Ciasne drzwi do Królestwa Bożego!

26 października 2016, autor: Krzysztof Osuch SJ

Czy może dzisiaj Jezus poleciłby nam co prędzej jakąś „nowoczesną” książkę, która by nas uspokoiła, obiecując wszystkim … łatwe dostąpienie zbawienia? Zapewne nie. Sądzę, że Zbawiciel na pewno przypomniałby nam i potwierdził przede wszystkim dwie wielkie prawdy.

BETLEJEM- Bazylika Narodzenia Pańskiego-DRZWI POKORY

BETLEJEM- Bazylika Narodzenia Pańskiego-DRZWI POKORY

Tak nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi (Łk 13,22-30). [ewangelia ze środy po 30. Niedzieli zw.]

Być może i my chętnie – z ciekawości lub powodowani nabożną trwogą o zbawienie własne i innych – zadalibyśmy Jezusowi to samo pytanie: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? A może takie pytanie nie ma już dla nas żadnego znaczenia? Zakładam jednak, że ma! Czy zatem dzisiaj odpowiedź Jezusa byłaby inna niż dwa tysiące lat temu? Czy może dzisiaj poleciłby nam co prędzej jakąś „nowoczesną” książkę, która by nas uspokoiła, obiecując wszystkim … łatwe dostąpienie zbawienia? Zapewne nie. Sądzę, że Zbawiciel na pewno przypomniałby nam i potwierdził przede wszystkim dwie wielkie prawdy. Najpierw tę, zapisaną u św. Jana:

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu (J 3,16-21).

  • Z tych słów wynika, że Bóg, ze swej strony, otwarł drzwi do swego wiecznego Domu jak najszerzej na oścież.
  • Od razu jednak zdajemy sobie sprawę, że to człowiek – my, każdy z nas, nasza wolność uwikłana, zwodzona i błądząca – barykaduje sobie drogę do Boga!
  • Czym głównie? Swą nieufnością, niewiarą i złymi czynami, które chce ukryć, uciekając od Boga (Światłości) jak najdalej, aż po zanegowanie Jego … istnienia!

I druga prawda, przy której Jezus wciąż z całą pewnością będzie obstawał. Także dzisiaj, nasz wielkoduszny Zbawiciel nie ujawni nam żadnych „danych statystycznych” na temat liczby zbawionych. Raczej wierny swej mądrej, bo Boskiej, pedagogii i równie mądrze pomyślanej mistagogii (wprowadzaniu, inicjacji w tajemnicę Boga i naszego zbawienia) każe brać sobie do serca to naglące i pełne powagi wezwanie (ostrzeżenie): Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli.

  • Dlaczego nie będą mogli? Ponieważ natkną się na bardzo ciasną czy wręcz – na własne życzenie, własną decyzją – zamkniętą bramę prowadzącą w krąg Boskiego Życia!
  • Oto mrożąca krew w żyłach potęga ludzkiej wolności, która tak bardzo uczestniczy i przyczynia się do własnego zbawienia, które zresztą jest najwspanialszym i darmo danym darem Boskich Osób.

Rozważanie można by rozwijać… Ale może warto spuentować je prostym pytaniem:

  • Czym ja zajmuję się na co dzień: czy pełną fascynacji kontemplacją tego, co powiedziano wyżej (J 3,16-21)?
  • Czy raczej zajmuję się kombinowaniem i nieroztropnym (by nie powiedzieć głupim) „majstrowaniem” około swojej wolności, której marzy się (diabeł i „świat” do tego kuszą) niezależność od Boga – a więc od istnienia (bytu, życia), które wciąż do nas od Niego płynie?
  • Czy nie zbieram (fałszywych) „papierów”, które uzasadniają mi wyjście poza krąg Prawdy i Miłości w strefę samowoli, zepsucia, kreowania swojego żywota niezależnie od Boga – Dekalogu, głosu sumienia, od głosu Kościoła, napomnień bliźnich?

Wybór należy do nas! Do mnie osobiście. Po co wyciągnę rękę, to będę miał.

Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił…

Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego… (Pwt 30,15-16;19-20).

Dwie myśli na zakończenie:

 Bóg może uczynić w naszym kierunku tysiąc kroków, ale ten jeden w Jego kierunku – ten musimy zrobić sami” (Karl Rahner SJ).

Bóg daje szczęście, ale człowiek musi je złapać” (Adolf Kolping).

