Chrystus KRÓL – odporny na drwiny!

19 listopada 2016, autor: Krzysztof Osuch SJ

Do dziś trwa dramat rozpoznawania, jakim Królem jest Jezus. Ludzie wciąż bardzo różnie zachowują się wobec Chrystusa Króla, który objawia, że nie jest stąd i który na każdej karcie Ewangelii okazuje, że trzeba przejść przez ziemię i historię, nie próbując zatrzymywać w niej siebie czy nawet samego Jezusa…

Gdy Jezus mówi z całą mocą, że On jest naszą Paschą – że umożliwia nam bezpieczne przejście do Domu Ojca nad przepaścią śmierci, nicości i rozpaczy, to niemało jest takich (także dzisiaj), którzy nie dowierzają, wpierają się w ziemię czy wręcz drwią z Jezusa i Jego Kościoła. Organizują walkę z Jezusem, Kościołem  z wyznawcami Chrystusa. Dwoją się i troją, by Jezusa kulturowo przemilczać i eliminować.

Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest król żydowski.

Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23, 35-43).

Prawdziwy Król

W życiu Jezusa bywały takie momenty, kiedy lud chciał Go obwołać królem Izraela. W dążeniu ludu można dojrzeć trafną intuicję wiary, nawet jeśli zakłócał ją motyw dość przyziemny. Po prostu chcieli mieć króla, który wiele potrafi. Czyż chleb, zazwyczaj wypracowywany w pocie czoła, z Jego woli nie był pomnażany w cudowny sposób, sycąc głód tysięcy…

Także uczniowie Jezusa, kierując się głębszym poznaniem Mistrza, przynajmniej jeden raz potraktowali Go po królewsku, gotując iście królewski wjazd do Jerozolimy, i to na krótko przed Męką:

Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli (Łk 19, 37). W stronę Jezusa głośno wołali: Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie.

Takie zachowanie uczniów bardzo nie podobało się faryzeuszom; próbowali wywrzeć presję na Jezusie, by zabronił tłumom tak Go nazywać. Jezus jednak zamiast ulec naleganiom faryzeuszy, wypowiedział znamienne zdanie: Powiadam wam, jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą.

  • Te słowa Jezusa uprawniają do stwierdzenia, że uważał On Siebie za prawdziwego króla, który jednak swe panowanie pojmuje całkiem inaczej niż ziemscy królowie…
  • Swą królewską godność Jezus potwierdził najdobitniej wobec Piłata i wszystkich świadków wiekopomnej rozmowy-przesłuchania. Jezus zapytany: czy jest Królem żydowskim?, odpowiedział wprost i jednoznacznie: Tak, jestem Królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie (J 18, 37).

Misja Jezusa to dać świadectwo Prawdzie: o Bogu Ojcu, o człowieku, a także o naturze Królestwa Bożego. O tym ostatnim mówił jasno, że nie jest ono z tego świata (por. J 18, 36).

Logika przeciwników Jezusa

Jezus w całej swej publicznej działalności napotykał na zdecydowany opór przeciwników, którzy do końca pozostali nieprzejednani i ślepi na to wszystko, co tak wyraźnie wskazywało na wyjątkową godność Mistrza z Nazaretu. Słysząc o nauce Jezusa i czynionych przez Niego niezwykłych cudach, oponenci musieli poważnie zastanawiać się, jak Go potraktować. 

  • „Fenomen” Jezusa domagał się, by przypomnieć sobie wielkie proroctwa, obiecujące przyjście Mesjasza-Króla, i skojarzyć je właśnie z Nauczycielem z Nazaretu. No może jedynie skrajne ubóstwo Jezusa mogło – w bardzo ludzkim rozumieniu – świadczyć przeciw Jego wyjątkowości, ale poza tym tajemniczym ubóstwem jawił się On jako ktoś naprawdę wyjątkowy. Jego władzy poddawały się żywioły przyrody i wszelkie możliwe choroby oraz złe duchy. To, że Jezus ważył się rozgrzeszać; że potrafił wskrzeszać; że pociągał za sobą tłumy i pocieszał je w sposób tak skuteczny – to wszystko winno uruchomić bardzo poważną refleksję religijno-teologiczną, której owocem powinno być nawrócenie i przylgnięcie do Jego Osoby.

