Rodzina Jezusa

22 września 2015, autor: Krzysztof Osuch SJ

Można nie być wrogiem Chrystusa i chrześcijaństwa, można nie chcieć go niszczyć, ale poddanie się „najzwyklejszej obojętności” okazuje się w skutkach równie, a nawet jeszcze bardziej groźne. To bardzo niebezpieczne, gdy „Chrystusa zalicza się do szeregu tych, którzy się nie liczą.

Pamiętajmy, że obojętność jest również grzechem, jednym z najgorszych, ponieważ potrafi zabić. Obojętność nie pali religii na stosie, obojętność zamraża ją na śmierć. Nie skazuje na ścięcie, lecz na powolne uduszenie”

Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką (Mt 12, 46-50).

W opisie świętego Marka 3, 31-35:

Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie.
Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką».

oraz Łk 8,19-21:
Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą. Lecz On im odpowiedział: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je.

Ewangelie fascynują

Skoro już niejedno czytaliśmy, to zapytam, która z czytanych dotąd książek wydała się nam najbardziej pasjonująca i najważniejsza? Każdy święty kanonizowany i wielu chrześcijan powiedziałoby zapewne, że to Ewangelie są lekturą najważniejszą i najbardziej pasjonującą…

  • Czy my także należymy do grona osób zafascynowanych Ewangeliami?
  • I czy jesteśmy pewni, że to w roli czterech Ewangelii jest ukryty największy skarb, najpiękniejsza perła?

Wspaniałość i ważność tego, co zawierają Ewangelie, już pewno do nas dotarła, choćby jeden raz i na krótko… Na ogół tak jednak bywa, że nawet jeśli już raz znaleźliśmy skarb Boga, którego skrywają i objawiają ewangelijne „opowieści”, to i tak (dość łatwo) dajemy sobie ten Skarb odebrać…

  • Czasem byle błyskotka jawi się jako rzecz cenniejsza i ważniejsza niż słowa Boga. Niekiedy ulegamy tak mocnej fascynacji czymś tam (choćby świeżymi wiadomościami z prasy), iż nie zauważamy mniej lub bardziej świadomej zdrady wobec Słowa Bożego. Wskutek sprzeniewierzenia na jakiś czas, czasem na bardzo długo, zamykamy drzwi przed Jezusem i znów każemy Mu stać u drzwi i kołatać (por. Ap 3, 20).

Zważywszy na naszą niestałość i niewierność w odniesieniu do Najwyższego Dobra, winniśmy utrwalić nawyk codziennego sprawdzania gotowości do kontaktowania się z Jezusem obecnym w Ewangeliach. Eucharystia, w której uczestniczymy zdaje się wyrażać taką naszą gotowość. Szukajmy zatem Jezusa w przeczytanej perykopie.

Rady rodziny dla Jezusa

Oto oczyma wyobraźni zobaczmy najpierw Jezusa otoczonego rzeszą ludzi, którzy chętnie Go słuchają. Jezus wydaje się być bez reszty oddany misji powierzonej Mu przez Boga Ojca. Tymczasem nieoczekiwanie przychodzi Jego rodzina i chce się z Nim spotkać. Chcą porozmawiać. Powołują się na więzy krwi. Prawdopodobnie chcą wpłynąć na Jezusa. Powoduje nimi troska o Jezusa; obawiają się o Jego zagrożone życie. Tego się domyślamy, gdyż niespodziewana wizyta rodziny ma miejsce wtedy, gdy elity religijne w Jerozolimie zaczęły postrzegać Jezusa jako kogoś kontrowersyjnego. Podejrzewają Go o najgorsze rzeczy (por. Mt 20, 24). Śledzą Go i podsłuchują; zadają Mu podchwytliwe pytania, zaś faryzeusze odbyli już naradę przeciw Jezusowi, zastanawiając się, „w jaki sposób Go zgładzić”(por. Mt 12, 14).

Do rodziny Jezusa dotarło, że atmosfera wokół umiłowanego Syna Maryi zagęszcza się i staje się bardzo niebezpieczna; stąd ta ich próba ochronienia Jezusa przed niebezpieczeństwem i wpłynięcia na Niego. Bliscy chcą Go ostrzec i dać Mu kilka dobrych rad… Można przypuszczać, że byłyby to rady w stylu Piotra, który po zapowiedzi Męki zapewniał Jezusa dobrodusznie: „Nie przyjdzie to na Ciebie!” Pamiętamy, co Piotr usłyszał wtedy z ust Mistrza (por. Mt 16, 23).

