Kobieta kananejska

3 sierpnia 2016, autor: Krzysztof Osuch SJ

Jeśli ktoś chciałby się (koniecznie i „priorytetowo”) … gorszyć dzisiejszą ewangelią, to powodów znajdzie parę. Na pewno wysoce naganne wydaje się zachowanie uczniów Jezusa. Słysząc wołanie kobiety oraz widząc tajemnicze milczenie Mistrza, za najwłaściwsze uznali poproszenie Nauczyciela o to, by ją odprawił. Jej głośne wołanie i żarliwą prośbę nazwali nieco pogardliwie „krzyczeniem za nimi”.

Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona (Mt 15,21-28).

 – Wiem, w tym momencie niejeden z nas powie: Co tam uczniowie! To tylko (ciągle uczący się) uczniowie… Prawdziwie gorszące zachowanie (czyli takie, że można się na nim porządnie potknąć) prezentuje sam Jezus! Najpierw milczy (wydaje się, że niepotrzebnie i nazbyt długo); następnie widać, że w danym wyjaśnieniu wyraźnie faworyzuje swoich ziomków. A do tego jeszcze ten zda się fatalny język obrazów i porównań: że chleb jest dla dzieci a nie psów…

Tak,  są zapewne różne komentarze i wyjaśnienia, które potrafią wyprowadzić (nas) z zakłopotania czy wręcz gorszenia się początkowym zachowaniem Pana i niektórymi słowami „Syna Dawida”. Sam w tej chwili te „niewygodne” kwestie pominę, bo sądzę, że warto (i należy) koncentrować się na czymś innym. – Na czym?

  • Najpierw na szczęśliwym finale: jej córka została uzdrowiona! To po pierwsze,
  • a po drugie, nie możemy nie zauważyć wielkiej pochwały, którą Jezus skierował do Kananejki: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!

– To w świetle tych dwóch „rzeczy” (uzdrowienia i pochwały) należy czytać całą dzisiejszą ewangelię.

  • Nic bardziej niemądrego niż chcieć się zatrzymać (ze zgorszoną miną) na tym, co na pierwsze wejrzenie właśnie nas gorszy i czego nie pojmujemy!
  • Kananejka, mocno współcierpiąca ze swą córką i bardzo ją kochająca, postąpiła bardzo mądrze. Ani uczniom, ani wystawiającemu ją na próbę zachowaniu Jezusa nie dała się zbić z tropu. Ona wiedziała swoje! Musiała sobie pomyśleć: Co tam przeszkody i trudności. Kierowała się miłością do córki i pełną ufności wiarą wobec Jezusa! Wiedziała o Nim już zbyt dużo, by z niczym od Niego odejść. Była pewna Jego mocy i dobroci. Dobroci i Mocy, emanujących z tylu Jego wspaniałych nauk i czynów miłosierdzia. Dlatego nie miała wątpliwości i wahań.
  • Była pewna, że nie może dać się zniechęcić; że nie może dać się ponieść urażonej dumie czy pysze. To byłby fałszywy trop. Ślepa uliczka. Żadnej oczekiwanej odmiany losu jej i jej dziecka!

 Zdumiejmy się: Jak ta niby (mało oświecona) poganka trafnie czyta rzeczywistość i świetnie się w niej orientuje. Wie, że my tu na ziemi, biedni ludzie, nie możemy „chojrakować” (wg SJP: zachowywać się zuchwale, popisywać się swoją odwagą i tężyzną fizyczną; brawurować, szarżować). Jesteśmy ubodzy, a jedna z piękniejszych definicji słusznie twierdzi, że „człowiek jest istotą wspomaganą” (Cz. Miłosz). Skoro tak, to raz po raz wychodźmy na spotkanie z Tym, który jako pierwszy przyszedł od Boga Ojca, by nas radykalnie wspomóc. Podźwignąć. Otoczyć najdelikatniejszą Miłością.

 Na początku dziejów (w raju) zraniliśmy Stwórcę, a także siebie samych – strasznym w skutkach aktem nieufności, podejrzliwością, sprawdzaniem i niewiarą wobec Najlepszego Ojca. Od takiego czynu (grzechu) zawalił się pierwotny świat międzyosobowych relacji, które Boskie Osoby pomyślały pięknie i z bezgraniczną Miłością.

  • Dzięki Jezusowi Chrystusowi dokonuje się mozolne odbudowywanie tego, co było „na początku”. Powracamy do Raju, do Nieba.
  • Istotną cząstką tego wielkiego procesu Odbudowy i Powrotu, zwanego Zbawieniem, jest cudna wiara – pełna zaufania do Boga Ojca, do Jezusa Chrystusa.
  • Właśnie tę cudną wiarę dostrzegł Jezus u Kananejki. I ją – po umiejętnie przeprowadzonej próbie – wydobył, uwydatnił, publicznie pochwalił.