Można przypuszczać, że przeciwnicy Jezusa (uczeni w Piśmie, faryzeusze i arcykapłani) musieli niejeden raz przeżywać poważną rozterkę. Jest prawdopodobne, że nasunęła im się i taka myśl (będąca w istocie okrutnym eksperymentem), żeby poddać Jezusa decydującej próbie  ogniowej próbie męki i śmierci. Jeśli poradzi On sobie z przemocą i zadanym Mu bólem oraz śmiercią, to Go uznają. A jeśli nie, to stanie się oczywiste, że jest On zwodzicielem i kimś słabym. Ot zwykły śmiertelnik, który zapewne tylko jakąś nieczystą mocą dokonywał tych niezwykłych rzeczy.

Wiemy dobrze, że wrogowie Jezusa – obstając przy swej tępocie umysłów i zatwardziałości serc – poddali Go radykalnej próbie. Urządzono Mu wieloetapowy proces. Znamy jego przebieg. Były w nim fałszywe świadectwa i niesprawiedliwy wyrok, wydany zarówno przez Wysoką Radę, jak i władzę rzymską. A potem była straszna męka, która w bardzo krótkim czasie wyniszczyła Jezusa i skrajnie Go upokorzyła. Okrutne poniżenie miało zostać dopełnione hańbiącym przybiciem Jezusa do drzewa krzyża. I (niemal) wszystko stało się tak, jak sobie wykalkulowali. Jezus bezbronnie zawisł na drzewie krzyża.

  • Przyjaciele Jezusa i wszyscy Jego wyznawcy (których grono gwałtownie zmalało) byli przerażeni i pełni bólu. Zostali zmuszeni do milczenia.
  • Natomiast przeciwnicy Jezusa zdawali się triumfować. Zgiełkliwie bluźnili i bezczelnie prowokowali Jezusa, domagając się, żeby zstąpił z krzyża, jeśli naprawdę jest Synem Bożym.
  • W ich zachowaniu można dopatrzeć się pewnej logiki, strasznej logiki, która chyba i nam się przytrafia…

Popatrzmy dokładniej. Zgromadzeni pod krzyżem przeciwnicy Jezusa poznali Go w ciągu paru lat również  jako kogoś potężnego w mowie i w czynie. Byli Mu wprawdzie cały czas przeciwni i nie wierzyli w Niego, ale teraz chcą Mu dać swoistą szansę. „Dociskają” Go do muru śmierci i jednocześnie odwołują się do Jego wyjątkowych możliwości. Rozumują, jak im się zdaje, bardzo realistycznie i dają temu jasny wyraz: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest wybrańcem Bożym. Do członków Wysokiej Rady przyłączyli się żołnierze, którzy rozumują podobnie: Jeżeli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie!

  • Tak więc przeciwnicy Jezusa nie tylko cynicznie drwili, ale też prowokowali Jezusa, żądając, by pokazał, co potrafi.
  • Gdzieś, rzec można, na dnie serca liczyli się z taką możliwością, że ten zhańbiony (a jednak wyjątkowy) skazaniec pokaże  – i to właśnie w najbardziej krytycznym momencie – swoją niezwykłą moc, tyle razy wcześniej manifestowaną. A może zechce (o ile potrafi) spektakularnie wyrwać i uratować Siebie z zalewających Go wód śmierci?

Jezus – całkowicie poddany zbawczej woli Ojca – nie wszedł w logikę prowokatorów. Respektu dla Siebie i wiary w Jego zbawczą misję na rzecz ludzkiej rodziny nie obronił przez zstąpienie z krzyża! Jedynie wypowiedział siedem wielkich słów (krótkich zdań, pełnych treści), a poza tym cierpiąc, milczał. Składał – mocą Boskiej Miłości – zbawienną dla wszystkich Ofiarę pojednania między nami ludźmi wszystkich pokoleń i Bogiem Ojcem.

