O ŚMIERCI w „ON i ja”

1 listopada 2016, autor: Krzysztof Osuch SJ

„Czy Ojciec, Oblubieniec, opuszcza wezgłowie tej, którą kocha?… A więc czy Ja, który tak kocham moje  dzieci, mogę być daleko, gdy one ‚odchodzą’? Przejście nie jest długie: to opuszczenie świata ziemskiego, aby wejść w tamten świat. To prawdziwe narodziny: oznacza to narodzić się dla Życia, które nie skończy się nigdy. Tym Życiem jestem Ja”.

ŚMIERĆ oświetlona słowami Jezusa skierowanymi do Gabrieli Bossis, ON i ja. Rozmowy duchowe Stwórcy ze stworzeniem. Tomy 1-3. Wyd. Michalineum. Także online: http://www.objawienia.pl/gabriela/gabriela-spis.html

1. „umiera się tak, jak się żyło”

1941 – 26 lutego. Moje urodziny. Poświęciłam Mu pierwszą godzinę mego życia i prosiłam  Go  by  ostatnia była pełna miłości.  – „Przypomnij sobie: umiera się tak, jak się żyło. Jeżeli w chwilach, które dzielą cię od śmierci, twoje serce pełne jest Mnie; jeżeli pożera je gorliwość o moje Królestwo; jeżeli jesteś spragniona mojej chwały, taką zastanie cię śmierć i wydasz ostatnie tchnienie z myślą pełną miłości. Czy Ojciec, Oblubieniec, opuszcza wezgłowie tej, którą kocha?… A więc czy Ja, który tak kocham moje  dzieci, mogę być daleko, gdy one ‚odchodzą’? Przejście nie jest długie: to opuszczenie świata ziemskiego, aby wejść w tamten świat. To prawdziwe narodziny: oznacza to narodzić się dla Życia, które nie skończy się nigdy. Tym Życiem jestem Ja”.

– Spraw, abym żyła już teraz tak, jak będę żyć tam w górze. Mówię o uczuciach duszy.

– „Ależ Ja żyłem po to, byście żyli moim życiem. Umieszczaj zawsze swoje życie w moim. Niczego nie rób sama z siebie, wszystko przeze Mnie. Raduj się, kiedy jesteś niezrozumiana czy niedoceniona, jesteś w tym zupełnie podobna do Mnie. A kiedy jesteś sama, pomyśl o mojej samotności przez 40 dni i przyłącz się. Jak bardzo Mnie to uszczęśliwi, moja biedna mała… Ja, który żyłem tylko dla was, mam oto tutaj swoją duszyczkę, która od czasu do czasu żyje całkowicie dla Mnie”.

2. Zacznijmy podawać sobie ręce z jednego brzegu na drugi: ze skraju czasu – na skraj wieczności.

– 1942 – 16 grudnia. – „Dostrzegaj Mnie w zdarzeniach. To Ja nimi kieruję. Powinnaś kochać wszystko, co ci to kierownictwo ześle. Wyciągaj do Mnie ręce w wydarzeniach twojej codzienności. Zresztą zbliżamy się do spotkania. Zacznijmy podawać sobie ręce z jednego brzegu na drugi: ze skraju czasu – na skraj wieczności.

Powiedz Mi, że chętnie przejdziesz z jednego brzegu na drugi, że serce twoje będzie skakać z radości i pragnienia, jak jagnię w dolinie. Powiedz Mi, że odtąd dni twoje będą upływać na przygotowaniach do wezwania przez powtarzanie aktów miłości względem twego Mistrza, twego Pana, twego Ukochanego”.

Kościół we Fresne. – „Nie niepokój się. Te rzeczy, na które nie możesz nic poradzić, obchodzą nie ciebie, ale Mnie. Ty Mi je powierzasz i to wszystko. Czy są ci potrzebne okazje do wyrażenia zaufania? Wiesz, jak kocham wasze dziecinne zaufanie. To chwila, kiedy możecie okazać się maluczkimi a dla Mnie to okazja, by podjąć staranie o was, tak jak oblubieniec zajmuje się kobietą, którą kocha; kobieta jest stworzeniem słabym, potrzebującym miłości i oparcia… Nie, to nie jest daremne. Nie, nie jesteś na złej drodze, tylko w mroku nocy. Tylko w poszukiwaniu po omacku wiary. Ja tego chciałem. Rzuć się w moje ramiona. Potwierdź, że wierzysz, że ufasz, że kochasz i oddaj Mi wszystko co jest w tobie. Ależ tak, mała Hostia w Tabernakulum może zawierać wszystko. Mały Jezusek Dzieciątko może zrozumieć wszystko. On się zbliża. Zachowaj dla Niego porywy miłości. Będzie to dla Niego podzięką. Istnieje jak gdyby linia między twoim sercem a moim, nie żeby je rozłączyć, ale by je połączyć, by się stopiły w jedno. O, to stopienie się dwóch serc! Czy chcesz tego? To zależy od ciebie. Ja od dawna jestem już gotów… czy chociaż wierzysz w to? O, moje dzieci, tak bardzo moje” (ON i ja, t. II, 198).

