MIŁOŚĆ przyzywa miłość… Cóż cię onieśmiela?

25 grudnia 2016, autor: Krzysztof Osuch SJ

Nasze ŻYCZENIA – w rodzinach, w różnych wspólnotach, w zgromadzeniu liturgicznym, w miejscach pracy itp. – bywają różnie formułowane… Z różnej głębi wypływają, gdy chodzi o nasze serca. W pewnych kręgach zaleca się odgórnie, by pomijać odniesienia ściśle i wyraźnie religijne. A przecież najważniejsze jest to, że to BOSKIE OSOBY ŻYCZĄ nam najwspanialej, najżyczliwiej, a przy tym jak ufamy „najskuteczniej”. Przyjąć życzenia od Trójcy Przenajświętszej, docierające do nas najpierw w maleńkim JEZUSIE, to doświadczyć zbawienia, radości, pokoju, a nade wszystko BOSKIEJ MIŁOŚCI! O tejże Miłości jest, w znacznym zakresie, to rozważanie. Niech ono pomoże zaczerpnąć z olśniewającej Tajemnicy MIŁOŚCI Boga do Człowieka – jak najwięcej…, czy choćby odrobinę więcej niż w szare dni codzienności. O to modlę się dla WSZYSTKICH OSÓB zaglądających tu…  

Orędzie Bożonarodzeniowe uruchamiało na przestrzeni wieków lawinę głębokich przeżyć, które odmieniały życie milionów ludzi. O skali poruszenia i odmianie ludzkich serc wciąż świadczą arcydzieła muzyczne i niezliczone dzieła artystów, wspaniałe katedry i tysiące kościołów, a także proste przydrożne kapliczki. Ponadto ta uruchomiona „kaskada słów” – w traktatach teologicznych i „zwykłych kazaniach” – poświęconych Bożemu Narodzeniu… A w końcu najważniejsza zawsze pozostanie pobożna recepcja Tajemnicy Wcielenia zarówno w uroczystej Liturgii, jak też w nieprzeliczonych godzinach cichej modlitwy medytacyjnej i kontemplacyjnej…

 

Współcześni Jezusa, reflektując nad Wcieleniem i Bożym Narodzeniem, krótko stwierdzali: Bóg… w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna (Hbr 1, 1). A za najważniejsze w tego rodzaju „przemówieniu” Ojca przez Syna do ludzi święty Jan uznał Miłość Boga do ludzi i szansę na „życie wieczne” dla „każdego”: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16).

Wyjątkowa manifestacja Bożej Miłości do świata i zbawienie (życie wieczne) zaofiarowane każdemu człowiekowi – to istotna treść Narodzin Boga-Człowieka.

  • Orędzie Bożonarodzeniowe, poznawczo uchwycone i sercem uwewnętrznione, uruchamiało na przestrzeni wieków lawinę głębokich przeżyć, które odmieniały życie milionów ludzi.
  • Każdy wierzący, odmieniony w spotkaniu z Chrystusem, na swój własny sposób starał się jakoś zaświadczyć o tym, że oto w jego życiu wydarzyło się coś niezmiernie ważnego i rozstrzygającego.
  • Ludzie wierzący, a zarazem utalentowani, tworzyli wspaniałe dzieła muzyczne, inni malowali arcydzieła, obrazujące życie Jezusa. Jeszcze inni pisali traktaty teologiczne, w których próbowali dociec odpowiedzi na pytanie: Cur Deus homo? – Dlaczego Bóg stał się człowiekiem?
  • O skali poruszenia i odmianie ludzkich serc wciąż świadczą wspaniałe katedry, tysiące kościołów, niezliczone krzyże i przydrożne kapliczki.
  • Do tego trzeba by dodać wszystkie słowa kazań poświęconych Bożemu Narodzeniu, a przede wszystkim niezliczone godziny poświęcone liturgii i modlitwie, która z nabożną czcią zagłębia się w szczytowe Wydarzenie ludzkich dziejów.
Umysły najbardziej przenikliwe i płonące charyzmatyczną wiarą, poddając się gorącemu przynagleniu, wołały i krzyczały, jak św. Augustyn:

„Przebudź się, człowiecze: dla ciebie Bóg stał się człowiekiem! «Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus». Dla ciebie, powtarzam, Bóg stał się człowiekiem”.