Trzeba umierać, by żyć

Tak, życie Jezusa dobiegało końca, a prowokacyjne wrzaski Jego przeciwników stawały się coraz cichsze. W ich sercach pozostało, w końcu, poczucie nie tyle triumfu, co raczej zawodu, goryczy. Oto otarli się o potęgę i możliwości kogoś naprawdę Wyjątkowego! Ale – mogli sobie myśleć – nie na tyle wyjątkowego i potężnego, by poradził sobie z precyzyjnie zadaną Mu przemocą i z hańbiącą Go śmiercią. Prowokatorzy spod krzyża – pewno także i w naszym imieniu – szukali lekarstwa na słabość człowieka, która najradykalniej i najboleśniej dotyka każdego w śmierci.

Niestety, Ten, po którym można było się spodziewać spektakularnego triumfu nad wszelką okrutną przemocą i brutalnością śmierci, też uległ. On też okazał się bezradny. Przegrał jak wszyscy. I w dodatku milczy. Nie reaguje na słowne prowokacje. Zatem jest On albo kompletnie bezradny – i teraz widać to jak na dłoni – albo ma jeszcze coś w odwodzie.

  • My, wierzący w Chrystusa, wiemy, że klęska Jezusa – tak widoczna w Jego śmierci na krzyżu – jest pozorna.
  • Jeszcze tylko nieco czasu upłynie, zaledwie kilkadziesiąt godzin, a Męka i Krzyż Pana Jezusa okażą się miejscem i czasem (niemal już) definitywnego boju i Zwycięstwa…  

Moc zbawcza Boga

My dziś wiemy to już z całą pewnością wiary, że Moc zbawcza Boga właśnie na Krzyżu – w Jezusie Chrystusie – osiągnęła swoje apogeum, choć wykazać tego nie potrafimy „językiem” właściwym matematyce. Milczenie Jezusa na krzyżu wobec prowokujących Go przeciwników – jeśli odczytywać je z perspektywy Zmartwychwstania Jezusa – jest dla nas wielkim pouczeniem. Całe zachowanie Jezusa w Męce – jeśli odczytywać je poprzez cud Zmartwychwstania Jezusa – jawi się nam jako wielki drogowskaz, dany na całe życie, każdemu i każdej, wszystkim pokoleniom.

  • Jezus, brnący do Domu Ojca przez wyniszczającą Go Mękę i Śmierć, mówił wtedy zebranym na Golgocie i mówi to dzisiaj także nam, że nie należy się zatrzymywać ani cofać!
  • Że trzeba umierać!
  • Że trzeba iść dalej, do końca, który za sprawą wszechmocy Boga Ojca odsłoni się jako początek nowego życia w Bogu.
  • Jezus przekonuje nas, że nie należy lękać się wyniszczenia obecnej formy życia.
  • Zapewnia, że na drugim brzegu procesu obumierania i śmierci czeka na nas Ojciec z otwartymi ramionami.
  • On mocno pochwyci nas i przygarnie z wielką Miłością.

Pojmuje to… Złoczyńca

Krótka rozmowa Jezusa z Dobrym Łotrem odsłania, o co tak naprawdę chodzi w dopalającym się życiu Jezusa, a także dwóch łotrów też powieszonych na drzewie krzyża.

  • Z jednej strony widać, że Jezus nie ma nic do powiedzenia tym, którzy Go bezczelnie prowokują i żądają zawrócenia z drogi, która, jak się okazuje, ma jeden kierunek: ku Ojcu, ku wiecznemu przebywaniu w Domu Ojca!
  • Z drugiej strony widać, że Jezus ma bardzo dużo do zaofiarowania biednemu złoczyńcy, którego życie kończy się też w strasznej męce. Jezus, w odpowiedzi na jego akt wiary i prośbę: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa, złożył mu uroczystą obietnicę: Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23, 42-43).