Ogień Miłości

Jezus, którego oglądamy w Ewangeliach, jest całkowicie oddany sprawie Ojca. Słucha Go i jest w Niego wpatrzony. Wszelkimi sposobami (nauczaniem, cudami) odsłania Jego łaskawy Zamysł wobec ludzkiej rodziny. On wie, że to Wola Ojca – miłośnie i potężnie ogarniająca cały Wszechświat, Ziemię i wszystkich ludzi – jest najważniejszym projektem. I to on winien być przez ludzi poznany i realizowany z wielkim zaangażowaniem. Jezus daje wyjątkowy przykład tego zaangażowania.

W tym kontekście warto przypomnieć pewną, pełną żaru wypowiedź Jezusa: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął (Łk 12, 49). Słowo ogień pojawia się w Biblii aż 234 razy. Użyte jest ono w różnych kontekstach; nierzadko w połączeniu z gniewem Boga, który karaniem (dobrze pojętym) chce zwrócić uwagę Swego ludu na ważność Jego Osoby i Jego Woli!

  • W przytoczonej wypowiedzi Jezusa chodzi oczywiście o ogień Miłości; Miłości, która już płonie w Bosko-ludzkim Sercu Jezusa, a nie widać jej jeszcze we wszystkich ludzkich sercach.

Żarliwa Miłość do każdego człowieka i do całej ludzkiej rodziny – każe Jezusowi manifestacyjnie trzymać na dystans swoją ziemską rodzinę. Jezus nie daje się niczym ograniczyć ani związać. Jezus zachowuje się jako Ktoś z Innego Świata.

„Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. 

Świadkowie zdarzenia poczuli się zapewne bardzo dowartościowani, gdy usłyszeli, że Jezus nadaje im „status” spokrewnionych z Nim. I to przez sam fakt słuchania Go, a potem starania się o wypełnienie woli Ojca.

Spokrewnić się z Jezusem

Czy łatwo jest spokrewnić się z Jezusem? I tak, i nie! I łatwo, i trudno.

Najpierwsze jest to, by pragnąć poznać wolę Boga Ojca, a poznawszy ją uznać, że jest ona wspaniała, absolutnie dobra i bez cienia wątpliwości przyjazna nam! Wspaniałość woli Ojca wyraża się w tym przede wszystkim, że Bóg – potężny Stwórca wszystkiego – jest nie tylko naszym właśnie Stworzycielem, ale jest także naszym najlepszym, najserdeczniejszym Ojcem. Wszyscy zatem jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi i tworzymy jedną wielką Rodzinę dzieci Bożych!

– Nie jest to wszystko, gdyż mając fundamentalną świadomość obdarowania i godności oraz bezpieczeństwa, winniśmy z kolei rozmiłować się w poznawaniu i wypełnianiu woli Ojca w różnych jej przejawach bardziej szczegółowych – poczynając od Dekalogu (całego i niezmienionego w demokratycznych procedurach i manipulacjach), a na Kazaniu Jezusa na Górze kończąc.

  • Tak, Jezus przyszedł na naszą ziemię z ogniem Boskiej Miłości.
  • Można zatem i należy pytać: czy ten ogień płonie już w naszych sercach? W moim sercu?
  • A co powiemy, patrząc szerzej, także na Polskę, Europę, na pozostałe kontynenty i na cały świat?

W rekolekcjach zajmujemy się najpierw samymi sobą; pragniemy, by ogień Boskiej Miłości zapłonął najprzód w naszych sercach (taka jest oczywista kolej rzeczy). W kolejnych etapach rekolekcji ignacjańskich to właśnie stopniowo się dokonuje; zapalamy się od ognia Boskiej Miłości. „Zajmujemy się ogniem”, który winien być podtrzymywany, pielęgnowany w latach życia, które dzielą nas od przejścia do Domu Ojca.

Fatalna obojętność

Nie miejmy jednak złudzeń, że będzie to łatwe! Czeka nas we współczesnym świecie niejedna batalia o ocalanie ognia Bożej Miłości w naszych sercach. Zagrożenia przyjdą z różnych stron. Kościół ustami Papieży i Biskupów, a także Kapłanów przestrzega nas przed różnymi zagrożeniami i atakami na naszą wiarę w Miłość Boga do nas. Jedne ataki bywają dość oczywiste i brutalne, inne – zamaskowane i wyrafinowane.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na jedno zagrożenie; to, któremu na imię obojętność.

Bardzo celnie napisał o niej William Barclay, komentując Jezusowe „biada!” wobec dwóch miast – Korozain i Betsaidy. Te miasta nie nawróciły się, choć dokonało się w nich najwięcej cudów (por. Mt 11, 20 nn). Przyczyną ich zamknięcia na Jezusa była obojętność i lekceważenie Rabbiego czyniącego wielkie znaki.