3. „Sylabizuj już teraz alfabet miłości na chwilę twej śmierci”

Sylabizuj już teraz alfabet miłości na chwilę twej śmierci. Twoje ostatnie tchnienie to twoje Consummatum est – Wykonało się! Powiedz mi je już teraz. Nie pozwól, by było coś przypadkowego w tej ważnej i pięknej chwili, jaką jest śmierć. To chwila spotkania. Spiesz się, moja umiłowana, aby ofiarować Mi myśli o śmierci. Umieraj już naprzód – czy rozumiesz? – przyjmując śmierć jak radość oczekiwaną, którą się piastuje w myśli, radość, która się zdarzy tylko raz… i którą należy przeżyć w całej pełni.

Mów: Gdy moje powieki zaczną się zamykać na sprawy tej ziemi, oczy moje będą szukały Twego spojrzenia miłości. Gdy uszy moje się zamkną, będę nadsłuchiwać Twojego głosu miłości. Panie, przyjmiesz cierpienie mego ciała jako wynagrodzenie za grzechy mojego życia i życia grzeszników, dla uwielbienia prawdy. A jeśli moje konanie się przedłuży, niech się przedłuża także moja miłość. Niech będzie wierną odpowiedzią na Twoją miłość na Krzyżu.

Mów tak często, moje dziecko, nie zostawiaj niczego przypadkowi. Wkraczaj radośnie w dziedzinę ostatnich chwil życia, jak gdybyś szukając ręki śmierci, chciała ją uczynić bliską towarzyszką twej drogi, aby lepiej mówić jej językiem i dostosować do niej twoje zachowanie.

Jakże mądre i gorliwe byłoby takie życie… Jak lekkim krokiem przebiegałoby się to, co pozostało jeszcze do przebycia… Jaki uśmiech w duszy, która czeka… Oblubieniec również czeka… Jeżeli twoje gorące pragnienie wzrasta, to cóż powiedzieć o Nim? On cię stworzył. Twoje pierwsze tchnienie należało do Niego, ofiaruj Mu także ostatnie, aby je zerwał, oddasz Mu tym chwałę: On pozwala, abyś mogła w ten sposób Go uczcić.

Dziękuj Mu za tę łaskę. Czy nie wiesz, że ‚dotknąć’ Boga to łaska niezwykła? Ponieważ jesteś Jego małym obrazem, utrwala się w tobie Jego odbicie. Być podobnym do Boga… Dziękujcie waszemu Stwórcy. Dziękujcie Mu za Jego subtelność. Jesteście z rodziny Bożej” (t. II, nr 56).

4. „Śmierć prowadzi do życia”.

– 1947 – 22 maja. W Rzymie. – „Dojdź do tego, aby pragnąć śmierci, która cię doprowadzi do twego celu. Ona się zbliża. Ciesz się z tego. Śmierć prowadzi do życia. Wszystko więc, co cię jeszcze może spotkać na ziemi, nie powinno mieć dla ciebie większego znaczenia, z wyjątkiem tego, aby żyć wedle mego upodobania”.

(Przechodziłam szereg niepokojów.) – „Nie skąp Mi doświadczeń. Może potrzebuję ich, aby zbawić grzesznika? Później zobaczysz wszystko, co wynikło z twego cierpienia i dla innych i dla ciebie. A teraz kiedy zgadzasz się na ofiarę, czy nie czujesz się oderwana od ziemi? Jakby gotowa do odejścia? Nie czujesz, że wszystko, co przemija, jest krótkie? Utkwij swój wzrok w Prawdzie… Niech życie będzie dla ciebie jakby rozmową miłości we Mnie, przeze Mnie. Niech chwile, jakie ci pozostają, będą tylko dobrocią, czułością, darem z siebie.

Przypominasz sobie wigilię mojej śmierci? Czy nie byłem cały jakby jedną Miłością podczas mojej Ostatniej Wieczerzy? Bądź dla wszystkich samą pobłażliwością i miłosierdziem. Pamiętaj, że nazwałem Judasza ‚moim przyjacielem…’ Naśladuj swego Oblubieńca. Pragnij utożsamienia się z Nim: tylu innych tego próbowało, dlaczegoż by nie ty?