W tym samym V wieku św. Leon Wielki, papież, w kazaniu bożonarodzeniowym, wzywał do wielkiej radości:

„Dzisiaj narodził nam się Zbawiciel, radujmy się, umiłowani! Nie miejsce na smutek, kiedy rodzi się życie; pierzchnął lęk przed zagładą śmierci, nastaje radość z obietnicy niekończącego się życia. Nikogo ona nie omija, wszyscy mają ten sam powód do tego wesela, bo nasz Pan niweczy grzech i śmierć, a chociaż nikogo nie znajduje wolnego od winy, to przecież wszystkich przychodzi wyzwolić”.

Pragnienie miłości otwiera na Wcielenie

  A co nas – choć poddawanych rosnącej presji Antychrysta, uwodzącego i odwodzącego od Chrystusa –  niezmiennie pobudza do otwarcia serc na Wcielonego Syna Bożego? Odpowiem krótko i wprost.
  • Otóż potężnie (acz dyskretnie, bez zniewalania) otwiera nas na Jezusa Chrystusa wielka potrzeba Miłości!
  • A także wielka potrzeba bycia wyprowadzonym poza znany nam świat – ku „czemuś” Lepszemu (tego wątku nie rozwijam).
Każdy człowiek nosi w swym wnętrzu żywe pragnienie, by być kochanym; i to miłością wielką, trwałą, wieczną, nieskończoną. Po prostu Boską! Bóg Stwórca tak nas ukształtował, iż rozpoznajemy siebie, zwłaszcza w chwilach uciszenia i uważnego wglądu w siebie, jako niezmiennie skierowanych ku Miłości – i to idealnej, doskonałej, pełnej… Mimo wszystkich rozczarowań i niemożności spełnienia pragnienia takiej Miłości, ono w nas żyje, jest, czeka. O każdym człowieku – no może poza przypadkiem jakiejś wyjątkowej degeneracji – możemy powiedzieć, że tęskni za miłością. Że pragnie, by miłość była głównym „żywiołem”, siłą napędową życia, działań. Każdy chce być chciany, ceniony. Każdy chce jawić się jako ktoś drogocenny i zasługujący na akceptację, afirmację, wsparcie.
  • Nie ma też nikogo, kto nie chciałby móc miłować miłością wielką. Najlepiej idealną, Boską.
  • Tymczasem z doświadczenia i z obserwacji wiemy, jak naprawdę ma się sprawa z ludzką miłością, np. w małżeństwach i w rodzinach, w małych wspólnotach i w większych społecznościach. I co dzieje się między narodami czy „blokami” oraz grupami sprzecznych interesów. Wszędzie widać ogromne niedostatki w miłości
  • Tak naprawdę, wszyscy odkrywamy w sobie jakiś radykalny brak w zakresie miłości. Świadczą o tym również nasze ciche łzy, co dzień doświadczane mniejsze i większe przykrości. Również różne stany przygnębienia, nasze smutne twarze – na ulicach, w autobusach, w domach; a także depresje i lęki świadczą o zasadniczym niedoborze: Miłości (przyjmowanej i dawanej)!
A co na to Bóg, który jest Miłością?

