Promować SKARB WIARY

30 listopada 2015, autor: Krzysztof Osuch SJ

To przede wszystkim objawiający się Bóg uzdalnia nas do przyjęcia Go z żywą wiarą, niezachwianą nadzieją i z żarliwą miłością! Ale jest też miejsce – i to znaczące – na nasz wkład. Potrzeba naszych osobistych starań o to, by naprawdę trwać w ufnej wierze w Boga. Trzeba też zabiegać o to, by codziennie dokonywała się wymiana miłości z Boskimi Osobami – z Najwspanialszym Ojcem, Synem i Duchem Świętym.

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić (Mt 11,25-27).

(Łk 10,21-24)
W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli.

We wczorajszej ewangelii spotkaliśmy Jezusa, który czynił mocne „wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły”. Że zlekceważyły Kogoś Najważniejszego: Wcielonego Syna Bożego! Dziś stajemy się świadkami głębokiej i wzruszającej modlitwy Jezusa. Z kontekstu wynika, że Jezus czuł się zasmucony i pewno zmęczony kaprysami i oporem uczonych w Piśmie i faryzeuszów, ale oto doznał olśnienia i pełen radości zaczął wysławiać Ojca.

Św. Łukasz tak opisał to wydarzenie:

W tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie».

Mając w pamięci wczorajszą i dzisiejszą perykopę, wypada zadać sobie poważne pytanie: Czy ja – mający ileś tam lat różnych kontaktów z Jezusem i Jego Nauką – zasługuję na Jezusowe wyrzuty i groźne „biada tobie”, czy raczej jestem tym ewangelicznym „prostaczkiem”, któremu Ojciec odsłonił już tyle cudnych „rzeczy”?

  • Czy jestem człowiekiem nawróconym i zwróconym ku Bogu, czy przeciwnie?
  • Czy moją największą miłością i życiową pasją jest Jezus Chrystus, czy też ktoś inny lub coś innego?

Wszyscy stopniowo odkrywamy, jak bardzo ważne jest Przykazanie Boga, mówiące o miłowaniu Boga ze wszystkich sił. Wszyscy staramy się poznać nieskończoną Miłość Boga do nas i odpowiedzieć na nią całym sercem. – Powiedziałem: „staramy się”. Tak. O różne rzeczy w życiu trzeba się starać i o nie zabiegać… To nader oczywiste i każdy z nas szybko ułożyłby długą „litanię” spraw i dóbr, o które się w życiu starał i zabiegał… I na tym tle pytajmy: czy temu prawu starania się i czynienia usilnych zabiegów podlegają także trzy cnoty teologalne: Wiara, Nadzieja i Miłość?

  • To przede wszystkim objawiający się Bóg uzdalnia nas do przyjęcia Go z żywą wiarą, niezachwianą nadzieją i z żarliwą miłością! Ale jest też miejsce (i to znaczące) na nasz wkład.
  • Potrzeba naszych osobistych starań o to, by naprawdę trwać w ufnej wierze w Boga. Trzeba też zabiegać o to, by codziennie dokonywała się wymiana miłości z Boskimi Osobami – z Najwspanialszym Ojcem, Synem i Duchem Świętym.

Karl Rahner SJ zadał kiedyś podchwytliwe pytanie: Jaki jest… procentowy wkład Boga i człowieka w sprawę wiary i zbawienia? – Nie wiem, jak naprędce odpowiedzielibyśmy na to pytanie. Poprawna odpowiedź zdaniem Teologa brzmi: Bóg daje swój wkład stuprocentowy! I człowiek winien dać również swoje ludzkie sto procent wkładu!

O naszym przyjeździe na rekolekcje ignacjańskie można powiedzieć, że poprzedza je usilne staranie Boga, by nas bardziej obdarować. Ale prawdą jest i to, że my zechcieliśmy podjąć Boże zabiegi o lepszą wzajemną relację, o lepsze wzajemne zrozumienie i przyjaźń. Jest zatem nadzieja, że w naszej osobistej historii zbawienia Bóg i my zrobimy jakiś kolejny, ważny krok…

To powiedziawszy, chciałbym jeszcze dość mocno podkreślić, że żyjemy w świecie, który mocno sprzeciwia się i zagraża naszej serdecznej więzi z Boskimi Osobami. To zagrożenie należy trzeźwo rozpoznawać, po imieniu nazywać i skutecznie mu zaradzać!

Papieże naszych trudnych czasów (Jan Paweł II, Benedykt XVI, Franciszek) – wierni nakazowi naszego Pana i Zbawiciela – na bieżąco analizują i publicznie nazywają niebezpieczeństwa zagrażające naszej wierze. Kolejny „Piotr naszych czasów” stara się, zgodnie z zaleceniem Jezusa Dobrego Pasterza, utwierdzać braci w wierze (por. Łk 22, 32). Czyni to, pokazując piękno życia z Bogiem i przestrzegając przed tym wszystkim, co uderza w naszą wiarę w Boga, w wiarę w życie wieczne, a także w moralny ład ludzkich postaw i działań.