Milczenie Jezusa wobec złorzeczących Mu i prowokujących Go nie było milczeniem obrażonego Króla ani też milczeniem kogoś radykalnie niemocnego i pokonanego. Było to milczenie kogoś, kto po prostu nie jest z tego świata; Kogoś, kto całym sobą okazuje, że i Jemu, i nam wszystkim potrzeba iść dalej, poza obecny czas i znany nam sposób bytowania na ziemi.

Jeśli Eucharystię nazywamy Paschą, czy Pamiątką Paschy Pana, to mamy na myśli właśnie to wielkie Przejście – przez bramę śmierci do Pełni Życia w Bogu.

  • Nasz Król i Ten z Krzyża, i Ten z Apokalipsy – naprawdę nie jest z tego świata!
  • Jego wolą i misją nie jest (jedynie) osładzanie nam udręk doczesnego życia; On realizuje wielki plan Ojca, by przeprowadzić nas z tej ziemi do Królestwa, które tu jest nam zwiastowane, ale nie stąd pochodzi i nie tu się dopełnia.

 A my, a ja?

Do dziś trwa dramat rozpoznawania, jakim Królem jest Jezus Chrystus. Ludzie wciąż bardzo różnie zachowują się wobec Chrystusa Króla, który objawia, że nie jest stąd i który na każdej karcie Ewangelii okazuje, że trzeba przejść przez ziemię i historię, nie próbując zatrzymywać w niej siebie czy nawet samego Jezusa. Gdy Jezus mówi z całą mocą, że On jest naszą Paschą do Ojca – naszym Przejściem do Domu Ojca i naszym mostem nad przepaścią śmierci, nicości i rozpaczy, to niemało jest, także dzisiaj, takich, którzy nie dowierzają, wpierają się w ziemię czy nawet drwią z Jezusa i Jego Kościoła. Organizują walkę z Jezusem, z Kościołem, z wyznawcami Chrystusa. Przyczyniają się też do kulturowego przemilczania Jezusa.

  • Jaki rodzaj rozmowy prowadzę z Jezusem – Wielkim Zbawicielem, Królem, budowniczym Mostu z czasu w wieczność?
  • Czy będę zachowywał się jak Jego przeciwnicy urągający Mu pod krzyżem?
  • Czy będę dystansował się jak Piłat, szukając swoich zabezpieczeń poza Nim?
  • Czy będę raczej – w sposobie rozmawiania z Nim – jak Dobry Łotr i jak tylu świętych? Jak nieprzeliczona rzesza wierzących, którzy poprzedzili nas w pielgrzymce wiary i całych siebie wydali w ręce Jezusa, a wraz z Nim w ręce Ojca…

Podobne rozważanie jest w mojej książce:

BÓG TAK WYSOKO CIĘ CENI 
Rozważania na niełatwe tematy. Wyd. 2009 i 2011
pomniejsz okładkę
„Człowieku, dlaczego sobie samemu uwłaczasz, skoro Bóg tak wysoko cię ceni. Dlaczego wywyższony przez Boga tak bardzo siebie poniżasz”.
Słowa świętego Piotra Chryzologa stały się dla Autora punktem wyjścia do postawienia fundamentalnych pytań o naturę Boga i tożsamość człowieka. Książka składa się z kilkudziesięciu rozważań. Autor porusza problem kondycji człowieka, jego pragnień, słabości i grzechów. Jednocześnie wskazuje dar największy, o który nie trzeba zabiegać – bezwarunkową miłość Boga. Jej odkrycie nadaje sens wszystkiemu co, nas spotyka. Bóg kocha grzesznika, a to przecież Dobra Nowina dla każdego.

Komentarze

komentarzy 15 do wpisu “Chrystus KRÓL – odporny na drwiny!”
  1. Zofia pisze:

    Z dzisiejszej, homilii Ojca Świętego Franciszka (cudownej Prawdą = wszystkie depresje znikają – na zakończenie Roku Jubileuszowego):

    „Lud święty, który uważa Jezusa za króla, jest powołany, by pójść Jego drogą… Zapomnieliśmy, jak działa Królestwo Boże…”

Zostaw odpowiedź