 Czy my już (i ile razy) zasłużyliśmy na podziw i uznanie ze strony Jezusa? Z powodu okazanej Mu ufnej i niezachwianej wiary! Także, a nawet szczególniej wtedy, gdy On ją (może dłuższy czas) próbował, niejako hartował i szlifował…  

  • Jezus i Jego Ojciec wraz z Duchem Świętym naprawdę zasługują na naszą ufną wiarę. Bezgraniczną. „Na przepadłe”.  Od niej świat naszych relacji – z Bogiem i z ludźmi, ze światem – znów staje się uładzony, lepszy, piękny.
  • A bez niej grozi nam zamknięcie (w świecie i w sobie samych), brak perspektyw i Boskiej Dali, stagnacja, smutek, zwątpienie, śmierć.
  • Trzeba wybierać! Po to jest wolność. Trud wolności i powaga wolności.

Niech Bóg się zmiłuje nad nami i nam błogosławi,
niech nam ukaże pogodne oblicze.
Aby na ziemi znano Jego drogę,
Jego zbawienie wśród wszystkich narodów.

Niech się narody cieszą i weselą,
bo rządzisz ludami sprawiedliwie
i kierujesz narodami na ziemi.
Niechaj nam Bóg błogosławi,
niech się Go boją wszystkie krańce ziemi (Ps 67).

 

Częstochowa, 17 sierpnia 2014  AMDG et BVMH  o. Krzysztof Osuch SJ     

Komentarze

komentarzy 7 do wpisu “Kobieta kananejska”
  1. Wanda pisze:

    Ponieważ człowiek bardziej doświadcza siebie niż Boga,tak łatwo się poczuwa dotknięty czy obrażony,sytuacją ,której nie rozumie ,słowami których by nie chciał usłyszeć,choć jest blisko Boga.Bóg to wielka tajemnica i trzeba ją odkrywać powoli,z cierpliwością nie gasić ani na chwilę żaru miłości i tęsknoty za Nim . Właśnie mam nadzieję na otrzymanie łaski o którą proszę i proszę jak kananejka. Amen
    Pan może się zlitować zresztą nie raz tak czynił.

  2. Zofia pisze:

    Ten fragment Ewangelii to trudna ale wielka lekcja pokory. Pan Jezus ukazuje nam tu pokorę jako cudowną, potężną broń i jedyną drogę do Niego. Pokora rodzi ufność, umożliwiającą Jego potężne działanie nie tylko w naszej duszy, ale i w duszach powierzonych nam osób.

    Ten fragment Ewangelii jest trudny, bo uderza w „mur naszych wyobrażeń, uniemożliwiający kontakt z Bogiem prawdziwym”.

    Codzienny rachunek sumienia wg Św. Ignacego, praktykowany choćby w formie „szczątkowej” bardzo mi pomaga demontować mur moich wyobrażeń i odkrywać prawdę tego fragmentu Dziękuję!

  3. Ja bym się jeszcze zastanowił, jak my reagujemy, kiedy Bóg wydaje się milczeć w odpowiedzi na nasze modlitwy? Czy łatwo się zniechęcamy, albo obrażamy się na Boga? A może przypominamy tę kobietę, która po prostu ufała – na przekór wszystkiemu, nawet na przekór temu, co w danej chwili słyszała?

  4. Ewa pisze:

    Tak… trudna jest dzisiejsza Ewangelia. Trudna i wymagająca. Widać jak Panu Jezusowi zależy na naszej wierze, jak ją kształtuje i formuje. Wciąż wyrzuca nam brak autentycznej wiary, która całkowicie ufa Jemu. Do Gabrieli Bossis, ale też do każdego z nas mówi: ”Dlaczego wierzycie z takim trudem?” Dlaczego wierzysz z takim trudem?
    I do każdego z nas mówi z wysokości Krzyża: Pragnę…pragnę ciebie…pragnę twojej wiary.
    I jak Samarytankę prosi nas : „Daj Mi pić”.
    Zaufajmy Jezusowi i odpowiedzmy na Jego zaproszenie…na Jego pragnienie.
    Kobieta kananejska odpowiedziała ufną wiarą…

  5. Bohdana pisze:

    Może naiwnie, ale dla mnie Dobrą, wspaniałą Nowiną w tym tekście jest to, że Bóg słucha tego, co się do Niego mówi (bądź krzyczy), i że nie trwa w swoim „nie”, ale „zmienia plany”, ujęty wiarą człowieka. Czytając tę Ewangelię, miałam wrażenie, że Pan Jezus miał zupełnie inny pomysł, jak postępować z poganami, a ta kobieta swoją upartą wiarą to zmieniła. Jak na weselu w Kanie – „czy to Moja sprawa?” i … kilkaset litrów wina :). To jest wspaniałe.

  6. Tak tłumaczył kiedyś ks. Jan Twardowski:
    „Jak często ci, co się modlą i nie zostają wysłuchani, – przestają prosić, – obrażają się na Pana Boga.
    Widocznie uważają siebie za bardzo ważnych, skoro nie wysłuchani – mają pretensje.
    Niewiasta chananejska nie zraziła się tym, że Jezus nie wysłuchuje jej od razu. Umiała nawet zażartować z siebie, przyrównując się do szczeniaka.
    Być nie wysłuchanym i zażartować z siebie – to bardzo dla nas trudne. Niewiasta chananejska potrafiła!
    Cierpliwa i wytrwała w modlitwie”.
    (za: Przegląd Katolicki nr 32/33, 1987).

Zostaw odpowiedź