Uzdrawianie Miłością

Bóg, który jest Miłością, w uroczysty sposób zapewnia nas, że jesteśmy drodzy i cenni w Jego oczach. Boskie Osoby zapraszają nas do udziału w Boskim Życiu Miłości! Największy „dowód” na to, że Wola Boga wobec nas jest właśnie taka (miłosna i zapraszająca do komunii), widoczny jest we Wcieleniu Słowa Przedwiecznego, w Bożym Narodzeniu, w całym Życiu Jezusa, w Jego świętej Nauce, Śmierci i Zmartwychwstaniu, w obiecanym Jego Powtórnym Przyjściu!
  • Choć dowody Miłości Boga do nas są jawne i jednoznaczne, to jednak my z trudem nabieramy głębokiego przekonania, że Bóg kocha nas naprawdę. Wygląda to tak, jakby i sam Bóg, choć jest nieskończoną Miłością, miał „kłopot” i wielką trudność z nami.
  • Jak to zatem jest, że choć w nas „wszystko” woła o Miłość (i to doskonałą, Boską),to jednak my mamy wielką trudność z mocnym uwierzeniem Miłości i oparciem się o nią.
  • Odpowiedź jest „prosta” i tajemnicza zarazem. My wszyscy, z wyjątkiem Maryi Niepokalanie Poczętej, jesteśmy dotknięci i obciążeni poważnymi skutkami grzechu pierworodnego. Praktycznie, znaczy to, że każdy człowiek poważnie choruje na niedowierzanie swemu Stwórcy.
Człowiek rodzący się na tej ziemi nie „czuje” spontanicznie (w jakiejś pierwszej refleksji nad sobą) tego, o czym mówi Bóg przez Izajasza: „Oto wyryłem cię na obu dłoniach” (Iz 49, 16). Nasza biedna dola grzeszników, tak łatwo rozmijających się z Miłością, jest tak wielka, że Bóg czuje się „zmuszany”, żeby na różne sposoby i po wielekroć zapewniać nas: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49, 15). Niestety, choć każda ludzka osoba cała utkana jest z Miłości Boga, to jednak nie ma żywego doświadczenia tego, Kto ją tka i z czego ją tka, a nawet, że ją tka!
W świecie ludzi chorych na niedowierzanie Miłości Boga w sposób nieuchronny dzieją się „rzeczy” fatalne i gorzkie. Jedną z nich jest gorzki los dzieci rozczarowywanych w swym idealnym oczekiwaniu na idealną miłość. Wprawdzie skala rozczarowań jest różna i intensywność rozczarowania przekazywanego z pokolenia na pokolenie też jest różna, jednak ułomność (w doświadczaniu) miłości jest czymś powszechnym. Nic zatem dziwnego, że wszyscy – a zwłaszcza dzieci długo i intensywnie rozczarowywane (przez rodziców i inne osoby) brakiem należnej im miłości – mamy dużą trudność, by uwierzyć, że to właśnie Boska Miłość, cudna i cudowna, jest w tym świecie podstawową „Daną” i Darem, któremu można zawierzyć.

Na szczęście Bóg Ojciec nikogo nie zostawia zamkniętego w świecie negatywnych uczuć! Jest On daleki od chłodnej zgody na naszą beznadziejność. Będąc Miłością, nie przystaje na naszą marną egzystencję – w smutku, zwątpieniu i oporze pełnym goryczy. Dlatego na każdej stronie Biblii i w każdym czynie zbawczym, Bóg przekonuje nas, że być człowiekiem to wielka sprawa. Zapewnia nas, że Jemu na nas bardzo zależy!