Twoim hasłem mogłoby być: ‚Jak On’. Byłoby to pełne spokoju i radości. Czyż nie pomógłbym ci? Widzisz, Miłość nie potrafi zatrzymać się. A kiedy widzę pracę duszy dobrej woli, z czułością biorę na siebie większą jej część. Wierz, a będziesz kochała” (On i ja, t. III, nr 96).

5. ‚Najpiękniejszym dniem w życiu jest dzień śmierci’

– 1941 – 25 maja. Po komunii. – „Oddaj się ogołocona z siebie: nie masz nic i jesteś niczym. Kiedy siejesz nasienie, czy to ty stwarzasz drzewo? Jego kwiaty? Jego owoce i setki drzew, jakie ono zrodzi? To Ja. A twoje ciało? Pochodzi ode Mnie. Czy twoje serce, twój umysł pochodzą od ciebie? Nie, ode Mnie. Uważaj się za nagą i za nicość. Swoją nagość robaka połącz z moją pełną zasług nagością u stóp krzyża. Oddaj się tak Ojcu, w skrajnym ubóstwie, ale ufna w nieskończone bogactwo twego Zbawcy, a Ojciec rozpozna w tobie Siebie i Jego Miłość okryje cię.

Ustanawiając Eucharystię widziałem wszystkie komunie. Wszystkie twoje: wczorajszą, dzisiejszą. Staraj się przyjmować je z miłością i dziękować Mi z miłością. Ponieważ oddaję się cały i ty oddaj się cała, nie myśląc nawet, że mogłabyś coś zachować dla siebie”.

(Po nieszporach). – „A gdybym chciał zatrzymać cię u mych stóp przez godzinę, nic do ciebie nie mówiąc, patrząc tylko jak ty na Mnie patrzysz, musiałabyś zachować swoją zwykłą pogodę ducha. Wiesz, że należysz do Mnie, że mogę uczynić z tobą, co zechcę, a ty nie stracisz swego wewnętrznego uśmiechu. Miej tę odwagę miłości. Chciej tylko tego, czego Ja chcę, ponieważ wszystkie moje chcenia pochodzą z miłości. A gdyby niekiedy wydawało ci się to przykre, pomyśl, że wynagrodzisz to sobie później na moim sercu. Myśl częściej o niebie, ponieważ jest ono waszym jutrzejszym mieszkaniem, ponieważ wielu tam na was czeka, ponieważ tam powiększacie moją chwałę akcydentalną. Ależ nie jest pychą myśleć, że się pójdzie do nieba i waszym obowiązkiem jest pójść tam, nie zaniedbywać żadnego sposobu, ponieważ jest to wielkim pragnieniem mojej czułości. Wiesz, kiedy budzisz się w nocy, instynktownie ofiarowujesz Mi to przyjście swojej śmierci, bo ja znam twoją śmierć taką, jaka do ciebie przyjdzie. Wybrałem ją dla ciebie z miłością, tak jak wybrałem ją dla każdego z moich apostołów. Nie lękaj się więc z góry uścisnąć ten ostatni ziemski krzyż, jednocząc go z moim Krzyżem. Uczyń z tego już teraz akt miłości doskonałej, szczęśliwa, że opuścisz swoje ciało aby wejść w moje ramiona. Przypominasz sobie: ‚Najpiękniejszym dniem w życiu jest dzień śmierci’. Opuścić swój dom by połączyć się z Oblubieńcem. Opuścić wszystko z radością, bez żalu, aby Mu dowieść swej miłości. Przypominasz sobie to zdanie żołnierza na wojnie: ‚Kiedy myślę, że w każdej chwili mogę zobaczyć Boga!’ Pragnij tej wizji Boga. Pragnij jak najwspanialszej rzeczy, jaka może ci się zdarzyć. Wszystkie swe czyny poddaj tym ostatnim chwilom swego odejścia. Prawda, że kiedy wybierałaś się w drogę na inny kontynent, czułaś się jak gdyby inną osobą? Wierz mocno, że w owej chwili ostatniego odjazdu, będziesz miała wszelkie potrzebne łaski, nie do pojęcia teraz, ponieważ Ja nie opuszczam swoich, moje dzieciątko.

Już naprzód ofiarowuj Mi często swoją niecierpliwość w oczekiwaniu na połączenie się ze Mną: z jak wielką radością będę słuchał twego okrzyku!” (ON i ja, t. II, nr 42).

