Dzięki JEZUSOWI nasz wzrok nie musi błądzić!

24 grudnia 2016, autor: Krzysztof Osuch SJ

I znów jest Boże Narodzenie. Przypominamy sobie – wewnątrz kościelnej wspólnoty – i obwieszczamy światu, że Bóg stał się Człowiekiem! Że zgodnie z dawnym proroctwem jest już naprawdę Emanuelem, czyli Bogiem pośród nas.

Znów dostąpimy wielkiej łaski, gdy w zaciszu „izdebki” na modlitwie, a jeszcze pełniej i najpełniej w czasie Eucharystii, zaktualizuje się dla nas Najważniejsze Wydarzenie ludzkich dziejów. Tak Tajemnicę Wcielenia i Bożego Narodzenia odczytała część Izraela.  Tak odczytują ją liczne narody, niezliczone rzesze chrześcijan na wszystkich kontynentach…

Odcięci od głębi serca

To prawda, jest i druga, mniej „powabna” strona medalu. Niestety, nasza codzienność zda się z jakąś zaprogramowaną konsekwencją odcinać nas od głębi własnych serc. A być odciętym od serca, to być pozbawionym czegoś najbardziej wewnętrznego i własnego. Może to mieć fatalny wpływ na codzienny kształt i barwę istnienia. Nasza egzystencja – pozbawiona duchowej mocy, powiązanej przez Stwórcę z właściwymi człowiekowi wielkimi pragnieniami i niewymownymi tęsknotami – traci polot i „rozpiętość skrzydeł”, marnieje.

Są podziemne rzeki, których nie widać, ale są; zasilają, kształtują skały… Podobnie jest z rwącymi strumieniami naszych tęsknot i pragnień. Na szczęście, niezależnie od naszych doraźnych decyzji i zmiennych upodobań – głęboko wpisane w nas tęsknoty i pragnienia wciąż i nieodwołalnie są znakiem Boga Stwórcy. Wciąż są, istnieją i czekają na poważne potraktowanie.

  • Praktycznie oznacza to, że winniśmy pojąć, że to Bóg Stwórca takimi nas ukształtował. Takimi to znaczy jako ku Niemu skierowanych i jako (wielce obiecująco) niespokojnych (por. św. Augustyn).
  • Tak przez każdą osobę upragnione uspokojenie umysłu i ukojenie głębi serca może nam dać tylko wyraźne odniesienie do Boga i kontakt z Bogiem!
  • Na pewno nie da nam tych dóbr żadne wewnątrz doczesne świętowanie, żadna zabawa.
  • Także nie da nam tego (sama) kulturowa otoczka obecnie (przez wszystkich jakoś) przeżywanych Świąt Bożego Narodzenia, nawet gdyby była najbardziej kolorowa i wesołkowata.
  • Również miłe i najdroższe prezenty też nie wypełnią tęskniącej pustki serc…

Do austriackich benedyktynów mówił o tym Benedykt XVI w taki sposób:

„Każdy człowiek nosi w głębi swego serca, świadomie lub nieświadomie, tęsknotę za ostatecznym zaspokojeniem, najwyższym szczęściem, a więc w istocie za Bogiem. (…)

Bóg Stwórca nie postawił nas, ludzi, w przerażających ciemnościach, gdzie idąc po omacku musielibyśmy rozpaczliwie szukać fundamentalnego ostatecznego sensu; Bóg nie opuścił nas na pustyni nicości, pozbawionej sensu, gdzie w ostatecznym rozrachunku czeka nas tylko śmierć. Nie! Bóg rozświetlił nasze ciemności swoją światłością za sprawą swego Syna Jezusa Chrystusa.