 Częstochowa, 29.10.2014 AMDG et BVMH o. Krzysztof Osuch SJ

Komentarze

komentarze 4 do wpisu “Ciasne drzwi do Królestwa Bożego!”
  1. Komentarz przesłany do mnie z prośbą o dodanie:

    Jezus w dzisiejszej Ewangelii proponuje nam „ciasne drzwi” jako drogę prowadzącą do zbawienia.
    W naszej codzienności nie brakuje nam różnych „ciasnych przejść”.
    Dziś rano zaraz po medytacji Ewangelii natrafiłam na „ciasne drzwi”. W pierwszym odruchu nie byłam w stanie przez nie się przecisnąć…ale stopniowo podejmując wysiłek w postaci odpowiedniej motywacji myślę, że udało mi się przejść…

    Ile takich różnych trudnych przejść mamy w naszej codzienności! Raz uda się przejść, innym razem nie – ale najważniejsze, żeby się nie poddawać.

    Z Jezusem wiele można osiągnąć!!
    Jak ważne są te nasze codzienne wybory, one nie zawsze muszą dotyczyć ważnych spraw, ale zawsze muszą wybierać Boga i Jego Miłość!!!

    „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił… „

    I jeszcze wiersz Ks. Jana Twardowskiego

    ZAUFAŁEM DRODZE

    „Zaufałem drodze
    wąskiej
    takiej na łeb na szyję
    z dziurami po kolona
    takiej nie w porę jak w listopadzie spóźnione buraki
    i wyszedłem na łąkę stała święta Agnieszka
    – nareszcie powiedziała – martwiłam się już,
    że poszedłeś inaczej
    prościej
    po asfalcie
    autostradą do nieba – z nagrodą od ministra
    i, że cię diabli wzięli”.
    s. Ewa

  2. Poniższa wypowiedź dobrze koresponduje z tytułem rozważania = z „twardymi” słowami JEZUSA:

    Prof. Grygiel: brak ciągłości z Janem Pawłem II

    Podstawowym aktem miłości i miłosierdzia względem człowieka moralnie chorego jest pomóc mu poznać i uznać prawdę. Fundamenty miłości i miłosierdzia nie opierają się na statystykach, lecz na prawdzie – pisze na łamach dzisiejszego wydania włoskiego dziennika Il Foglio prof. Stanisław Grygiel, uczeń i wieloletni współpracownik Jana Pawła II. Z niepokojem rozważa on przemiany, jakie zachodzą we współczesnym Kościele. Podkreśla, że między poglądami Jana Pawła II i panującym dziś zamętem nie ma żadnej ciągłości.

    Prof. Grygiel wspomina pewną anegdotę z życia polskiego Papieża. Zapytany kiedyś, co by zrobił, gdyby cała Biblia miała zostać zniszczona, a on mógłby ocalić tylko jedno zdanie, Jan Paweł II odpowiedział, że wybrałby słowa: Prawda was wyzwoli. Polski filozof przywołuje szerszy kontekst tych słów: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 31).

    Polski filozof wskazuje na zagrożenia płynące z popularnej dziś antropologii, która nie opiera się na poszukiwaniu prawdy, lecz na doświadczeniu upadków i schorzeń moralnych. Ma to również wpływ na pewien model duszpasterstwa, w którym idzie się nie za przykładem Chrystusa, lecz Mojżesza, który ze względu na zatwardziałość serc pozwolił Żydom oddalić własną żonę i wziąć sobie inną. Zanika przy tym wiara, że człowiek jest powołany do przekraczania samego siebie, a łaska Boża może go uzdolnić do życia w czystości. W konsekwencji zamiast lekarzy mamy wielu uzdrowicieli, którzy potrafią robić wiele rzeczy, ale pomijają to, co jest naprawdę konieczne, unnum necessarium – pisze prof. Grygiel.

    Przypomina on, że antropologia Karola Wojtyły zrodziła się z moralnego doświadczenia człowieka, który żyje we wspólnocie z innymi ludźmi i w obecności Boga, a zarazem w zakorzenieniu w Chrystusie. „Nie rozumiem, dlaczego niektórzy moi koledzy boją się myśleć o człowieku i Kościele w sposób mistyczny, eschatologiczny i wertykalny. Zniżają się do uprawiania w Kościele polityki, która ostatecznie przemieni duszpasterstwo w grę statystykami. To nie pomaga Kościołowi w znalezieniu właściwych słów dla rodziny, małżeństwa i siebie samego” – napisał prof. Stanisław Grygiel. Podkreśla on, że prawdziwie miłosierny jest ten, kto o sobie i innych myśli nie według logiki horyzontalnej, lecz wertykalnej.
    kb/ rv, il foglio

  3. O „ciasnych drzwiach” w synodalnym dokumencie…
    Kard. Pell: Synod bez nadinterpretacji, trzymać się dokumentu

    ◊ Interpretując Synod Biskupów o Rodzinie, ważne jest trzymać się tego, co zostało napisane w dokumencie końcowym, a nie tego, co my byśmy chcieli tam przeczytać. W rzeczywistości bowiem Synod nie wspomina na przykład ani słowem o komunii dla rozwodników i dlatego sprawa ta musi być postrzegana w świetle nauczania Jana Pawła II – powiedział kard. George Pell. Wziął on udział w inauguracji roku akademickiego Papieskiego Instytutu Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną.