6. Lekka zasłona zostanie zerwana i będziemy złączeni na wieczność

– „Jeśli twój serdeczny przyjaciel jest obecny na jakiejś uroczystości, cieszysz się nią podwójnie, bo myślisz: on słucha tej muzyki, on widzi to piękno. Pomyśl, że twój Wielki Przyjaciel jest zawsze przy tobie i że jest świadkiem twego życia. Dziel z Nim wszystko. To podwoi twoją radość życia.

W każdej chwili możesz pomyśleć: mój Przyjaciel może przyjść po mnie, jeśli zechce. I twoja dusza przygotowuje się do pocałunku na chwilę odejścia i na chwilę spotkania. O, słodkie spotkanie…

Lekka zasłona zostanie zerwana i będziemy złączeni na wieczność. Staraj się odczuć, jak Mi spieszno” (t. II, nr 93).

7. Przygotuj swe niebo, jak przygotowuje się uroczystość.

– 1944 – 25 maja. – Godzina święta, na wsi. – Panie, czy to prawda, że jesteśmy już na łonie Boga?

– „Czy rozumiesz słodycz tych słów: ‚na łonie Boga’? Spróbuj nimi żyć. Spójrz, jak dziecko stopniowo rozwija się w łonie matki. Ty rozwijaj się w mojej Istocie, tylko ode Mnie oczekując stopniowego wzrostu. Poruszaj się we Mnie, oddychaj we Mnie. Jedz i pij we mnie, rozsiewaj się we Mnie, zapomnij, że jesteś. Dostrzegaj Mnie we wszystkim. A kiedy w ten sposób przejdziesz już we Mnie, pozostaniesz w adoracji i miłości. O, moja córko, czy to za dużo? Czy to dosyć?”

W kościele. – „Czy życia przyszłego nie można już teraz zapoczątkować przygotowując się do niego przez adorację i uwielbienie? O, gdybyż te akty tworzyły nieprzerwany łańcuch od twych narodzin na ziemi do twych narodzin w niebie!

Przygotuj swe niebo, jak przygotowuje się uroczystość. Wiesz, – może girlandy? Będą to codzienne dobre uczynki, nanizane na nić godzin opromienionych miłością. A gdyby tak iluminacje? Są nimi ognie twoich uczuć.

Chcę, żebyś wypowiedziała wojnę egoizmowi nawet w myślach. Egoizm – to robienie z siebie bożka. Ja, Bóg, myślałem tylko o moim Ojcu i o was. Nigdy o sobie. Czy pojmujesz oderwanie od siebie z miłości dla innych? Z miłości dla całego świata? Czy nie jest to warte trudu? Zjednoczona w ten sposób ze swym Oblubieńcem miałabyś współudział w odkupieniu” (ON i ja, t. II, nr 279).

8. Idziesz żyć i to żyć w nowym, prawdziwym Świecie. On ciebie oczekuje…

– 1950 – 16 marca. Godzina święta. (Byłam zmęczona). – „Kiedy jesteś słaba, daj Mi swoją słabość. Biorę ją w mojej sile, by ją połączyć z wszystkimi moimi trudami na ziemi. Nawet przed swoją męką, w ciągu mych wędrówek i prac przeszedłem wiele depresji fizycznych, czasem moralnych, wśród jakże wielkiego niezrozumienia ze strony ludzi. A więc będąc osłabiona, zniechęcona zbliż się do Mnie, jak gdybyś postanowiła znaleźć się poniżej własnych możliwości, aby lepiej zjednoczyć się ze Mną. Będziemy jak dwoje chorych w tym samym pokoju, wychwalający Ojca, pragnący Jego przyjścia, nadsłuchujący radośnie, czy rychło nie zadzwoni dzwon zwiastujący nadejście.

Pamiętasz te wielkie statki dające sygnał ostatnią syreną? Myślałaś wtedy: ‚Odjechać… Ach, odjechać to żyć…’ Pomyśl to samo opuszczając ziemię. Idziesz żyć i to żyć w nowym, prawdziwym Świecie. On ciebie oczekuje… Jego mieszkańcy też na ciebie czekają… W Nowym Jorku byli na nadbrzeżu, spieszący i wołający. Cóż to było! Biedna ziemia… Lecz entuzjazmy, wiwaty państwa niebieskiego, wybuchy miłości, eksplozje radości… Któż je wypowie w ludzkim języku? Raduj się ze zbliżenia, tak jak pytałaś w samolocie: ‚Czy już wkrótce lądujemy?’ Odpowiadano ci: ‚Proszę ciągle patrzeć na horyzont, a wtedy odgadnie pani, że lądujemy’. Ten, kto cię oczekuje, moja córko, to twój Stwórca i twój Zbawca. Idź radośnie, jak na święto. Przygotuj z miłością swój strój podróżny, ozdobiony otrzymanymi klejnotami. Pożycz ponadto blask szat twojej Matki i twego Umiłowanego. Trzeba nabrać zwyczaju strojenia się w nie co dzień, ponieważ podają ci je Ich ręce, ponieważ chcą odnaleźć w tobie swe własne piękno. Ty dodasz do tego swój pokorny uśmiech małej zadowolonej dziewczynki, zadowolonej z tego, że wraca do Domu” (ON i ja, t. III, nr 295).