W Nim Bóg wszedł w nasz świat z całą swoją „pełnią” (por. Kol 1,19), w Nim wszelka prawda, za którą tęsknimy, ma swój początek i swoje uwieńczenie. Nasze światło, nasza prawda, nasz cel, nasze zaspokojenie, nasze życie – wszystko to nie jest jakąś doktryną religijną, lecz Osobą: Jezusem Chrystusem. Przerasta to znacznie nasze zdolności szukania i pragnienia Boga, jesteśmy już szukani i upragnieni, co więcej, znalezieni i odkupieni przez Niego! Błądzący wzrok ludzi wszystkich czasów i narodów, wszystkich filozofii, religii i kultur napotyka zawsze szeroko otwarte oczy Syna Bożego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego; Jego otwarte serce jest pełnią miłości. Oczy Chrystusa są spojrzeniem Boga, który miłuje; (…) spojrzenie to kieruje się do każdego człowieka. W istocie Pan spogląda w serce każdego z nas[1].

– Właśnie, „zawsze szeroko otwarte oczy Syna Bożego”, które spoglądają w serce każdego z nas…

  • W czysto ludzkim wymiarze jest to piękne i znaczące przeżycie, gdy zdarza nam się dłużej patrzeć w oczy dziecka i gdy ono patrzy nam w oczy.
  • Dorośli potrafią tak (kontemplacyjnie i zadowalająco) patrzeć na siebie nawzajem zapewne tylko w wielkiej wzajemnej miłości.
  • „Szeroko otwarte” i miłujące nas oczy Syna Bożego zawsze na nas czekają. Są też zawsze łagodne i delikatne. Nigdy nie uprzedmiotawiają. A dziś – w czasie świętowania Bożego Narodzenia – przyciągają nas do siebie oczy Dziecięcia Jezus. Są one szeroko otwarte i miłują.

W świątecznym (oby) spowolnieniu rytmu życia znajdźmy czas i pozwólmy, by patrzyły na nas oczy Jezusa – Boskiego Dziecięcia. Wpatrujmy się w piękno, które z nich emanuje… Odczujmy także słodycz Bóstwa… I prośmy, byśmy stawali się przy Nim i dzięki Niemu – ufnymi dziećmi Boga Ojca.

 Ścigani łaskami, gdy miłujemy

Miłujący pragną wzajemności. Bóg Ojciec nas miłujący – Jego Syn i Duch Święty podobnie – też pragnie być przez nas miłowany. Mistycznym duszom Jezus bardzo często komunikuje gorące pragnienie wzajemności w miłowaniu.

„Córko Moja, – zwracał się Jezus do świętej Faustyny Kowalskiej – o gdybyś wiedziała, jak wielką zasługę i nagrodę ma jeden akt czystej miłości ku Mnie, umarłabyś z radości. Mówię to dlatego, abyś się ustawicznie łączyła ze Mną przez miłość, bo to jest cel życia duszy twojej; akt ten polega na akcie woli; wiedz o tym, że dusza czysta jest pokorna; kiedy się uniżasz i wyniszczasz przed Majestatem Moim, wtenczas ścigam cię łaskami swoimi, używam wszech­mocy, aby cię wywyższyć” (Dz 576).

Czy zechcemy zaofiarować Dzieciątku Jezus choć jeden akt czystej miłości?

A może nie jeden, lecz znacznie więcej…

  • Nasz rozum otrzymuje ze strony Objawienia tyle racji i argumentów, pobudzających wolę i serce do miłowania Jezusa.
  • On zaś nie da się prześcignąć w miłości i obdarowaniach; obiecuje ścigać nas łaskami. Obiecuje, że użyje swej wszechmocy, aby nas wywyższyć.
  • Trzeba jednak, jak przed chwilą było to powiedziane, do aktów miłości przydać czystość, pokorę, uniżenie siebie, pokorę w obliczu Majestatu Boga i pokornej Miłości Zbawiciela.

Są w obecnej cywilizacji i w głębi naszych podzielonych serc „rzeczy”, które nas duchowo otępiają i usypiają…

Pewno w jakiejś mierze Adwent pomógł nam te negatywne zjawiska dojrzeć i nazwać…

Może już popatrzeliśmy na nie z pewnego dystansu i je odrzuciliśmy (jako przeszkodę). Może stworzyliśmy w sobie (bardziej stabilną) przestrzeń dla ponownej i głębszej kontemplacji wielkiej tajemnicy Wcielenia i Bożego Narodzenia.