  • Tak, można nie być wrogiem Chrystusa i chrześcijaństwa, można nie chcieć go niszczyć, ale poddanie się „najzwyklejszej obojętności” okazuje się w skutkach równie, a nawet jeszcze bardziej groźne. To bardzo niebezpieczne, gdy „Chrystusa zalicza się do szeregu tych, którzy się nie liczą. Pamiętajmy, że obojętność jest również grzechem, jednym z najgorszych, ponieważ potrafi zabić. Obojętność nie pali religii na stosie, obojętność zamraża ją na śmierć. Nie skazuje na ścięcie, lecz na powolne uduszenie” (W. Barclay, Ewangelia św. Mateusza, Warszawa 1978, t. II, s. 142).
  • Warto się nad tym porządnie zastanawiać i często krytycznie pytać, które dzisiejsze mody myślowe i ideologie, wzmacniane zabiegami socjotechnicznymi i presją różnorakiej w treści poprawności politycznej – intensywnie pracują nad upowszechnianiem ducha lekceważenia i obojętności wobec Jezusa i Jego Kościoła. Owszem, nie skazują formalnie na ścięcie i nie palą na stosie, ale to wystarczy, by zamrozić na śmierć i udusić powoli. – Kogo? Co? – No właśnie!

Obyśmy nie wchodzili w „koło szyderców”, o których mówi Psalmista (por. Ps 1, 1). Obyśmy nie dostali się w krąg obojętności i lekceważenia najwyższego dobra, jakim jest Jezus i Jego Ewangelia. Także Jego Kościół – Mistyczne Ciało Chrystusa.

Podobne rozważanie jest w mojej książce:

powiększ okładkęhttp://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=57530

Komentarze

komentarze 4 do wpisu “Rodzina Jezusa”
  1. Papież do kubańskich rodzin: rodzina przyszłością świata

    ◊ Ostatnim punktem programu papieskiej wizyty na Kubie było spotkanie z rodzinami w katedrze w Santiago de Cuba. Papież nawiązał do odczytanej tam Ewangelii o weselu w Kanie Galilejskiej.

    „Wesele jest szczególną chwilą w życiu wielu ludzi. Dla starszych, «weteranów» – rodziców, dziadków – jest to możliwość zbierania owoców siewu. Dusza raduje się, kiedy widzimy, że dzieci rosną i mogą założyć własną rodzinę. To możliwość zobaczenia, choćby przez chwilę, że to wszystko, o co się walczyło, było tego warte. Towarzyszenie dzieciom, wspieranie i pobudzanie, aby mogły zdecydować się na budowanie własnego życia, na założenie własnych rodzin, jest wielkim wyzwaniem dla wszystkich rodziców: Natomiast młodzi ze swej strony przeżywają radość. Cała przyszłość, która się rozpoczyna, to wszystko ma «smak» czegoś nowego, nadziei. Na weselu zawsze łączy się przeszłość, którą dziedziczymy, z przyszłością, która nas czeka. Jest pamięć i nadzieja. Zawsze otwiera się możliwość dziękczynienia za to wszystko, co pozwoliło nam dojść do dnia dzisiejszego z tą samą miłością, jaką otrzymaliśmy” – powiedział Papież.

    Ojciec Święty zwrócił uwagę, że Pan Jezus rozpoczął swe życie publiczne na weselu. Często spotykał się z ludźmi podczas posiłków, które są dla rodziny chwilami szczególnymi. Franciszek nawiązał tu do swych doświadczeń duszpasterskich z Buenos Aires.

    „Pamiętam ze swej poprzedniej diecezji, jak wiele rodzin opowiadało mi, iż jedyną chwilą, żeby być razem, była zazwyczaj wieczorna kolacja, gdy wracano z pracy, gdy najmłodsi skończyli zajęcia szkolne. Była to szczególna chwila w życiu rodzinnym. Komentowano dzień, co każdy zrobił, porządkowano mieszkanie, przygotowywano ubranie, organizowano podstawowe zadania na następne dni. Dzieci się pokłóciły, ale to był na to czas. Są to chwile, w których ktoś przychodzi także zmęczony i dochodzi do jakiejś dyskusji czy kłótni między mężem i żoną. Ale nie trzeba się tego bać. Obawiam się małżeństw, które mówią, że nigdy się nie posprzeczały. To dziwne, to bardzo dziwne. Jezus wybiera takie chwile, aby pokazać nam miłość Boga, Jezus wybiera te miejsca, aby przyjść do naszych domów i pomóc nam odkryć Ducha żyjącego i działającego w naszych domach i naszych codziennych rzeczach” – powiedział Franciszek.