9. Zmartwychwstałem: któż mógłby powstrzymać twoją radość?

– 1948 – 1 kwietnia. Le Fresne. – „Zmartwychwstałem: któż mógłby powstrzymać twoją radość? Czy nie powinnaś sprawić Mi nowego zaszczytu i być radosną dla Mnie i przeze Mnie? A jeśli radość jest w tobie, jakże mogłaby się nie przelewać na innych? Czy sądzisz, że znajduję wiele radości w wielu sercach? Nie myśli się o tym świętym hołdzie, który przynosi Mi tyle wesela. Czy nie podzielam wszystkich waszych wzruszeń, tak jak ci wszyscy, którzy umieją kochać?

Pamiętasz, że kiedy opuszczałaś kogoś drogiego, mówiłaś mu: ‚Przyrzeknij mi, że będziesz szczęśliwy!’, jakby to było potrzebą twego serca. Moje serce kocha waszą radość. Umiejcie zachować ją nawet w doświadczeniach, ponieważ jest ona dla Mnie. O, moja córko, jakaż to głębia radości żyć tylko dla Mnie… nikt ci jej nie odbierze. Czy czujesz cały urok tego? Co mogłoby mu dorównać? W ciągu dnia powtarzaj Mi bardzo często, że jesteś zjednoczona ze Mną. Nie powinno ci to ciążyć: to prosty poryw szczęścia.

Często wchodziłaś na stopnie ganku, aby, biegając wśród swych zajęć, ucałować swą drogą matkę. Jest to proste i jest wszystkim. Nie znałaś radości twej matki z powodu tej pieszczoty i nie znasz mojej radości. Jednak nie pozbawiaj Mnie jej, moja córeczko” (ON i ja, t. III, nr 152).

10. twoja ziemska droga zetknie się z życiem bez końca

 – Miałam poddać się zabiegowi chirurgicznemu. – „Jakie znaczenia ma to, co może ci się przytrafić, skoro jesteś moją, ponieważ mieszkasz w mojej miłości, a twoja ziemska droga zetknie się z życiem bez końca, do którego prowadzi cię wszystko. Proś Mnie, abym wraz z tobą odbył ten ostatni kawałek drogi. Niech się to odbędzie w największym zbliżeniu i radości, bowiem zawsze będziemy szli krok w krok. Czy masz swoją marszową piosenkę na tę drogę? Jest nią wola Boża. Żadna inna nie jest tak pociągająca, będziemy ją śpiewać we dwoje. Wiesz dobrze, że nie oddalam się, kiedy moi przyjaciele cierpią, a moja obecność jest takim pokrzepieniem, że zaczynają pragnąć cierpienia na zawsze. Trzymaj się więc bardzo blisko Mnie, aby się nam lepiej szło. O, piękna drogo wiodąca do wieczności! Nie bądź smutna, zrobiłabyś Mi tym przykrość, ponieważ umrzeć to znaczy przyjść do Mnie, ponieważ tracąc siebie, znajdziesz Mnie… Prawda że chcesz, abyśmy się wreszcie połączyli?” (ON i ja, t. III, nr 256).

Komentarze

komentarzy 8 do wpisu “O ŚMIERCI w „ON i ja””
  1. Zofia pisze:

    Dziś rano, jedną z pierwszych moich modlitw (zanim zagłębiłam się w treść tego wpisu), było sięgnięcie („na chybił trafił”) po tomik II Gabrieli i otwarcie tekstu na stronie 35, nr 42, co okazało się być punktem nr 5 dzisiejszego wpisu. Trudno uwierzyć – może to przypadek,..? Patrząc jednak sercem na owoc duchowy tego czytania, coraz bardziej się utwierdzam w świadomości, że rzeczywiście raczej nie ma przypadków w życiu duchowym (a może w ogóle) i że Dobry Bóg naprawdę przemawia do nas językiem zdarzeń.