A gdyby nie, gdyby nie dość, to niech dobudzają nas wołania św. Pawła i św. Augustyna: „Przebudź się, człowiecze: dla ciebie Bóg stał się człowiekiem! «Zbudź się o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus» (Ef 5, 14). Dla ciebie, powtarzam, Bóg stał się człowiekiem”.

  • Jest to Wydarzenie, które trwa! Jest ono zbyt wielkie i ważne, by przechodzić koło niego obojętnie, z chłodnym rozumem i sercem.

Częstochowa, 25 grudnia 2012   AMDG et BVMH    o. Krzysztof Osuch SJ

Święty Leon Wielki, papież: Kazanie I o Narodzeniu Pańskim, 1-3

Poznaj swoją godność, chrześcijaninie

  • Dzisiaj narodził nam się Zbawiciel, radujmy się, umiłowani! Nie miejsce na smutek, kiedy rodzi się życie; pierzchnął lęk przed zagładą śmierci, nastaje radość z obietnicy niekończącego się życia.

  • Nikogo ona nie omija, wszyscy mają ten sam powód do tego wesela, bo nasz Pan niweczy grzech i śmierć, a chociaż nikogo nie znajduje wolnego od winy, to przecież wszystkich przychodzi wyzwolić. Niech się weseli święty, bo bliski jest palmy zwycięstwa; niech się raduje grzeszny, bo dane mu jest przebaczenie; niech powróci do życia poganin, bo do niego jest powołany.

  • Oto nadeszła pełnia czasu, przewidziana w niezgłębionych wyrokach Bożych, i Syn Boga przyjmuje na siebie naturę ludzką, by ją pojednać z jej Stwórcą i przez nią zwyciężyć szatana, jej zwycięzcę i sprawcę śmierci.

  • Pan się rodzi, „Chwała na wysokości Bogu” śpiewają radośnie aniołowie i głoszą „pokój ludziom, których umiłował”. Widzą już bowiem niebiańską Jerozolimę powstającą ze wszystkich narodów. Jakże wielką radość powinno dawać nam, ludziom, owo niewysłowione dzieło miłości Bożej, skoro ogarnia ona nawet aniołów.

  • Umiłowani! Dzięki składajmy Bogu Ojcu przez Jego Syna, w Duchu Świętym, albowiem umiłował nas i w swym bezgranicznym miłosierdziu ulitował się nad nami: „Nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia”, abyśmy się w Nim stali nowym, odrodzonym stworzeniem.

  • Porzućmy więc to, czym byliśmy, i nasze dawne uczynki, a skoro przez Wcielenie Syna Bożego zostaliśmy w Nim usynowieni, wyrzeknijmy się wszystkiego, co jest tylko ciałem.

  • Poznaj swoją godność, chrześcijaninie! Stałeś się uczestnikiem Boskiej natury, porzuć więc wyrodne obyczaje dawnego upodlenia i już do nich nie powracaj. Pomnij, jakiej to Głowy i jakiego Ciała jesteś członkiem. Pamiętaj, że zostałeś wydarty mocom ciemności i przeniesiony do światła i królestwa Bożego.

  • Przez chrzest stałeś się przybytkiem Ducha Świętego, nie wypędzaj Go więc z twego serca przez niegodne życie, nie oddawaj się ponownie w niewolę szatana, bo twoją ceną jest Krew Chrystusa ( Liturgia Godzin, tom I: Narodzenie Pańskie, str. 366-367).

 


[1] Benedykt XVI w Heiligenkreuz: „Niczego nie przedkładać ponad służbę Bożą” 2007-09-10

Komentarze

komentarzy 6 do wpisu “Dzięki JEZUSOWI nasz wzrok nie musi błądzić!”
  1. O magnum mysterium
    et admirabile sacramentum,
    ut animalia viderent Dominum natum
    jacentem in praesepio.
    O beata Virgo, cujus viscera meruerunt
    portare Dominum Jesum Christum.
    Ave Maria, gratia plena: Dominus tecum.
    O beata Virgo, cujus viscera meruerunt
    portare Dominum Jesum Christum.
    Alleluia!