  • Schodzi na dno naszej nędzy, gdy obarcza się naszymi grzechami, by je „unieszkodliwić”.
  • Jego pasję w solidarnym dzieleniu z nami trudnego losu (miłowanych grzeszników) widać i w tym, gdy pokornie uniża się, obierając za miejsce narodzin stajnię dla zwierząt, a potem klękając u stóp uczniów w Wieczerniku…
Trzeba więc na koniec powiedzieć, że we Wcieleniu Syna Bożego i w Bożym Narodzeniem – sam Bóg Ojciec składa nam uroczyste wyznanie Miłości i mówi do nas: Kocham cię, świecie! Kocham cię, człowiecze! I perswaduje: Skoro daję wam Mojego Syna, to czy możecie wciąż skarżyć się, że jesteście sami, samotni i zagubieni? I że wasz los jest nazbyt trudny i niepewny? I że nie wiecie, skąd wyszliście i dokąd podążacie? I jeszcze tak – za o. Karlem Rahnerem SJ – można wyrazić najgłębszy sens Świąt, które nie bez wielkiego powodu tak nas przyciągają i dogłębnie wzruszają. I znaczą tak wiele.
„Kiedy mówimy: jest Boże Narodzenie, to mówimy zarazem: w Słowie Wcielonym Bóg wyrzekł w świat swoje Słowo – ostatnie, najgłębsze i najpiękniejsze. Słowo, którego już nie można cofnąć, bo jest ono ostatecznym czynem Boga, bo jest ono samym Bogiem w świecie. A słowo to brzmi: Kocham ciebie, świecie, i ciebie, człowiecze”.
Jeśli Teolog potrafi tak wiele dojrzeć w Bożym Narodzeniu, to o ileż więcej możemy spodziewać się po Świętych, Mistykach. Warto sięgać do dzienników duchowych, np. św. Faustyny. Po co? By niejako zapożyczyć oczu od tych, którzy widzieli więcej. I by samemu widzieć więcej. I by tym szczerzej, radośnie i pokornie, pochylić się nad tajemnicą naszego zbawienia, które zaczyna się we Wcieleniu i Bożym Narodzeniu. W sam „środek” Tajemnicy Bożego Narodzenia mogą nas wprowadzić np. te słowa z Dzienniczka:
„Córko Moja, miłość mię sprowadziła i miłość mię zatrzymuje. Córko Moja, o gdybyś wiedziała, jak wielką zasługę i nagrodę ma jeden akt czystej miłości ku Mnie, umarłabyś z radości. Mówię to dlatego, abyś się ustawicznie łączyła ze Mną przez miłość, bo to jest cel życia duszy twojej; akt ten polega na akcie woli; wiedz o tym, że dusza czysta jest pokorna; kiedy się uniżasz i wyniszczasz przed Majestatem Moim, wtenczas ścigam cię łaskami swoimi, używam wszech mocy, aby cię wywyższyć” (Dz 576).
I jeszcze te,  z ON i ja Gabrieli Bossis:
Miłość przyzywa miłość… odpowiedz Mi zatem: Pragnę ciebie. Cóż cię onieśmiela? Twoje powtarzające się zaniedbania? Twoje niedociągnięcia? Brak zrównoważenia? Twoja myśl roztargniona? Złe wspomnienia? Biorę to wszystko na siebie. Zbieram nędzę, a czynię z niej wspaniałości. Daj Mi wszystko. Czy ośmielisz się powiedzieć, że cokolwiek w twoim życiu mogłoby nie należeć do Mnie – skoro stanowimy jedno?”[1]
Któryś już raz świętujemy Boże Narodzenie. Ściśle określoną ilość razy da nam Pan jeszcze poświętować … A najgłębszy sens czasu danego nam – w tym roku, w przyszłym roku… – jest jaki? Ten: „Czas jest czekaniem Boga na moją miłość”.

[1] Gabriela Bossis, On i ja. Rozmowy duchowe Stwórcy ze stworzeniem. Michalineum, t. III nr 135.

Komentarze

komentarzy 12 do wpisu “MIŁOŚĆ przyzywa miłość… Cóż cię onieśmiela?”
  1. Doroczne objawienie dla Jakova 25.12.2016r.

    Matka Boża przyszła z Dzieciątkiem Jezus w ramionach. Objawienie rozpoczęło się o 14.20 i trwało 10 minut. Jakov przekazał orędzie:

    „Drogie dzieci! Dzisiaj, w tym dniu łaski, w szczególny sposób wzywam was do modlitwy o pokój.
    Dzieci, Ja przyszłam tu jako Królowa Pokoju i tak wiele razy wzywałam was do modlitwy o pokój.
    Ale, dzieci moje, wasze serca są pozbawione pokoju.
    Grzech uniemożliwia wam całkowite otwarcie się na łaski i pokój, który Bóg wam pragnie dać.
    Abyście żyli w pokoju, moje dzieci, musicie mieć wpierw pokój w waszych sercach i być całkowicie poddani Bogu i Jego woli.
    Nie szukajcie pokoju i szczęścia w rzeczach doczesnych, ponieważ one wszystkie są przemijające.
    Dążcie do prawdziwego miłosierdzia i pokoju, który pochodzi tylko od Boga,
    a tylko w ten sposób wasze serca będą wypełnione prawdziwą radością,
    i tylko w ten sposób będzie w stanie stać się świadkami pokoju w tym niespokojnym świecie.
    Jestem waszą matką i oręduję za każdym z was przed moim Synem.
    Dziękuję, że odpowiedzieliście na moje wezwanie.

  2. Zofia pisze:

    ORĘDZIE KRÓLOWEJ POKOJU, Medugorje, 25 grudnia 2016

    „Drogie dzieci! Z wielką radością niosę wam dziś mego Syna Jezusa, aby On obdarzył was Swoim Pokojem.

