzywam was, abyście z zachwytem zaczęli od nowa drogę świętości i miłości, bowiem z tego powodu przyszłam do was. Razem bądźmy miłością i przebaczeniem dla tych, którzy potrafią i chcą kochać jedynie miłością ludzką, a nie tą niezmierną miłością Bożą, do której wzywa was Bóg. Dziatki, niech nadzieja na lepsze jutro będzie zawsze w waszym sercu. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.”

    Powyższe orędzie, które otrzymaliśmy od Matki Najświętszej dwa dni temu, koresponduje z dzisiejszym wpisem Ojca Krzysztofa (lub vice versa..) Nie znam oryginalnej wersji chorwackiej, ale w tłumaczeniu angielskim, drugie zdanie orędzia brzmi bardziej radykalnie: „szatan chce zadusić człowieka i jego duszę zaraźliwym wiatrem nienawiści i zagonienia.”

  4. Ewa pisze:

    Gdy medytowałam dzisiejszą Ewangelię pierwszą myślą, która się pojawiła było: znowu jest „tłum”, który oddziela mnie od Jezusa:
    ” Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego ”
    …”tłum” moich poranionych uczuć,trudne relacje, wygodnictwo, rzeczy bardzo ważne i te zupełnie nieważne, i to wszystko, co przesłania mi tak często Jezusa i sprawia, że dostęp do Niego nie jest łatwy.
    „Czasem byle błyskotka jawi się jako rzecz cenniejsza i ważniejsza niż słowa Boga. Niekiedy ulegamy tak mocnej fascynacji czymś tam (choćby świeżymi wiadomościami z prasy codziennej), że nie zauważamy mniej lub bardziej świadomej zdrady wobec Słowa Bożego. I tak na jakiś czas, czasem na bardzo długo, zamykamy drzwi przed Jezusem i znów każemy Mu stać u drzwi i kołatać”.

    Co robić, aby bliżej Jezusa, słuchać Go i wypełniać Jego Wolę… ”Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” – mówi Jezus.
    Być blisko z Maryją przy Jezusie – Jej „tłum” nie przeraża – Ona po prostu przy Jezusie jest – uczy mnie i pomaga wiernie przy Nim trwać, może czasem w „tłumie” i pomimo „tłumu”…
    Ona zawsze znajdzie najlepszą dla mnie drogę dojścia i trwania przy JEZUSIE!

    • Zofia pisze:

      Myślę, że warto praktykować to, do czego „goni” Ojciec Krzysztof, czyli jak najczęstszy rachunek sumienia. Mnie osobiście bardzo pomaga informacja (nie wiem, czy prawdziwa, ale skuteczna), jakoby święty Ignacy miał spoglądać w siebie co godzinę z pytaniem do Pana : „pokaż, jak teraz uwielbiałem Ciebie”..

Zostaw odpowiedź