    Były metropolita Sydney, aktualnie prefekt Sekretariatu Ekonomicznego w Watykanie, odniósł się do obrad zakończonego właśnie Synodu. Ich krytycznym momentem było wysunięcie wniosku o rozstrzyganie kwestii spornych na tak zwanym forum wewnętrznym, a w rzeczywistości w źle pojętym sumieniu. Zdaniem australijskiego purpurata był to swoisty „koń trojański”, który miał posłużyć dekonstrukcji nauczania Kościoła o małżeństwie, rodzinie i płciowości. Coś podobnego działo się już po ogłoszeniu przez Pawła VI encykliki Humanae vitae. Według kard. Pella niebezpieczeństwo to zostało zażegnane.

    „Dokument Synodu potwierdza katolickie nauczanie – powiedział kard. Pell. – Sugerowane otwarcie drzwi nie oznacza nic innego, jak wyjście do świata, by wiernie głosić pełne nauczanie Chrystusa. Być może będzie można przyjąć niektóre praktyki diecezji niemieckich, jak dopuszczanie rozwiedzionych w nowym związku do rad parafialnych, do lektury czytań mszalnych, do bycia chrzestnymi. Z tak pojętymi drzwiami nie mam problemu. Ale żadne drzwi nie zostały otwarte dla komunii dla takich osób. Trzeba ich natomiast zachęcać do modlitwy, udziału w liturgii, wzajemnej miłości. Dokument synodalny przypomina, jak ważna jest dla Kościoła rodzina. Odpiera też presje, które są wywierane na Kościół zwłaszcza w świecie zachodnim. Otwarcie mówi, że nie może być mowy o stopniowaniu przykazań. Przykazania są niezmienne. Ale rozumiemy, że niektórzy ludzie, ze względu na swą słabość i złożoną sytuację, nie od razu potrafią przyjąć pełnię nauczania Kościoła. Dokument ten daje też prawidłową definicję sumienia. Jest to zatem dobry tekst, choć w niektórych sprawach mógłby się wyrażać bardziej jednoznacznie, na przykład o rozwiedzionych, którzy zawarli drugi związek”.

    Kard. Pell sprecyzował, że sugerowane przez Synod lepsze towarzyszenie takim parom ma na celu uświadomienie im ich sytuacji i zaakceptowanie wymogów nauczania Chrystusa względem ich życia.

    Zapytany przez niemiecką sekcję Radia Watykańskiego o wkład tej grupy językowej w obrady synodu, australijski purpurat wyraził ubolewanie z powodu niskiego, jego zdaniem, poziomu intelektualnego niemieckich biskupów i teologów. Jeśli porównamy to z Soborem, to dziś nie znajdziemy tam postaci takiego formatu, jak Benedykt XVI, Urs von Balthasar czy Rahner. Dla Kościoła jest to wielka strata – dodał kard. Pell.

    kb/ rv, zenit

  4. Choć w komentarzu wkleję ten artykuł. Jakoś wiąże się z tematem rozważania.

    Szczuka zakłamuje fakty! Przemoc w Szwecji jest 3 razy wyższa niż w Polsce. Kto chce nam zgotować piekło?

    opublikowano: 29 października 2014, 19:21 · aktualizacja: 29 października 2014, 19:41
    Fot. TVP/wPolityce.pl Fot. TVP/wPolityce.pl

    Feministki straciły ostatnie argumenty. Najnowsze unijne badania dowodzą jednoznacznie, że promowany przez nie model życia społecznego generuje przemoc fizyczną, psychiczną i seksualną. Mimo to, Kazimiera Szczuka zakłamuje rzeczywistość. Co z tego ma?