Pozwolę sobie sięgnąć do mojej książki „Bóg tak wysoko Cię ceni”, gdzie zamiast typowego wstępu dałem na samym początku rozważanie poświęcone właśnie „Skarbowi wiary i modlitwie”. Przytoczyłem w tym rozważaniu kilka ważkich wypowiedzi, a wśród nich przejmującą diagnozę Carlo Caretto, który tak scharakteryzował miniony wiek dwudziesty:

„Żyjemy wszyscy w bardzo tragicznym wieku, w którym nawet najsilniejsi ludzie są kuszeni w wierze. Jest to bowiem epoka bałwochwalstwa, lęków, udręki. Jest to epoka, w której żądza władzy i bogactwo zaciemniły zupełnie w sercu ten podstawowy nakaz Dekalogu: Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca twego”.

To rozpoznanie dotyczy wprawdzie minionego wieku XX, ale wciąż jest aktualne i należałoby mieć je często przed oczyma.

Można by odwołać się do wielu innych podobnych wypowiedzi, np. Jana Pawła II czy Benedykta XVI i Franciszka. Pasterze Kościoła raz po raz zaświadczają, że wiara w Boga jest dobrem bezcennym, bez którego życie traci sens. Pokazują też, jak bardzo to dobro jest w naszych czasach atakowane i zagrożone.

Oto wypowiedź Benedykta XVI, skierowana na początku lipca (2011) do 7 tysięcy włoskich pielgrzymów:

„Wielu ludzi naszych czasów ma potrzebę spotkania Pana, bądź odkrycia na nowo piękna Boga bliskiego, Boga, który w Jezusie Chrystusie ukazał swoje oblicze Ojca i wzywa do uznania sensu i wartości istnienia”.

„Obecny moment dziejowy jest naznaczony przez blaski i cienie. Jesteśmy świadkami złożonych postaw: skoncentrowania na sobie samych, narcyzmu, pragnienia posiadania i konsumpcji, uczuć i pragnień oderwanych od odpowiedzialności. Wiele jest przyczyn tej dezorientacji, która objawia się w głębokim egzystencjalnym obciążeniu, ale w gruncie rzeczy widać w niej zanegowanie transcendentnego wymiaru człowieka i podstawowej relacji z Bogiem. Dlatego tak ważne jest proponowanie przez wspólnoty chrześcijańskie skutecznych i wiążących dróg wiary”.

Ta krótka wypowiedź Ojca świętego znów zasługiwałaby na rozważenie i wzięcie jej sobie do serca. Przy sposobności radzę, żebyśmy na portalach katolickich na bieżąco śledzili wypowiedzi papieskie i rozważali je. Zawsze poczujemy się obdarowani i umocnieni w wierze. A nawiązując do ostatniego zdania wypowiedzi Benedykta XVI – „Dlatego tak ważne jest proponowanie przez wspólnoty chrześcijańskie skutecznych i wiążących dróg wiary” – chciałbym powiedzieć, że właśnie Ćwiczenia duchowne św. Ignacego Loyoli (zwane potocznie rekolekcjami ignacjańskimi) na pewno są taką „skuteczną i wiążącą drogą wiary”. Ma tego świadomość Kościół dawny i obecny, gdy ustami wielu papieży aprobuje je i zaleca.

Święty Ignacy widząc w nich dar Ducha Świętego dla Kościoła, nie wahał się tak o nich powiedzieć:

Ćwiczenia duchowne są najlepszą rzeczą, jaką w tym życiu mogę sobie pomyśleć i w oparciu o doświadczenie zrozumieć, aby człowiek mógł i sam osobiście skorzystać i wielu innym przynieść owocną pomoc i korzyść” 1.

http://www.deon.pl/religia/rozwoj-duchowy/ignacy-loyola/art,2,cwiczenia-duchowe-wedlug-sw-ignacego.html

Komentarze

komentarzy 8 do wpisu “Promować SKARB WIARY”
  1. Warto przeczytać:
    Niesamowita wizja dla Polski mistyczki Teresy Neumann. W języku polskim będą głoszone najmądrzejsze prawa
    (…) Wizja Teresy Neumann z 15 października 1948 r., /Stephen Lassare – Odkryte sekrety przyszłości, Wyd. Adam, Warszawa 1992/

    Teresa Neumann z Konnersreuth (ur. 9 kwietnia 1898 w Konnersreuth; zm. 18 września 1962, tamże) niemiecka mistyczka i stygmatyczka. Była członkiem Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. 5 marca 1926 Teresa miała zostać obdarzona stygmatami. Na jej rękach, nogach, głowie i boku widoczne były krwawe rany. Co tydzień, od północy w czwartek do godziny trzynastej w piątek jej rany otwierały się i krwawiły. Podczas ekstaz, miała obserwować mękę Jezusa, przepowiadać przyszłe wydarzenia i mówić obcymi językami (między innymi językiem aramejskim), których nigdy wcześniej nie poznała. Pomimo cierpień, w pozostałych dniach tygodnia była ona aktywna i pełna energii. Świadkowie twierdzą, iż dzięki modlitwie Teresa wywoływała w swoim ciele dolegliwości innych ludzi. W ten sposób miała uzdrawiać chorych.Do jej domu w Konnersreuth pielgrzymowało setki ludzi, prosząc o łaski i wstawiennictwo u Boga. Od 1922 aż do swojej śmierci w 1962 Teresa nie spożywała żadnych pokarmów oprócz codziennej Eucharystii.