    Dziatki, otwórzcie wasze serca i bądźcie pełni radości, że możecie Go przyjąć.

    Niebo jest z wami i walczy o pokój w waszych sercach, rodzinach i na świecie, a wy dziatki wspomóżcie waszymi modlitwami, aby tak było.

    Błogosławię was z moim Synem Jezusem i wzywam was, abyście nie tracili nadziei i aby wasze spojrzenie i serce zawsze były skierowane ku Niebu i wieczności.

    W ten sposób będziecie otwarci na Boga i Jego plany.

    Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie. ”

  3. Zofia pisze:

    „Cieszcie się wraz ze Mną. Moje Serce raduje się z powodu Jezusa. Powierzam Go wam z miłością.

    Uwielbiajcie Boga, Moje aniołki, wysławiajcie Go i śpiewajcie.

    Drogie dzieci, chciałabym, by cały świat należał do Mnie, ale on nie chce. Chcę mu dać wszystko. Módlcie się o to.

    Dziś, (choć) nie jest nie jest dzień zmarłych, lecz Boże Narodzenie, najwięcej dusz opuszcza czyściec.

    Bądźcie szczęśliwi, niech Moje błogosławieństwo towarzyszy wam na każdym kroku.”

    Medugorje, 25.12.1981 / luty 1982 / 1. 03. 1982

    NIECH MI BĘDZIE WOLNO, DO MOICH OSOBISTYCH ŻYCZEŃ Z OKAZJI ŚWIĄT NARODZENIA NASZEGO PANA JEZUSA CHRYSTUSA, KIEROWANYCH DO OJCA, DOŁĄCZYĆ ŻYCZENIA DLA WSZYSTKICH STAŁYCH I PRZYPADKOWYCH BLOGOWICZÓW.

    NIECHAJ NAJSWIĘTSZE DZIECIĄTKO BŁOGOSŁAWI NAM SZCZODRZE ZAWSZE, A NAJSZCZEGÓLNIEJ W TYCH DNIACH. NIECH JEGO/NASZA NAJSWIĘTSZA MATKA CHRONNI NAS SWOIM PŁASZCZEM I WYPRASZA CAŁEMU ŚWIATU NAWROCENIE, POKÓJ I MIŁOŚĆ.

    NIEC

  4. Katarzyna pisze:

    Dzieciątko Jezus przyzywa naszą miłość i ośmiela nas…

    Jak pisze Ojciec „człowiek poważnie choruje na niedowierzanie swemu Stwórcy”…

    Dlatego też, jak pisał kardynał Wyszyński Bóg „[..] na świat przysłał małe Dziecię. W tym „figlu” Bożym jest najwięcej pewności pozyskania nas, bo.. człowiek Dziecięciu się nie oprze. Nikt z nas nie potrafi się oprzeć dziecku… bo ma tę przedziwną właściwość, że chętnie uśmiecha się do ludzi, wyciąga do nich ręce i chętnie idzie w ramiona nawet mało znanego człowieka, jeśli tylko wyczuje w nim życzliwość. Podobne obyczaje ma Bóg, który zawsze biegnie, wyrywa się do ludzi i chętnie przechodzi z ramion w ramiona”.

    „Gdy wszystko było w głębokim milczeniu, a noc w swym biegu połowy drogi dosięgła, Wszechmocne Słowo Twoje, Panie, zstąpiło z nieba, ze Stolicy królewskiego tronu” (Mdr 18, 14-15).

    i jeszcze piękny wiersz:

    „Naucz mnie milczeć z Tobą, Panno zadumana –
    Sprowadź zgłodniałe serce w mroczność tajemnicy.
    Szczęściem już jest i łaską na Twych czystych licach
    Chwytać skupiony refleks Rzeczy nie nazwanych.

    Pozwól mi po Twych oczu łagodnym promieniu
    Spuścić się jak po linie w tę przepaść głęboką,
    Gdzie skołatanej duszy przycichnie niepokój
    I pełnodźwięcznym SŁOWEM zatętni milczenie.

    Pozwól mi razem z Tobą, o Panno spokojna,
    Zatracić umysł w Bogu, by znaleźć go w nowym –
    I cały świat zobaczyć poprzez pryzmat Słowa:
    I „szczęście”, i „nieszczęście”, i „pokój”, i „wojnę”!