    Z treściami tego pięknego wpisu koresponduje także orędzie naszej Najświętszej Matki, która troszczy się o wszystkie swoje dzieci – te w Kościele jeszcze walczącym jak i cierpiącym, wskazując na tę przedziwną łączność między nami. Medugorje, 6go listopada.1986 roku:

    „Dziś was zachęcam do codziennej modlitwy za dusze w czyśćcu. Każdy człowiek potrzebuje modlitwy i łaski, aby dojść do Boga i do Miłości Bożej. Toteż, drogie dzieci, zjednajcie sobie nowych orędowników, którzy wam pomogą odkryć prawdę, że żadna rzecz ziemska nie jest dla was naprawdę ważna. Macie jedynie dążyć do Nieba. Dlatego, drogie dzieci, módlcie się gorliwie, aby pomóc sobie i innym, którym wasze modlitwy przyniosą radość.’

  2. Ewa pisze:

    Dzisiaj kończy się Oktawa Wszystkich Świętych ..ale cały listopad szczególnie przypomina nam nie tylko o naszych zmarłych, ale i o naszej śmierci.
    Pan Jezus mówi nie tylko do Gabrieli, ale i do każdego z nas…

    „Niech nic cię nie niepokoi, ani pogarda ani lekceważenie. Cóż znaczy dla ciebie ziemia, kiedy jesteś moja? Umiem dostrzec to, co jest moje…
    Bądź małą… Czyniąc dobro będziesz Mnie przedłużać. A kiedy Mnie przedłużasz, wtedy Ja działam przez ciebie.
    Jak niewiele przeszkadza ci, by Mnie ujrzeć. Tylko to, czego potrzeba aby istniała tajemnica, aby ci pozostawić zasługę wiary. Nie zawsze tak będzie. Pomyśl o spotkaniu Twarzą w twarz!… Wtedy zaspokoisz swe pragnienie. Teraz to Ja piję długimi haustami”.

    Wielka to Tajemnica naszej wiary… potrzeba ogromnego zaufania, że to co trudne przeminie – a potem będzie Spotkanie Twarzą w twarz!

    https://www.youtube.com/watch?v=AXW2lsuB97Q&list=PLE2A59E840592921C&index=2

  3. Ojciec święty 2 listopada 2014:
    Drodzy bracia i siostry, dzień dobry,

    Wczoraj obchodziliśmy uroczystość Wszystkich Świętych, a dzisiaj liturgia zachęca nas do wspominania wiernych zmarłych. Te dwa wydarzenia są ściśle związane ze sobą, tak jak radość i łzy znajdują w Jezusie Chrystusie syntezę, będącą podstawą naszej wiary i naszej nadziei. Z jednej strony bowiem Kościół pielgrzymujący w dziejach raduje się z powodu wstawiennictwa świętych i błogosławionych, wspierających go w misji głoszenia Ewangelii; z drugiej zaś tak jak Jezus uczestniczy on w płaczu tych, którzy cierpią z powodu rozłąki z osobami im drogimi, i tak jak On i dzięki Niemu rozbrzmiewa dziękczynieniem Ojcu za to, że wyzwolił nas od panowania grzechu i śmierci.

    Wczoraj i dziś wiele osób odwiedza cmentarze, które są, jak mówi o tym samo to słowo – „miejscem odpoczynku”, w oczekiwaniu na ostateczne przebudzenie. Miło jest pomyśleć, że to sam Jezus nas obudzi. Sam Jezus objawił, że śmierć ciała jest jakby sen, z którego On nas wybudzi. Z tą wiarą zatrzymujemy się – również duchowo – przy grobach naszych bliskich, tych, którzy nas kochali i czynili nam dobro. Ale dzisiaj jesteśmy wezwani, aby pamiętać o wszystkich – pamiętać o wszystkich – także tych, o których nikt nie pamięta. Pamiętajmy o ofiarach wojen i przemocy; o tak wielu „maluczkich” świata unicestwionych przez głód i nędzę. Pamiętajmy o tych bezimiennych, którzy spoczywają we wspólnych grobach. Wspominamy braci i siostry, zabitych dlatego, że byli chrześcijanami oraz tych którzy poświęcili swoje życie, aby służyć innym. Powierzmy Panu szczególnie tych, którzy nas opuścili w minionym roku.

    Tradycja Kościoła zawsze zachęcała do modlitwy za zmarłych, w szczególności przez ofiarowanie za nich celebry eucharystycznej: jest ona najlepszą pomocą duchową, jaką możemy dać ich duszom, zwłaszcza tym najbardziej opuszczonym. Podstawą modlitwy za zmarłych jest komunia Ciała Mistycznego. Jak podkreśla Sobór Watykański II, „uznając w pełni tę komunię całego Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa, Kościół pielgrzymujący od zarania religii chrześcijańskiej czcił z wielkim pietyzmem pamięć zmarłych” (Lumen gentium, 50).