    To w domu – mówił Papież – uczymy się braterstwa i solidarności, uczymy się otrzymywać przebaczenie i przebaczać. Ojciec Święty przypominał, że wspólnota chrześcijańska nazywa rodziny „Kościołami domowymi”.

    „W wielu dzisiejszych kulturach zanikają te przestrzenie, zanikają te chwile rodzinne, wszystko stopniowo zmierza do oddzielania się i izolacji; zanikają wspólne chwile, gdy jesteśmy razem, aby być w rodzinie. Wówczas nie umiemy poczekać, nie umiemy poprosić o pozwolenie, o przebaczenie czy powiedzieć: dziękuję, ponieważ dom staje się pusty. Nie bez ludzi, ale bez relacji, bez ludzkich kontaktów, bez spotkań rodziców, dzieci, dziadków, wnuków, braci. Niedawno pewien człowiek pracujący ze mną opowiadał mi, że jego żona i dzieci wyjechały na wakacje, a on został sam, bo musiał w tych dniach pracować. Pierwszego dnia dom cały pogrążony był w milczeniu, «w spokoju», czuł się szczęśliwy, nie było żadnego bałaganu. Trzeciego dnia, gdy pytam go, jak się czuje, mówi mi: chcę, żeby wszyscy już wrócili. Czuł, że nie może żyć bez żony i dzieci” – powiedział Papież.

    Franciszek podkreślił, że rodzina ratuje nas przed powszechnymi dziś podziałami i umasowieniem. Oba te zjawiska izolują od siebie ludzi, którymi wówczas łatwo jest manipulować. Rodzina jest szkołą człowieczeństwa, która uczy wrażliwości na innych – powiedział Papież.

    „Dyskutuje się dzisiaj wiele o przyszłości, o tym, jaki świat chcemy pozostawić naszym dzieciom, jakiego społeczeństwa dla nich chcemy. Sądzę, że jedną z możliwych odpowiedzi da się znaleźć, spoglądając na was: pozostawmy świat z rodzinami. To najlepsze dziedzictwo. Pozostawmy świat z rodzinami Oczywiście, nie ma rodziny doskonałej, nie ma małżonków doskonałych, rodziców doskonałych, doskonałych dzieci, ani – jeśli się nie obrazi – doskonałej teściowej. Nie ma ich, nie ma. Nie przeszkadza to jednak, by rodziny nie były odpowiedzią na jutro. Bóg pobudza nas do miłości, a miłość zawsze angażuje się na rzecz osób, które się kocha. Dlatego troszczmy się o nasze rodziny, prawdziwe szkoły dnia jutrzejszego. Troszczmy się o nasze rodziny, będące prawdziwymi przestrzeniami wolności. Troszczmy się o nasze rodziny, prawdziwe ośrodki człowieczeństwa” – powiedział Ojciec Święty.

    Po spotkaniu z rodzinami Franciszek udzielił miastu specjalnego błogosławieństwa i pojechał na miejscowe lotnisko. Po krótkiej ceremonii pożegnalnej, punktualnie o godz. 18.27 czasu miejscowego, samolot z Ojcem Świętym odleciał do Waszyngtonu.

    ak/ rv

  2. Papież na porannej Mszy: słuchać i wypełniać Ewangelię

    Chrześcijańskie życie jest w gruncie rzeczy proste: polega na słuchaniu Słowa Bożego i wprowadzaniu go w czyn, nie ograniczając się jedynie do odczytywania Ewangelii, ale rozeznając, co mówi ona mojemu życiu. W ten sposób Papież komentował w homilii podczas porannej Mszy w kaplicy Domu św. Marty sposób nauczania Jezusa. Zwrócił przy tym uwagę na ogromne wrażenie, jakie słowa Zbawiciela czyniły na słuchaczach, choć i wówczas nie brakowało takich, którzy zapominali o Nim, gdy osiągnęli swój cel, jak uzdrowieni trędowaci.

    „Niemniej Jezus wciąż przemawiał do ludzi i kochał te tłumy do tego stopnia, że mówi: «Ci, którzy idą za Mną, ten wielki tłum, są moją matką i moimi braćmi, oto oni» – zaznaczył Franciszek. – I wyjaśnia: «To ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je». Oto dwa warunki, by iść za Jezusem: słuchać Słowa Bożego i wypełniać je. Takie jest chrześcijańskie życie, nic więcej. Proste. Być może my uczyniliśmy je nieco trudnym przez tyle wyjaśnień, których nikt nie rozumie, ale życie chrześcijańskie takie jest: słuchać Słowa Bożego i wypełniać je”.