    Źródło: Miłość na co dzień. Kard. Stefan Wyszyński

  5. Katarzyna pisze:

    „Gdy wszystko było w głębokim milczeniu…”

    „Gdy wszystko było w głębokim milczeniu, a noc w swym biegu połowy drogi dosięgła, Wszechmocne Słowo Twoje, Panie, zstąpiło z nieba, ze Stolicy królewskiego tronu” (Mdr 18, 14-15).

    „Naucz mnie milczeć z Tobą, Panno zadumana –
    Sprowadź zgłodniałe serce w mroczność tajemnicy.
    Szczęściem już jest i łaską na Twych czystych licach
    Chwytać skupiony refleks Rzeczy nie nazwanych.

    Pozwól mi po Twych oczu łagodnym promieniu
    Spuścić się jak po linie w tę przepaść głęboką,
    Gdzie skołatanej duszy przycichnie niepokój
    I pełnodźwięcznym SŁOWEM zatętni milczenie.

    Pozwól mi razem z Tobą, o Panno spokojna,
    Zatracić umysł w Bogu, by znaleźć go w nowym –
    I cały świat zobaczyć poprzez pryzmat Słowa:
    I „szczęście”, i „nieszczęście”, i „pokój”, i „wojnę”!

    Źródło: Miłość na co dzień. Kard. Stefan Wyszyński
    jak i fragmenty w internecie znalazłam na:

    http://zbigniew-sz-n.salon24.pl/146352,opowiesc-wigilijna-2
    i tu:
    http://zbigniew-sz-n.salon24.pl/146263,opowiesc-wigilijna-1

  6. Papież Franciszek 24 grudnia 2015:
    W tę noc jaśnieje „światłość wielka” (Iz 9,1); nad nami wszystkimi błyszczy światło narodzenia Jezusa. Jakże prawdziwe i aktualne są usłyszane przez nas słowa proroka Izajasza: „Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele” (9.2)! Nasze serce już było pełne radości, z powodu oczekiwania na to wydarzenie; teraz jednak, uczucie to zostało pomnożone i jest przeobfite, ponieważ obietnica się wypełniła, wreszcie się urzeczywistniła. Radość i wesele upewniają nas, że orędzie zawarte w tajemnicy tej nocy pochodzi naprawdę od Boga. Nie ma miejsca na wątpliwość; zostawmy ją sceptykom, którzy pytając jedynie rozumu, nigdy nie znajdują prawdy. Nie ma miejsca na obojętność, panującą w serca ludzi, którzy nie są w stanie kochać, bo boją się coś stracić. Trzeba przepędzić wszelki smutek, ponieważ Dzieciątko Jezus jest prawdziwym pocieszycielem serca.

    Dziś Syn Boży się narodził: wszystko się zmienia. Zbawiciel świata staje się uczestnikiem naszej ludzkiej natury, nie jesteśmy już samotni i opuszczeni. Dziewica daje nam swego Syna jako zasadę nowego życia. Przychodzi światłość prawdziwa, aby rozjaśnić nasze życie, często zamknięte w cieniu grzechu. Dzisiaj odkrywamy na nowo, kim jesteśmy! W tę noc ukazuje się droga, jaką trzeba przemierzyć, aby osiągnąć cel. Teraz musi ustać wszelki lęk i przerażenie, ponieważ światło wskazuje nam drogę do Betlejem. Nie możemy pozostać bezczynnymi. Nie godzi się nam stać w miejscu. Musimy iść i zobaczyć naszego Zbawiciela złożonego w żłobie. To jest powód do radości i wesela: to Dziecię „nam się narodziło”, „zostało nam dane”, jak zapowiada Izajasz (por. 9,5). Ludowi, który od dwóch tysięcy lat przemierza wszystkie drogi świata, aby każdego człowieka uczynić uczestnikiem tej radości powierzona zostaje misja umożliwienia poznania „Księcia Pokoju” i stawania się Jego skutecznym narzędziem wśród narodów.