    W publicystycznym starciu z poseł Marzeną Wróbel na antenie TVP 2 Szczuka z uporem lobbowała za ratyfikacją Konwencji RE ws. Przemocy wobec kobiet. Przekonywała, że Polki są maltretowane przez mężów, ponieważ uczy ich tego polska kultura i katolicki model rodziny. Zarówno o modelu, jak i o samych kobietach nie miała najlepszego zdania, twierdząc że bez ingerencji międzynarodowych przepisów i nadzoru oddziałów GREVIO, miru w polskich domach nie zaznamy. Siostry z Kongresu Kobiet już się o nas zatroszczą. Gotowe rozwiązania prawne leżą na sejmowych ławach, wystarczy tylko wcisnąć właściwy guzik. Jak będzie wyglądać idylla? Szczegółowo sprawdziła to unijna Agencja Praw Podstawowych, która przebadała w tym roku wszystkie kraje UE pod kątem przemocy. Co się okazuje?

    Stawiane Polakom za wzór kraje skandynawskie borykają się z najwyższym wskaźnikiem przemocy fizycznej i psychicznej. Najbardziej narażone na przemoc są kobiety żyjące w Danii (52%), Finlandii (47%) i Szwecji (46%). Niechlubne wyniki przemocy osiąga też Holandia (45%), Francja i Wielka Brytania (44%). A jak radzi sobie z tematem oskarżana o przemoc Polska? Zajmujemy ostatnie miejsce! Wskaźnik przemocy wobec kobiet w Polsce wynosi zaledwie 19%, przy czym średnia unijna sięga 33%.

    Siostra Szczuka wyników badań nie akceptuje. Stwierdziła, że Polska dlatego wypada tak dobrze, bo zaszczute Polki nie mają odwagi, by pójść na policję. Nic bardziej mylnego. Jak pokazują badania, Holenderki czy Szwedki znacznie rzadziej zgłaszają fakt maltretowania. I pod tym względem nie mamy sobie nic do zarzucenia, ponieważ odsetek kobiet doświadczających przemocy, który zgłaszają problem stosownym instytucjom jest jednym z najwyższych w całej Unii Europejskiej.

    Badania dowodzą, że również mówienie o pedofilii i przemocy seksualnej jest skrajnie zakłamane. W krajach, które realizują „nowoczesny” system edukacji seksualnej poziom molestowania seksualnego kobiet jest najwyższy! Przoduje Szwecja (81%), Dania (80%) i Francja (75%). Polska znajduje się na przedostatnim miejscu i osiąga wskaźnik 32 przy średniej unijnej 55.

    Szczegółowy raport Ordo Iuris pod redakcją Joanny Banasiuk na stronach Instytutu OI

    Tak prezentują się szczegółowe wyniki badań:

    Ordo Iuris Ordo Iuris Ordo Iuris Ordo Iuris

    Wniosek jest banalnie prosty. W krajach, w których przemoc wobec kobiet zwalczana jest w taki sposób, w jaki proponuje to Konwencja Rady Europy, kobiety narażone są na przemoc trzy razy bardziej niż Polki. Propagandowa działalność feministek pozostaje jednak ślepa na fakty. Dlaczego? Bo w całej sprawie nikomu nie chodzi o bezpieczeństwo kobiet. Chodzi o ratyfikację dokumentu, który raz na zawsze zdestabilizuje obecny ład społeczny.

    Jak uczył Hegel, „jeśli teoria nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów”. Genderciotki wiedzą jak się rozprawić z niewygodną rzeczywistością, zwłaszcza gdy za lobbingiem idą wymierne korzyści. Zaparcie się zdrowego rozsądku musi mieć przecież konkretną cenę. Tym bardziej, że nie zawsze możliwości były tak szerokie jak dziś, nad czym kilka lat temu ubolewała sama Kazimiera Szczuka.

    Feministki, w odróżnieniu od ekologów, nie mogą dogadać się z jakimś dużym biznesem, który da nam pieniądze na naszą działalność, a my w zamian będziemy głosić idee, które będą rozkręcały biznes. Poza producentami prezerwatyw albo pigułek antykoncepcyjnych

    — mówiła w 2009 roku na łamach magazynu młodej kultury „Slajd”. Dziś, gdy na gender-propagandę idą nie tylko międzynarodowe granty, ale i miliony z ministerialnych kas, można do woli biegać po studiach i lobbować za wdrażaniem patologicznych rozwiązań. Naród, Pani Kazimiero, nie taki głupi. Szkoda tej bieganiny. Fruktów nie będzie.

    Marzena Nykiel
    za: http://wpolityce.pl/polityka/220094-szczuka-zaklamuje-fakty-przemoc-w-szwecji-jest-3-razy-wyzsza-niz-w-polsce-kto-chce-nam-zgotowac-pieklo

Zostaw odpowiedź