    Dlatego właśnie Jezus w taki sposób odpowiedział tym, którzy przyszli Mu oznajmić, że Jego bliscy chcą się z Nim widzieć – kontynuował Ojciec Święty. Bo żeby spotkać się ze Słowem Bożym, wystarczy otworzyć Ewangelię, ale nie po to, by czytać, ale słuchać. Bo czytając Ewangelię zawsze należy się pytać: „Co ten fragment mówi mojemu sercu? Co Bóg do mnie mówi?”. A wtedy nasze życie się zmienia – stwierdził Papież.

    „Za każdym razem, gdy to czynimy, to znaczy otwieramy Ewangelię, czytamy kawałek i pytamy się, co Bóg chce mi przez to powiedzieć, słuchamy wówczas Słowa Bożego uchem i sercem – kontynuował Franciszek. – Trzeba otworzyć serce na Słowo Boże. Także nieprzyjaciele Jezusa słuchali z bliska Jego słowa, ale po to, by znaleźć błąd, by Go zagiąć i odebrać Mu autorytet. I nigdy nie zadali sobie pytania: «Co Bóg mówi mi w tym słowie?». A Bóg nie tylko mówi do wszystkich; owszem do wszystkich, ale i do każdego z osobna. Ewangelia została spisana dla każdego z nas”.

    Franciszek przyznał, że wypełnianie usłyszanego słowa nie jest łatwe. Znacznie łatwiejsze jest nie przejmowanie się wymogami Słowa Bożego. Tymczasem drogą jego wypełniania są przykazania i błogosławieństwa, licząc zawsze na miłosierną pomoc Jezusa, nawet wtedy, gdy nasze serce „udaje, że nie rozumie”.

    „Jezus przyjmuje wszystkich, nawet tych, którzy przychodzą słuchać Słowa Bożego, a potem Go zdradzają, jak Judasz. Jezus mówi mu «Przyjacielu!» w chwili, w której Judasz dokonuje zdrady. Pan ciągle sieje swoje słowo, a chce od nas tylko serca otwartego na słuchanie i dobrej woli w wypełnianiu go. Dlatego weźmy jako modlitwę słowa z dzisiejszego Psalmu: «Prowadź mnie, Panie, ścieżką Twych przykazań», to znaczy ścieżką Twego Słowa, abym się z Twoją pomocą nauczył je wypełniać” – zakończył Papież.

    tc/ rv

  3. Dziś dzień św. o. Pio

    dodane 2014-09-23 07:45

    Patronem dnia jest dziś św. ojciec Pio z Pietrelciny, prezbiter.
    Dziś dzień św. o. Pio Henryk Przondziono /Foto Gość Ciało św. O. Pio w szklanej trumnie w San Giovanni Rotondo

    O. Pio urodził się 25 maja 1887 r. Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Już w dzieciństwie szukał samotności i często oddawał się modlitwie i rozmyślaniu. W wieku 5-ciu lat objawił mu się po raz pierwszy Jezus. Mając 16 lat Franciszek przyjął habit kapucyński i otrzymał zakonne imię Pio. Rok później złożył śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne. W 1910 r. przyjął święcenia kapłańskie. Już wtedy miał poważne problemy ze zdrowiem.

    Pod koniec lipca 1916 r. przybył do San Giovanni Rotondo i tam przebywał aż do śmierci. 20 września 1918 r. podczas modlitwy przed wizerunkiem Chrystusa ukrzyżowanego o. Pio otrzymał stygmaty. Na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się otwarte rany – znaki męki Jezusa.

    W 1922 r. powstała inicjatywa wybudowania szpitala w San Giovanni Rotondo. Ojciec Pio gorąco ten pomysł poparł. Szpital szybko się rozrastał, a problemy finansowe przy jego budowie udawało się szczęśliwie rozwiązać. „Dom Ulgi w Cierpieniu” otwarto w maju 1956 r. Kroniki zaczęły się zapełniać kolejnymi świadectwami cudownego uzdrowienia dzięki wstawienniczej modlitwie o. Pio.

    Zakonnik zmarł w swoim klasztorze 23 września 1968 r. Na kilka dni przed jego śmiercią, po 50 latach, zagoiły się stygmaty.

    Beatyfikacji o. Pio dokonał św. Jan Paweł II 2 maja 1999 r., a 16 czerwca 2002 r. kanonizacji.

Zostaw odpowiedź