    Kiedy słyszymy zatem o narodzinach Chrystusa, pozostańmy w milczeniu i pozwólmy, aby to Dzieciątko przemawiało. Wpiszmy w nasze serce Jego słowa nie odrywając wzroku od Jego oblicza. Jeśli weźmy to Dzieciątko w nasze ramiona i pozwolimy, aby nas objęło, to przyniesie nam Ono pokój serca, który nigdy się nie skończy. To Dzieciątko uczy nas, co jest naprawdę istotne w naszym życiu. Rodzi się w ubóstwie świata, bo dla Niego i Jego rodziny nie ma miejsca w gospodzie. Znajduje schronienie i wsparcie w stajni i złożone jest w żłobie dla zwierząt. Jednak z tej nicości wyłania się światło chwały Bożej. Stąd, dla ludzi prostego serca zaczyna się droga prawdziwego wyzwolenia i odkupienia wiecznego. Od tego Dzieciątka, na którego obliczu wyryte są rysy dobra, miłosierdzia i miłości Boga Ojca, wypływa dla nas wszystkich Jego uczniów, jak uczy Apostoł Paweł, zobowiązanie do „wyrzeczenia się bezbożności” i bogactw świata, by żyć „rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie” (Tt 2,12).

    W społeczeństwie, często upojonym konsumizmem i przyjemnościami, obfitością i luksusem, pozorami i narcyzmem wzywa nas On do zachowania wstrzemięźliwego, to znaczy prostego, zrównoważonego, prostolinijnego, zdolnego do zrozumienia i życia tym, co istotne. W świecie, który często jest surowy wobec grzesznika a łagodny wobec grzechu, musimy pielęgnować silne poczucie sprawiedliwości, poszukiwania i realizacji woli Boga. W obrębie kultury obojętności, która nie rzadko staje się w ostateczności bezlitosna, niech nasz styl życia napełniony będzie litością, empatią, współczuciem, miłosierdziem czerpanymi codziennie ze studni modlitwy.

    Podobnie jak oczy pasterzy z Betlejem, niech także i nasze oczy wypełnią się podziwem i zachwytem, kontemplując Dzieciątko Jezus, Syna Bożego. A przed Nim niech z naszych serc wypływa wezwanie: „Okaż nam, Panie, swoją łaskawość i daj nam swoje zbawienie!” (Ps 85,8).

  7. Bogumiła pisze:

    MIŁOŚĆ daje NADZIEJĘ…

  8. Maryla Jagoda pisze:

    Słowa z medytacji: „Czas jest czekaniem Boga na moją miłość”.

    Artysta rzeźbiący w kamieniu czy marmurze, bije po wile razy młotkiem w dłuto – gradzinę, i mimo, że w kamieniu długo nie widać skutków jego uderzeń, wreszcie, jakby niespodzianie, odkrusza się jego zaplanowany kawałek ..
    I znowu artysta przystawia gradzinę dla następnych odkruszeń, aż do otrzymania wstępnego kształtu z bryły. Dalej jeszcze bryła ta poddawana będzie innym obróbkom, aby ostatecznie uzyskać z niej zaplanowaną figurę.

    Powtarzane słowa prawdy:
    „Bóg nas kocha”, „Bóg jest miłością”, „Jesteśmy cali utkani z miłości”, „Bóg nas kocha jako Jego dziecko, jak swego Syna Jezusa”, itp… przywołują na pamięć wyobraźni, taką właśnie pracę artysty, rzeźbiącego w kamieniu. Można wiele razy słyszeć słowa: „Bóg kocha mnie całą mocą swego serca i pragnie wzajemności…”, – i nic się w nas nie wydarza: żadne odczucie żaru tych słów, żadne specjalne wzruszenie nimi duszy, żadne…żadne.. – aż może – po kilkudziesięciu – krotnym uderzeniu w nas gradziną tych miłosnych wyznań Boga, zacznie coś się odkruszać. A jak się już raz coś odkruszyło, to jest nadzieja na dalsze odkruszenia. Najpierw do wstępnego kształtu bycia najpierw niejako bryłą miłości:(…) aż ostatecznej nas obróbki, do niebiańskiego kształtu człowieka coraz to doskonalszego – utkanego z miłości na drogę życia ziemskiego, i dla niekończącej się nigdy – drogi miłości życia wiecznego.

    Dziękuję serdecznie za mądre i piękne, przekazane w tej medytacji, Ojca – Bożonarodzeniowe życzenia.

Zostaw odpowiedź