  2. małgorzata pisze:

    dziękuję za bloga.Często tu zaglądam aby nasycić się duchową treścią i przemodlić ją. Ja również korzystam z daru jakim są ćwiczenia duchowne. Od wielu lat jestem zaangażowana w formację poprzez wspólnoty które są przy parafii, ale mogę powiedzieć, że dziesięć lat takiej formacji nie dało mi tyle co jeden tydzień spędzony na rekolekcjach. Radość Jezusa jest też moją radością bo idąc drogą ćwiczeń staję się prostaczkiem przed którym Bóg odkrywa prawdę zakrytą Pozdrawiam Ojca.Na rekolekcje jeżdżę do Częstochowy i czasem Ojca tam widuję,

  3. Zofia pisze:

    Zaglądamy regularnie i dlatego z entuzjazmem !!!

    Pozdrowienia dla Ojca i wszystkich zaglądających !!!

  4. misjonarz pisze:

    „„Ćwiczenia duchowne są najlepszą rzeczą, jaką w tym życiu mogę sobie pomyśleć i w oparciu o doświadczenie zrozumieć, aby człowiek mógł i sam osobiście skorzystać i wielu innym przynieść owocną pomoc i korzyść” .
    Zgadza się, jednak jest przy tym trochę kontrowersji, przede wszystkim to, że są to „ćwiczenia”. Ten kto w jakiś sposób ćwiczył fizycznie, wie ile to kosztuje: wyrzeczeń, wysiłku, potu, bólu i innych negatywnych oznak zmęczenia. Jednak tylko przez zmęczenie i odpoczynek osiąga się rozwój.

    Zachodzi pytanie, czy podobnie jest z ćwiczeniami duchownymi ? Odpowiem tylko za siebie. Tak – zmęczenie i odpoczynek (najczęściej roczny) przynosi u mnie pewne efekty a są nimi uporządkowanie uczuć, co jest odblaskiem odprawianych ćwiczeń. Jednak uporządkowanie uczuć nie musi u mnie oznaczać, że mam je bardzo stabilne, gdyż od czasu do czasu ujawniają się te, które gdzieś tam były przez lata tłumione. Dam przykład, ale przez lata tłumiłem złość w stosunku do mojego ojca a obecnie to wychodzi ze zwielokrotnioną siłą. Wnioski ? – mogą być różnorakie, być może nie przepracowałem tego tematu na poszczególnych tygodniach ćwiczeń ?, ale być może, Bóg to mi pozostawił do przepracowania w życiu codziennym ? Widać więc, że ćwiczenia nie są jakąś „magiczną różdzką” usuwającą wszelkie problemy, to raczej impuls do zmiany życia, do podjęcia trudu przemiany i to już w życiu codziennym po rekolekcjach. Nie da się tego zrobić i robić bez Boga a więc dopiero trzeba zacząć się trudzić po odprawieniu rekolekcji Ignacjańskich. Trudzić, czyli wymaga to wysiłku, na pewno w różnym nasileniu. U mnie ten wysiłek bywa mocny, nie wiem, jak to jest u innych rekolektantów, wiem np. że niektórzy jeżdzą na następne „tygodnie” po ( w cudzysłowiu) „reanimację trupa”. Zachodzi więc pytanie, czy ćwiczenia duchowne są dla wszystkich ? Św. Ignacy uważa, że nie, iż u niektórych należy poprzestać na I tygodniu. Ciekawe spostrzeżenie, ale I tydzień to „doświadczenie Bożego Miłosierdzia”. Bardzo ciekawa sprawa, ale na tym wystarczy i tutaj pojawia się pole do popisu, żeby „szukać tego Miłosierdzia”, czyli poznać orędzie MIłosierdzia. Jest ono dostępne dla każdego, tylko czy my chcemy z tego skorzystać ? Jest z tym pewien problem, ale można to przeskoczyć, tylko trzeba się trochę postarać.

  5. Ania pisze:

    Dobrze, że Ksiądz tutaj pisze, na pewno ktoś tutaj zagląda, jeśli nie regularnie, to przynajmniej od czasu do czasu. Z pożytkiem dla siebie można posłuchać Ojca konferencji. Dziękuję i pozdrawiam Ojców.

Zostaw odpowiedź