  2. W ciasnej stajence

    Leszek Śliwa GN 51/2014 |

    Maryja jest całkowicie pochłonięta opieką nad narodzonym właśnie Synem. 

    W ciasnej stajence Arthur Hughes
„Boże Narodzenie” 
olej na płótnie, 1857–1858
Muzeum i Galeria Sztuki, Birmingham


    Skrupulatnie zmienia pieluszki. Widzimy Ją jako bardzo młodą dziewczynę. Zajmując się noworodkiem, klęczy, oddając Mu jednocześnie cześć. Głowa Jezusa otoczona jest złotą aureolą.


    Matce Bożej pomagają anioły. Jeden z nich trzyma przewijane Dzieciątko, drugi oświetla wnętrze stajenki latarnią. Latarnia jest tu jednocześnie atrybutem Zbawiciela, który jest światłością świata. Symboliczne znaczenie ma także wpatrywanie się obu aniołów w górę, gdzie dostrzegamy trzy inne anioły, oznaczające Trójcę Świętą. To znak, że wszystko, co robi Maryja, jest i będzie otoczone bezpośrednią opieką Boga.


    Matka owija Jezusa nie w zwykłą, współczesną pieluszkę, lecz w stosowane do XVIII w. tzw. powijaki – pasy płótna szczelnie krępujące ciało dziecka. Powijaki przypominały nieco płótna, którymi owijano ciała osób zmarłych, składanych do grobu. Nasuwało to często artystom pomysł zasygnalizowania w ten sposób zbawczej ofiary Chrystusa już w momencie Jego narodzin. Taka niewątpliwie była też intencja Arthura Hughesa. Matka Boża i dwa anioły są tu jakby zapowiedzią trzech Marii owijających w płótno ciało zdjętego z krzyża Jezusa. Dlatego twarze Maryi i aniołów nie są radosne, możemy raczej mówić o melancholii, a nawet smutku.


    Anioły stoją bardzo blisko Najświętszej Panny, latarnia niemal dotyka Jej pleców, a skrzydło anioła z prawej strony jeszcze zawęża kompozycję. Ledwie widzimy mały kawałek żłóbka, jakieś zwierzątko pod nim i odrobinę słomy na ziemi. To celowy zabieg artysty. Nie miejsce tu na sielankowy, świąteczny nastrój. Nasza uwaga ma się skupić na tym, co najważniejsze: przyjściu na świat Zbawiciela i zapowiedzi Jego misji.
    z: http://gosc.pl/doc/2285105.W-ciasnej-stajence

    • opal pisze:

      Ojcze, Jezusek jest przepiękny!!! Jakże cudny musiał być ten „NAJPIĘKNIEJSZY Z SYNÓW LUDZKICH”,którego Maryja pieściła z czułością… UFAM, ZE W NIEBIE ZOBACZYMY GO TAKŻE JAKO DZIECIĄTKO!!!

      Poniżej jeszcze mały „drobiazg”, który wydaje się być bardzo trafną „ilustracją” tytułu powyższego rozważania Ojca „Nasz wzrok błądzi – oczy Jezusa są szeroko otwarte”.

      Jeszcze raz wielkie dzięki za wspaniały duchowy pokarm! Szczęść Boże!

  3. opal pisze:

    Czy zechcemy zaofiarować Dzieciątku Jezus choć jeden akt czystej miłości?

    TAK, ze szczęscia, że Jego Wcielenie uczyniło dusze nasze DIAMENTAMI NIEŚMIERTELNYMI:

    Bóg zapłać Ojcze Krzysztofie za piękne, porywające rozważanie! Niech spojrzenie i uśmiech Bożego Dzieciątka przemieniają nasze serca nieustannie!!!

    Gloria in excelsis Deo!!!

Zostaw odpowiedź