    Wspomnienie zmarłych, troska o groby i modlitwy w intencji zmarłych są świadectwem ufnej nadziei, zakorzenionej w przekonaniu, że śmierć nie jest ostatnim słowem o ludzkim losie, ponieważ człowiek jest przeznaczony do nieskończonego życia, zakorzenionego i znajdującego swoje wypełnienie w Bogu.

    Zwróćmy się do Boga z taką oto modlitwą: „Boże nieskończonego miłosierdzia, powierzamy Twej niezmiernej dobroci tych, którzy pozostawili ten świat dla wieczności, gdzie oczekujesz na całą ludzkość, odkupioną bezcenną krwią Chrystusa, Twego Syna, zmarłego, aby odkupić nasze grzechy. Nie patrz, Panie, na tak wiele ubóstwa, nędzy i słabości ludzkich, gdy staniemy przed Twym sądem, aby zostać osądzonymi na szczęście lub na potępienie. Skieruj na nas swój miłosierny wzrok, pochodzący z łagodności Twego serca i pomóż nam wędrować drogą całkowitego oczyszczenia. Niech nikt z Twoich dzieci nie zostanie wtrącony do wiecznego ognia piekielnego, gdzie nie może już być skruchy. Powierzamy Ci, Panie, dusze naszych najbliższych, osób, które zmarły bez pociechy sakramentalnej lub które nie miały możliwości żałowania za grzechy nawet pod koniec swego życia. Niech nikt nie lęka się spotkania z Tobą po ziemskiej pielgrzymce, w nadziei bycia przyjętym w ramionach Twego nieskończonego miłosierdzia. Niech siostra śmierć cielesna znajdzie nas czuwających na modlitwie i obarczonych wszelkim dobrem, jakiego dokonaliśmy podczas naszego krótkiego lub długiego istnienia. Panie, niech nic nie oddali nas od Ciebie na tej ziemi, ale niech wszystko i wszyscy wspierają nas w gorącym pragnieniu pogodnego i wiecznego spoczynku w Tobie. Amen” (O. Antonio Rungi, pasjonista: Modlitwa za zmarłych).

    Z tą wiarą w ostateczne przeznaczenie człowieka zwracamy się teraz ku Dziewicy Maryi, która pod Krzyżem przeżywała dramat śmierci Chrystusa i brała udział w radości Jego zmartwychwstania. Niech Ona, Brama Niebios, pomaga nam coraz lepiej rozumieć wartość modlitwy za zmarłych. Oni są nam bliscy! Niech wspiera nas Ona w naszej codziennej pielgrzymce na ziemi i pomaga, byśmy nigdy nie stracili z oczu ostatecznego celu życia, jakim jest Niebo. A my z tą nadzieją, która nigdy nie zawodzi, idźmy naprzód!

    Po odmówieniu modlitwy maryjnej i udzieleniu wszystkim błogosławieństwa apostolskiego Ojciec Święty pozdrowił pielgrzymów przybyłych z Rzymu, Włoch i zagranicy, wymieniając m.in. wiernych z Sewilli i kilku diecezji włoskich oraz wolontariuszy. Jak zwykle prosił także o modlitwę w swojej intencji.

    ansa/PAP/KAI

  4. Maryla Jagoda pisze:

    Pragnę do tematu śmierci w „On i ja” podzielić się jednym wątkiem z książki Ewy K. Czaczkowskiej „Cuda świętej Faustyny. Książka ta, zawiera 12 prawdziwych reportaży – świadectw osób, które ocaliło Boże Miłosierdzie.
    Cytowana przeze mnie treść, jest kontynuacją opisu wydarzenia, gdy pewien mężczyzna, po doznaniu w jednym lokalu napadu przez opryszków, doznał tego stopnia zmasakrowania swojej twarzy, że lekarze w szpitalu nawet nie próbowali już tego beznadziejnego przypadku obmyć z krwi. Człowiek ten doświadczył wtedy śmierci klinicznej i przedziwnego spotkania się z Bogiem, twarzą w twarz. Chociaż jest to prywatne jego świadectwo, koresponduje ono mocno z treściami wypowiedzi Jezusa z „On i ja” i naszymi wyobrażeniami o istocie Boga – Miłości..

    Mężczyzna ten, o imieniu Ben, tak o tym przeżyciu mówi:
    „ …Nagle coś porwało mnie w górę. Jakby jakiś wir o sile rakiety kosmicznej wchłonął mnie niczym pyłek i pociągnął wzwyż. Na chwilę straciłem przytomność. Nic nie widziałem i nic nie czułem. Ogarnęła mnie ciemność. Pamiętam, że byłem skulony, w pozycji embrionalnej. Poczułem ciepło, które przyjemnie mnie ogrzewało, coraz mocniej i mocniej. Nic nie widziałem, ale czułem coraz większą rozkosz. Nagle zobaczyłem, że stoję przed obliczem Boga.
    – Skąd to wiesz?
    – Tam się wszystko wie od razu. Wszystko rozumie.
    – Ale przecież Boga nikt nigdy nie widział.
    – Tak, nie widział, ale w ciele. Ja już byłem poza ciałem. Widziałem jasność. Potężne Światło, którego nie mogłem ogarnąć. To Światło było żywe. Patrzyło na mnie. Każda iskierka tego światła patrzyła. Przenikała wszystko. To było prawdziwe oblicze Boga, które myśli, patrzy i mówi. Ale wszystko to odbierałem wyłącznie telepatycznie. (…)
    Z tej Jasności płynęła Moc, która emanowała wielką czułością, dobrocią i miłością. Ona opływała mnie, obejmowała i przenikała, a moja dusza rozpływała się ze szczęścia – opowiada. – Czułem niezwykłą błogość, rozkosz, jakiej nigdy wcześniej nie doznałem. Mogłem tak stać i wieki całe wpatrywać się w tę cudną i niepojętą Światłość. Ale nagle w jednej chwili ten błogi stan został przerwany. Przed moimi oczami pojawił się film. Ujrzałem całe moje życie. Od narodzenia, klatka po klatce, scena za sceną przebiegały mi przed oczami wszystkie wydarzenia. Działo się to błyskawicznie. Klatki się na siebie nakładały, ale jednocześnie każdą mogłem zobaczyć oddzielnie i wyraźnie. Każdy swój czyn. Początkowo na sceny z dzieciństwa i wieku młodzieńczego patrzyłem z dużym niepokojem, często nawet uprzedzałem w myślach to, co miało nastąpić. Byłem spokojny do chwili pojawienia się na ekranie moich pierwszych grzechów. Nie spodziewałem się, że wszystko będzie aż tak odkryte i obnażone. Zestawienie moich niegodziwych czynów z Jasnością pełną miłości, którą poznałem przed chwilą, paliło wstydem. Jakby rozpalone żelazo przenikało moje wnętrze. Płonąłem żywym ogniem, niewidzialnym, lecz bolesnym i straszliwie palącym. To było nie do wytrzymania. Czułem też, że ktoś za mną stoi. Nie widziałem go, ale wiedziałem, że to szatan, który oskarża mnie przed Bogiem. Wiedziałem też, że on swoimi oskarżeniami nic nie może wskórać. Wszystko zależało od Boga. Czułem, że jestem cały w rękach Boga i nic złego nie może mi się stać. Za każdym razem gdy ukazywały się moje grzechy, a ja płonąłem, w tej samej chwili odczuwałem miłosne tchnienie Boga. Jak niewidzialna fala przenikało ono moją duszę i ogniste palenie znikało. Ta sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie.
    (….) nagle wszystko stanęło. Znieruchomiało. Otworzyłem oczy. Leżałem na łóżku w szpitalu, a nade mną pochylała się żona. Ocierała mi twarz z krwi”.

  5. okrzos pisze:

    Mdr 1, 13-15: Śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci.

  6. Maria Zofia pisze:

    Śmierć to przejście na drugą stronę, to spotkanie z Umiłowanym, On zna ten czas,ja muszę być czujna i gotowa, kiedy przyjdzie po mnie. Modlę się o szczęśliwą śmierć dla siebie i wszystkich…

  7. Maria Jagoda pisze:

    .
    Dobrze jest usłyszeć w czasie Dni Triduum ( i wziąć to sobie do serca),
    że gdy ma się poczucie bycia niezrozumianym czy niedocenionym,
    to nie musi nam od razu „z głowy korona spadać”.
    Raczej przyjąć to jako łaskę upodobniania nas do Niego samego, Który stał się; Odepchnięty i Wzgardzony..
    Dziś więc, rozpoczynam od nowa, bo kochać to znaczy powstawać.

  8. Małgorzata pisze:

    „Oddać ducha – to słusznie powiedziane. Duszę Ja wam dałem. W jej stworzenie włożyłem tyle miłości. Musicie Mi ją zwrócić z całą miłością, z całą czułością, do jakiej jesteście zdolni, aby uczcić tę moją pierwotną, uprzedzającą miłość. Gdy przyjdę ją zerwać, tę drogą duszę, niech mi ona ofiaruje to swoje zerwanie jak cudowną woń”. (t.1, nr 729)

Zostaw odpowiedź